Miasto kobiet Jak donoszą źródła, w latach 50-tych jedna kobieta w wieku prokreacyjnym rodziła u nas średnio około czwórki dzieci, ale już na przełomie lat 80-tych i 90-tych, niewiele ponad dwoje. Dzisiaj zapewne poniżej dwóch. Takie niepokojące wskaźniki nie gwarantują nam niestety wzrostu liczebności, a wręcz przeciwnie. Potwierdzają to dane z trzech ostatnich lat, według których z Sochaczewa ubywa co roku 100 do 200 osób, i jest ich aktualnie na dzień 31 marca 2005 zaledwie 38.534. Zaledwie, bo przecież bywały lata, gdy dobijaliśmy liczby 40 tys. z nadzieją na jej przekroczenie. Ostatnio rodzi się znacznie mniej córek niż synów, co też będzie miało zapewne jakiś wpływ na prokreację przyszłych sochaczewskich pokoleń. Nadal jednak generalnie kobiet mamy więcej. W marcu tego roku było ich ponad 20 tysięcy, podczas gdy mężczyzn zaledwie 18.370, a więc blisko 2 tys. mniej! I jest to proces postępujący, bowiem jeszcze jakieś 10 lat temu różnica na korzyść pań wynosiła około tysiąca. Jak tak dalej pójdzie, Sochaczew będzie istnym Miastem Kobiet, dominujących nie tylko ilościowo, bowiem, jak wykazuje ostatni spis ludności, również pod względem wykształcenia. Studia wyższe ma ukończone ok. 2 tys. sochaczewianek, o 500 więcej niż nasi panowie. W ogóle wykształcenie nie jest jeszcze naszą najlepszą stroną. Na 38.534 mieszkańców dyplomy wyższych uczelni posiada nie więcej niż 10 proc. osób, natomiast obywateli z wykształceniem zasadniczym zawodowymi i podstawowym oraz bez wykształcenia szkolnego jest aż około 40 proc.! Co ciekawe, znacznie więcej jedynie z ukończoną podstawówką jest kobiet, nadrabiają to jednak na wyższych etapach edukacyjnych. Mówiąc: miasto kobiet, możemy też dodać – często bezdzietnych (odnotowany spadek urodzin) oraz wdów i rozwiedzionych, których razem jest u nas ok. 3500, a jeśli dodamy do tego jeszcze ok. 600 panien po trzydziestce i starszych, problem samotnych kobiet robi się znaczący. Pocieszające jest to, że miasto nasze nadal jest młode. Dzieci i młodzież do 17 lat to grupa 8600 osób. Natomiast mieszkańców powyżej 60 lat (kobiety) i 65 (mężczyźni) mamy zaledwie ok. 5,5 tys. Z kolei wiek tzw. produkcyjny to ponad 24 tys. osób. Chociaż z drugiej strony wcale nie napawa, zwłaszcza tych starszych, optymizmem fakt, że do wieku emerytalnego dożywa tak niewielu naszych obywateli. Dzieci rodzi się u nas coraz mniej, chociaż liczba zawieranych małżeństw nie spada. Od lat utrzymuje się ona na poziomie 200-250 rocznie. Ale przecież nie tylko malejąca ilość narodzin jest powodem zmniejszania się liczby mieszkańców. Z jednej strony bowiem utrzymujące się bezrobocie powoduje emigrację „za chlebem”, z drugiej, część obywateli wyprowadza się za miedzę, na wieś, do nowo postawionych domów. Na poprawę sytuacji możemy więc liczyć nie tylko poprzez zwiększenie prokreacji, ale także zmniejszenie odpływu dorosłych mieszkańców, zapewniając im pracę. Ściąganie do miasta inwestorów nie tylko da zajęcie naszym, ale również sprowadzi do nas mobilnych młodych, a więc rozwojowych ludzi z innych stron kraju. Warto więc może o tych inwestorów zadbać, abyśmy nie musieli polegać jedynie na zamiłowaniu do płodzenia dzieci. A tak na marginesie: w tym roku najpopularniejsze imiona dziewczęce w naszym mieście to: Julia, Natalia, Oliwia i … Otylia, zapewne z powodu sukcesów pływackich jej imienniczki. Wśród chłopców natomiast dominowali: Michał, Bartłomiej, Patryk i Jakub. Choć zauważalny jest też powrót do imion tradycyjnych jak Jan czy Antoni. Przestały też już dziwić – jak usłyszeliśmy w sochaczewskim USC – śluby z bardzo dużą różnicą wieku między małżonkami. Najczęściej są to bowiem związki tzw. międzynarodowe, np. młodej Armenki, która pragnie zostać w naszym kraju ze staruszkiem Polakiem. Modne są teraz też, jeśli tak można powiedzieć, śluby, w których młodsi są mężczyźni. Przeważnie niewiele, 2-3 lata, ale zawsze. Dawniej była to rzadkość. Natomiast prawdziwą plagą stały się rozwody, i z roku na rok ilość ich rośnie. W 2004 przy 249 ślubach było ich 117. Zaś w pierwszym kwartale tego roku już 38. Jeśli ta tendencja się utrzyma, padnie kolejny rekord. Pechowy był tu wyjątkowo rok 2002, w którym zawarte małżeństwa najczęściej się rozwodziły. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze