Reklama

Merkabah- Przechodzenie w wyższy wymiar

Kulturka
30/11/2012 23:45
Merkabah- Przechodzenie w wyższy wymiar

Merkabah to zwierz wyjątkowo ciekawy i nieprzewidywalny. Niczym kameleon zmienia swe barwy, co rusz zaskakując wszystkich. Kapela, która niedawno świętowała swoje pięciolecie , od samego początku swojego istnienia spędzała sen z powiek dziennikarzom muzycznym lubujących się w nadawaniu nowych łatek i wrzucaniu zespołów do różnych, często absurdalnych szufladek. Ich styl to wypadkowa noise"u, jazzu, progresywnego rocka, post-metalu, psychodelii, ambientu, czy czego tam jeszcze sobie życzycie. Merkabah to pięciu indywidualistów, pięć odrębnych bytów, które tworzą jedną, niezwykle wyrafinowaną i ciekawą całość.
Mają na swoim koncie jeden album i ep-kę, obecnie pracują nad drugim „długograjem”. Mogą pochwalić się koncertami na największych festiwalach w Polsce: Off Festivalu, Open"erze, a także występami przed takimi kapelami jak: Morkobot, czy Lento. Ich koncertowe sety to wielkie misteria na które składają się wielowarstwowe wizualizacje tworzące niezwykły koncept wraz z energetyczną, tajemniczą i opętańczo- rytualną muzyką.
O pracy nad nową płytą, filmowych i muzycznych inspiracjach, literaturze Beat- Generation, koncertach, wizualizacjach podczas nich i symbolice zawartej na ich ostatnim albumie („A Lament For The Lamb”, 2012) rozmawiałem z muzykami „Merkaby”. Zapraszam do obszernego wywiadu poniżej.


Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk: Wiem, że jesteście właśnie na etapie tworzenia nowego materiału. W jakiej fazie jesteście? Chodzi mi oczywiście o proces twórczy, a nie o stan metafizycznego uwalenia:)

Gabriel: Materiał już praktycznie skończyliśmy, czekają nas teraz już tylko ostatnie poprawki i będziemy powoli (w perspektywie pół roku, jak dobrze wyjdzie) organizowali sobie studio.

Jak to gdzieś wyczytałem: „Regularne praktykowanie Merkaby (nazywanej pojazdem świetlnym) pomaga także w przygotowaniu do przejścia w wyższy wymiar.” Czy wy również dążycie do tego by przejść w ten wyższy wymiar i czy nowa płyta będzie takim kolejnym krokiem do osiągnięcia jego?

Aleks: Pewnie! (Śmiech)

Gabriel: Najpierw osiągamy wyższy wymiar, potem piszemy kawałki. A tak minimalnie bardziej serio – z każdą kolejną płytą będziemy odsłaniać kolejny wymiar.

Rafał: Będzie spoko.

„Film to bardzo naturalne miejsce dla muzyki instrumentalnej.”


Wasza muzyka od zawsze kojarzy mi się z muzyką filmową. Pamiętam, że gdy słuchałem „Lyonesse” to miałem skojarzenia np. z soundtrackiem do filmu Cronnenberga „Naked Lunch”. Czy myśleliście o tym by kiedyś stworzyć oprawę dźwiękową do jakiegoś filmu i jeśli tak to jaki byłby to gatunek?

Gabriel: Tak, myślimy o tym już od dłuższego czasu, film to bardzo naturalne miejsce dla muzyki instrumentalnej. Gatunek? Umówmy się – musiałoby to jednak być kino raczej offowe lub coś co najmniej na podobnym poziomie dziwności co wspomniany przez ciebie „Nagi Lunch”, przynajmniej w teorii. I to byłoby super - trochę abstrakcyjny dramat. Poza tym marzy mi się spisanie ścieżki do jakiegoś współczesnego pełnometrażowego fabularyzowanego dokumentu. Podłożenie dźwięku i „sfabularyzowanie” muzyką jakiegoś brzydkiego, starego kryptopornosa, czy erotyka też mogłoby być ciekawe.

Kuba: Fajnie by było zarówno stworzyć soundtrack do jakiegoś współczesnego filmu, jak i np. napisać ścieżkę do filmu niemego i wykonać ją na żywo razem z projekcją. Byłem na kilku tego typu pokazach i jest to rewelacyjny klimat. Można by też odwrócić sytuację i stworzyć film będący ilustracją naszej muzyki, lub zrobić coś na wzór „filmu muzycznego” typu „The Wall” Pink Floydów. Opcji jest wiele i sądzę, że to tylko kwestia czasu zanim zaangażujemy się w jakiś projekt filmowy.

Aleks: Osobiście bardzo chciał bym żeby nasza muzyka została użyta w jakimś filmie. Kiedyś się śmiałem, że musimy wysłać nasz materiał do Davida Lyncha. Myślę, że reszta zespołu jest podobnego zdania.

„Lament” jest, nazwijmy to trochę w cudzysłowie, „instrumentalnym albumem konceptualnym”...”
Czy podczas tworzenia muzyki pojawia się jakiś koncept, jedna idea, która góruje nad wszystkim innym?

Aleks: To się po prostu dzieje, nasza muzyka tworzy się sama kiedy przemawia przez nas Jahwe, my jesteśmy tylko maluczkimi dzierżącymi instrumenty. (Śmiech)

Rafał: Z reguły nie, tworząc utwór nie wiemy jaką ostatecznie formę przyjmie. Aczkolwiek czasem faktycznie zakładamy swoisty koncept, jak na przykład „Tetrahedron”.

Gabriel: W trakcie tworzenia nie, ale w trakcie układania wszystkiego na album już tak. „Lament” jest, nazwijmy to trochę w cudzysłowie, „instrumentalnym albumem konceptualnym”, do którego całą narrację napisaliśmy we dwóch - razem z Kubą. Bardzo dużo czasu, już po skomponowaniu, poświęcamy na całą otoczkę dla muzyki, szukanie odniesień (do literatury najczęściej), tytułowanie, fabułę. Daje to dodatkowe parę tygodni pracy nad samą sferą „meta” albumu i baaardzo dużo kartek zawalonych notatkami (Śmiech)

Kuba: Zależy więc o co pytasz: czy o samą kompozycję, czy koncept, o którym mówi Gab. Ogólnie często komponując utwór rozmawiamy o skojarzeniach, jakie w nas wywołuje, przez co kombinujemy nad nim nie tylko czysto muzycznie, ale też, powiedzmy, emocjonalnie. Takie bardziej narracyjne myślenie nakierowuje nas na to, jak dalej dana kompozycja ma się rozwijać i spaja ją.

Spoglądając na okładkę „A Lament For The Lamb” w połączeniu z samym tytułem płyty i jego wydźwiękiem pomyślałem sobie o pierwszych chrześcijanach, wielkich prorokach i jednocześnie zestawiłem sobie to z czasami obecnymi, w których te owieczki boże zamieniają się tak naprawdę w wilki, które są w stanie kąsać wszystkich tych, którzy myślą inaczej. I tutaj chciałbym porozmawiać chwilę z twórcą okładki i całego konceptu graficznego. Zestawienie symboli nawiązujących do chrześcijaństwa w powiązaniu z waszą nazwą, która mniej więcej oznacza pole energetyczne, dające niesamowite możliwości człowiekowi, dzięki któremu może on podróżować poza swoje ciało. Ale też kojarzy mi się również z geometrią, która jest zarówno w waszej muzyce (moim zdaniem mocno geometrycznej), jak i okładce. Wypowiedz się proszę na ten temat.

Kuba: Punktem wyjścia do grafiki był pewien narracyjny koncept, o którym wspomniał Gab, i który razem opracowaliśmy. Generalnie Twoje skojarzenia są bardzo trafne. Właśnie min. na tym opiera się historia, którą podszyta jest płyta. Nie wdając się w szczegóły, jest tam zawarta opowieść o pewnym fałszywym proroku, jego duchowej drodze, przemianie, uniesieniu i ostatecznym upadku. Nie jest to oczywiście niezbędne do zrozumienia naszej muzyki, ale takie drugie dno, jeśli odkryte, zaczyna rzutować na całość nieco inne światło, co chyba jest fajne, bo jakoś tam dodatkowo angażuje odbiorcę do małego researchu. Właściwie to wszystko co robimy wokół tej płyty jest pewnym dopełnieniem tej historii, łącznie z wizualizacjami, tytułami utworów, grafikami, czy nawet wzorami na koszulkach. Ale traktujemy to raczej jako pewien smaczek, sferę „meta”, jak to ładnie ujął Gab. Zresztą pozostawiliśmy tę historię mocno niedopowiedzianą, przez co może być bardzo różnie odczytywana. Jest raczej podstawą do dalszych rozważań, aniżeli zamkniętą linearną fabułą.

Adrian: Tak jak to Kuba powiedział - w wizualkach również zostawiamy tę historię niedopowiedzianą, niekompletną, co pozwala na troche bardziej "osobiste" doznania widza poprzez fakt, że każdy będzie to na swój własny sposób rozumiał.

Kuba, oprócz tego, że tworzysz fundament rytmiczny w Merkabah grając na perkusji to jesteś również artystą plastykiem. Wiem, że tworzysz zarówno dla własnego bandu, jak i również dla innych. Pochwal się swoimi osiągnięciami.

Kuba: Uła... Na pewno ważnym dla mnie projektem był zestaw splitów dla irlandzkiej wytwórni Hell Comes Home. Nie dość, że sam projekt był wymagający i intrygujący, to w dodatku było to pierwsze tak poważne zlecenie z zagranicy. No i pierwszy raz było mi dane zaprojektować winyle, i to od razu dwanaście. (Śmiech) Z tego co wiem planowane są kolejne takie paki, więc bardzo cieszę się z tej współpracy. Oprócz tego na pewno fajna była współpraca z Decapitated, czy Blindead. Ogólnie trochę tego było, ale faktem jednak jest, że sporo musiałem się „poprzedzierać” i „podopraszać”, by niektóre z moich projektów w ogóle powstały. Nikt niestety chętnie nie zatrudnia artystów, tym bardziej jak trzeba im płacić ludzkie stawki (Śmiech) Smutna polska rzeczywistość.

Czym się najczęściej inspirujesz w swojej twórczości plastycznej?

Kuba: Chyba ogólnie organicznością, jej bogactwem, form, kształtów, materii... Czasem sięgam bezpośrednio po motywy zwierzęce, czy roślinne, czasem podchodzę do tematu bardziej surrealistycznie, a czasem traktuje to jedynie jako punkt wyjścia do bardziej abstrakcyjnych działań.

Widziałem okładkę polskiej death metalowej kapeli Decapitated twojego autorstwa. Przyznam się, że robi wrażenie. Najwyraźniej nie tylko na mnie, gdyż gitarzysta Meshuggah w najnowszym klipie swojej kapeli miał na sobie koszulkę z tą właśnie okładką. Jak to jest widzieć owoce swojej twórczości u innych?

Kuba: Hahahaha! Zacznijmy od tego, że to nie była okładka, a wzór na koszulkę (Śmiech) Tak się złożyło, że Decapitated byli gośćmi na amerykańskiej trasie Meshuggah, stąd pewnie ta koszulka znalazła się w klipie, który gdzieś na którymś wspólnym gigu został zarejestrowany. Ale uczucie jest kosmiczne! Zwłaszcza, gdy mówimy o kapeli, która tak mocno wpłynęła na moje postrzeganie muzyki. Nieważne, że nikt nie ma pojęcia, kto owy t-shirt zaprojektował. Nadal czuję się cholernie dumny, że tym dziwnym, choć mocno naciąganym sposobem zaznaczyłem swoją obecność w tym klipie (Śmiech)

Wasza muzyka to wypadkowa wielu różnorakich, czasem odległych muzycznych światów i inspiracji takich jak: jazz, ambient, metal, czy rock psychodeliczny. Na początku waszej działalności byliście wrzucani do worka z napisem: post metal. Wiem, że szufladki uwierają, ale jeśli mielibyście na chwilę zamienić się w dziennikarzy muzycznych i w skrócie określić waszą muzykę to nazwalibyście ją...

Gabriel: Hahah, kiedyś wymyśliliśmy sobie na to termin witchcore, ale nie przyjęło się (Śmiech) najprościej i najsensowniej by było to chyba nazwać rockiem progresywnym, czy fusion (fusion raczej tylko w encyklopedycznym znaczeniu, mimo wszystko odbiegamy dość mocno od tego, jak to dotąd wychodziło w praktyce).

Rafał: Wydaje mi się, że najbliżej, zwłaszcza w kontekście powstającego materiału, jest nam do noise rocka oraz rocka progresywnego. Jednakże są to tak obszerne szufladki, że nie ma większego sensu naszej muzyki kategoryzować.

Kuba: Chyba raczej posługujemy się bardziej ogólnymi określeniami, typu muzyka eksperymentalna, progresywna, ciężka, połamana, psychodeliczna, przestrzenna, awangardowa, itd. Nasuwają one pewne stylistyczne skojarzenia, ale nie są też jednoznaczne.

Aleks: Ciężka muzyka eksperymentalna.

Adrian: Jak się mnie ludzie pytają co tam chłopaki grają, to na ogół po prostu mówię, że psychodeliczny rock. Nie lubię pół godziny wymawiać nazwy szufladki, która i tak nie do końca jest trafna...

Na pewno wpływ na zmianę kierunku waszej muzyki, ale też na odcięcie się od post-metalu miało przyjście waszego saksofonisty. Rafale, opowiedz jak do tego doszło. Słyszałem, że grałeś swego czasu epizody w Blindead?!

Rafał: Epizod ten miał miejsce niemal dwa lata po moim dołączeniu do Merkabah. Przy okazji koncertu Blindead w Warszawie, w ramach którego był prezentowany set akustyczny, zostałem zaproszony do gościnnego występu w dwóch numerach. Nie ma tu jakiejś epickiej, dłuższej historii. Dostałem zaproszenie, to z chęcią pograłem z chłopakami, co zresztą wspominam bardzo dobrze. Odnośnie mojego dołączenia do Merkaby, też odlotów nie będzie. Odpowiedziałem na ogłoszenie w internecie, wpadłem na próbę, znaleźliśmy wspólny język i personalnie, i muzycznie, a cała reszta potoczyła się naturalnie.

Z tego co pamiętam z naszej rozmowy, gdy jechaliśmy razem do Poznania to dużo i namiętnie wypowiadałeś się o francuskim Gongu. Opowiedzcie o waszych muzycznych i pozamuzycznych inspiracjach.

Rafał: Gong jest dla mnie jedną z podstaw muzycznych inspiracji, podobnie jak King Crimson, Swans i Kayo Dot. Odnośnie innych, to zdecydowanie współczesna scena noise rockowa oraz szeroko rozumiane granie niekonwencjonalne. Mnogość inspiracji muzycznych jest bardzo rozległa, co za pewne nie jest czymś niebywale zaskakującym. Odnośnie inspiracji poza muzycznych, w jakimś stopniu twórczość literacka amerykańskich bitników plus kilku klasyków, aczkolwiek w moim przypadku do muzyki raczej odnoszę głównie muzykę, że tak powiem...

Gabriel: Jak dla mnie to przede wszystkim King Crimson i Kayo Dot. Lubię poza tym klimaty około-punkowe czy zbliżone do screamo, typu Loma Prieta, Fugazi, Gospel, ale też mnóstwo oldschoolowego rocka progresywnego, fusion i krautów – Can, wspomniany Gong właśnie, Mahavishnu Orchestra, ostatnio Vanilla Fudge, i rzeczy związanych z głośnym hałasowaniem i szumieniem – The Psychic Paramount, Swans itd. Jeśli bym miał wymieniać gitarzystów to Fripp i McLaughlin zdecydowanie. To tyle w temacie muzycznych, jeśli chodzi o pozamuzyczne to chyba wszyscy jednogłośnie powiemy ci : „Bitnicy”. Osobiście dodam do tego Houllebecqa (najlepszy pisarz obecnie chyba!), Witkacego, Gombrowicza, filmy Lyncha, Jodorowskiego, Kurosawy i Skolimowskiego.

No to widzę, że na niwie artystycznej zgadzamy się w 100% (Śmiech)

Kuba: Oprócz wyżej wymienionych, które w całości podzielam, dorzuciłbym jeszcze całą scenę około-kobongową, włoskie kapele typu Zu, czy Morkobot, oraz niesłychanie bogatą i intrygującą scenę japońską (Boredoms, OOIOO, Zeni Geva, Acid Mothers Temple...). Do tego Tzadik + pochodne (Secret Chiefs 3, Zorn), no i wszelkiej maści drone"y czy freak-folki, Grails, itd. Można tak długo.... Ogólnie inspirują mnie osobowości muzyczne, ich zaangażowanie w twórczość, wszechstronność, eksperymentalizm, ciągłe poszukiwania, wyrazistość, konsekwencja. Osoby typu Zorn, Waits, Cage, Gira, Patton, Amos to wszystko niesamowicie barwne i inspirujące postacie.

Z tego co wiem to Rafał gra jeszcze w kilku zespołach. Opowiedzcie o swoich projektach pobocznych.

Gabriel: Ja, razem z Adim z Funktora, Jankiem z Violent Action i wokalistą Miłoszem, gram w kapeli roboczo nazwanej Acid Lindgren. W zamyśle projekt na rozładowanie emocji trochę, czyli te nasze zajawki bardziej związane z ciężkim, szybkim graniem i darciem ryja, typu wspomniana Loma, ale z dużo większą dawką psychodelii, z racji naszych „macierzystych” projektów. W miarę młody twór, dopiero kończymy materiał na pierwszą, krótką epeczkę. Poza tym jest też Perpetuum Papa Mobile (również robocza nazwa), ponownie w wymieszanym składzie muzyków z Funktora, VA i Merkaby, które w założeniu miało robić rzeczy odnoszące się dużo bardziej do krautrocka i muzyki progresywnej z lat 60. Wychodzi jednak dużo bardziej psychodelicznie i szumiąco. Póki co jeszcze się ogrywamy i jammujemy, ale już niedługo bierzemy się za solidniejszą robotę i komponowanie.

Rafał: Udzielam się jeszcze w paru zespołach, to prawda. Pierwszym z nich jest Funktor. Gramy zasadniczo funk i disco, ale ostatnimi czasy widoczne są w naszej muzyce inspiracje sceną psychodeliczną i progresywną lat "70. Aktualnie jesteśmy w trakcie modyfikacji składu oraz dopieszczania nowego materiału, więc niebawem może coś ciekawego się wydarzyć. Drugim projektem jest Czekolada. Muzykę tego zespołu na ogół określam jako piosenkowa muzyka na poziomie. Centralną postacią jest tam Anna Iwanek i jej wspaniały głos. Niedawno ukończyliśmy nagrania płyty, więc niebawem materiał powinien ujrzeć światło dzienne. Trzeci projekt to Szymanowski Big Band, w którym, w gruncie rzeczy, gram najdłużej. Powstał m. in. z mojej inicjatywy w czasach, gdy jeszcze uczęszczałem do szkoły muzycznej. Wraz z hordą innych instrumentów dętych i sekcji rytmicznej gramy w większości standardy jazzowe i własne aranże, jak to big bandy. Całym projektem dowodzi profesor Piotr Kostrzewa, na dniach powinna zostać wydana nasze nowe wydawnictwo „Jazz"t Friends” (kocham nazwy płyt muzyki big bandowej). Ostatnio też, wraz z Gabem i Kubą, zaangażowaliśmy się w projekt improwizowany Perpetuum Papa Mobile. Wspierają nas tam Adi i Kostek z Funktora oraz Jaszczur z Violent Action. Jest to sprawa jeszcze bardzo świeża, ale może wyjść z tego coś na prawdę, lekko mówiąc, niekonwencjonalnego.

Kuba: Ja oprócz udzielania się w Perpetuum Papa Mobile mam w szufladzie sporo luźnych motywów na 2 odrębne solowe projekty. Pierwszy to Sleeping Among Whales utrzymany w klimacie dronowo- folkowym, oraz projekt roboczo ochrzczony Temples, który będzie nawiązywał do Secret Chiefs 3, czy uSSSy, czyli ogólnie łamańce na bardziej etniczną nutę. Ale wszystko to wciąż jest w powijakach. Modlę się by w ciągu najbliższego roku udało się wreszcie z tym wypłynąć. Coś tam się jeszcze oprócz tego kroi, ale z wcześnie by o tym mówić.

Możecie pochwalić się koncertami na takich festiwalach jak: Asymmetry, Off Festival, czy Open"er. Którą z tych imprez najlepiej wspominacie? Na każdym z tych festiwali graliście w wielce doborowym towarzystwie. Czy były jakieś ciekawe anegdoty, kóre moglibyście naszym czytelnikom opowiedzieć?

Rafał. Nie graliśmy na Asymmetry. Reszta się zgadza. Było git. (W pytaniu oczywiście chodziło mi o finał konkursu „NEURO MUSIC” organizowanego przez wrocławski „Firlej”, który jednocześnie poprzedzał festiwal Assymetry, przyp. Red.)

Gabriel: na Asymmetry nigdy nas nie chcieli akurat. Mając wybór między Offem i Openerem ciężko by mi było się zdecydować. Pierwszy zachwycił atmosferą, „ogarnięciem” organizacyjnym i ilością świetnych koncertów, które mogliśmy zobaczyć, z drugim wiązało się jednak bardziej osobiste przeżycie - bardzo fajnie i wspólnie spędzony dość długi dzień, do tego koncert o 2 w nocy po występie rewelacyjnego Kciuk & The Fingers. Opener był dla mnie bardziej „oniryczny”, natomiast na Offie, bez zbędnego wnikania w szczegóły, dużo bardziej komfortowo się czuliśmy jako zespół.

Aleks: Koncert na OFFie był całkiem śmieszny, uwaliliśmy się przed nim przednio. Heineken jest mocno przereklamowany, potraktowali nas tam trochę po macoszemu. Na obu festiwalach najlepiej traktowani byliśmy przez ekipy techniczne. Pełen profesjonalizm, genialni ludzie i dużo dobrego humoru. Na „Asy” nie graliśmy i raczej nie zagramy.

A teraz pytanie skierowane do waszego v-jaja i dotyczy wizualizacji. Skąd czerpiesz swoje inspiracje? Wiem, że lubisz eksperymentować z tą materią? Czy chłopaki z zespołu dają Ci wolną rękę przy tworzeniu wizualizacji, czy też mają wpływ na ich powstawanie, czy wiąże się to z jakimś konceptem muzycznym, czy też jest osobnym bytem?

Adrian: Tak na prawdę nie znam żadnego vj"a który by robił coś podobnego do choćby trochę zbliżonej muzyki, więc takich bezpośrednich inspiracji raczej nie ma. Staram się obserwować wszystko wokół, jak i również oglądając filmy/animacje zapamiętać ciekawe fragmenty które mógłbym wykorzystać albo naśladować na scenie. Generalnie na każdym koncercie wychodzi to trochę inaczej. Nawet jeśli podstawy są takie same, to miksuję to na różne sposoby, nakładam różne barwy itp. Wszystko zależy od humoru i klimatu jaki wyczuję danego dnia - staram się przede wszystkim żeby wizualki dorównywały klimatem do muzyki. 
Jeśli chodzi o tę "wolną rękę", to jest na ogół tak, że wspólnie obgadujemy właśnie tę bazę, wokół której mam się obracać, a podczas koncertu to już jestem wolny (no w końcu chłopaki są zajęci wtedy). (śmiech) Reasumując, z tymi wizualkami jest trochę jak z tymi szufladkami: moim zdaniem to będzie twór zawieszony pomiędzy ścisłymi powiązaniami z konceptem, a jakimś takim improwizowanym szaleństwem.

A jak wspominacie wspólne koncerty z Lento i Morkobotem? Jak do nich doszło? Jak się Wam grało z tymi włoskimi załogami?

Kuba: Koncert Morkobota organizowałem ja. Jestem wielkim fanem tej ekipy i jak tylko się dowiedziałem, że szukają koncertu w Polsce to się zaoferowałem. W międzyczasie odezwali się do mnie ludzie z innego włoskiego zespołu, Rise Above Dead. Okazało się, że również są w trasie i terminy im się idealnie pokrywają z Morkobotem, więc zorganizowałem im wspólny koncert. Rzadko zajmuję się organizacją giógw poza Merkabą, ale ten był zdecydowanie najpoważniejszym, jaki robiłem. Ludzi nie przyszło za dużo, ale na szczęście wszyscy wyszli z niego zadowoleni.
Co do Lento, to również jako ich fan zaproponowałem organizatorom Merkabę jako support i ju. Cieszę się, że udało się tam zagrać, gdyż nie uwzględniliśmy Warszawy na trasie, więc mogliśmy się w ten sposób zrehabilitować.

Dzięki wielkie za wywiad. Trzymajcie się i czekam na Wasze kolejne nagrania.

Dzięki. Do zobaczenia.

P.S. Już wkrótce nagranie grupy będziecie mogli usłyszeć na specjalnej składankowej płycie "Kulturki" i e-sochaczew. Więcej o samym wydawnictwie i związanych z nim wydarzeniach niebawem!!!

Skład zespołu:

Gabriel Orłowski - gitara
Aleksander Pawłowicz - gitara basowa
Kuba Sokólski – perkusja
Rafał Wawszkiewicz – saksofon
Adrien Cognac – wizualizacje

Dyskografia:
„Lyonesse” (EP, 2011)
„A Lament For The Lamb” (Lp, 2012)

Merkabah w sieci:

http://merkabahpl.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/merkabahpl
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości