Gdy oglądamy je fruwające po niebie, albo wydziobujące okruszki w miejskich parkach lub chodnikach, nie zastanawiamy się na ogół nad tym, że oprócz tych dzikich, latających swobodnie, są jeszcze inne gołębie. Te, które trenowane od pierwszych swych dni pędzą życie wyczynowców, po to, by zdobywały laury na zawodach i mistrzostwach, przynosząc swym właścicielom chlubę i niekiedy wielkie pieniądze. Dziś chcemy opowiedzieć o takim gołębiu i jego hodowcy, ale także o specyfice i całej otoczce sportu gołębiarskiego. Zacznijmy od tego, że gołąb Stefana Basiaka z Kątów pod Sochaczewem zdobył w styczniu tego roku pierwszą nagrodę w klasie standard na Ogólnopolskiej Wystawie Gołębi Pocztowych w Katowicach i jest to najwyższy w historii laur, jaki otrzymał gołąb z naszego rejonu. Piękny i szybki Trzeba od razu dodać, że klasa standard, w odróżnieniu od klasy sportowej, to jakby konkurs miss piękności wśród gołębi. Oznacza to, że wychowanek pana Stefana uznany został za najpiękniejszego gołębia w Polsce, tego roku. Jednak nie wystarczy, aby był piękny, liczy się też ilość wylatanych w konkursie kilometrów. W tym przypadku to trzy tysiące km, czyli inaczej mówiąc, musiał być w pierwszych 20 procentach gołębi wracających do domu. Bo trzeba wiedzieć, że gołębie sportowe muszą mieć duże zdolności tzw. powrotno-lotne, czyli umieć, jak najszybciej wracać nawet z dużej odległości. Olbrzymie znaczenie ma tutaj dziedziczność. Dobrzy hodowcy całymi latami krzyżując pary, powtarzają i utrwalają w genach gołębia pożądane cechy, by uzyskać jak najlepsze pod tym względem potomstwo. Takie właśnie potomstwo po wybitnych „lotnikach” trafiło z czasem do gołębnika pana Stefana Basiaka. Nie od razu jednak było tak dobrze. „Do związku hodowców tafiłem 23 lata temu w 1981 r. za namową kolegów – mówi pan Stefan – Z początku trzymałem tzw. przybłędy, które jednak nie prezentowały dobrych cech gołębia pocztowego. Zacząłem więc kupować sprawdzane już w lotach gołębie od miejscowych hodowców i wyniki od razu się poprawiły”. Dziś pan Basiak jest w swojej dziedzinie zawodowcem. Koledzy z sekcji mówią, że o gołębiach wie wszystko. Jego gołębie już sześciokrotnie reprezentowały nasz okręg na wystawach ogólnopolskich, co w końcu zaowocowało tegoroczną pierwszą nagrodą. Złoty medalista wylągł się w 2000 roku u nas, w gołębniku Stefana Basiaka, po rodzicach z jednej z najlepszych polskich hodowli. Ciekawostką jest fakt, że gołąb ten nie wrócił ze swego trzeciego lotu w sierpniu 2000 roku, by powrócić do właściciela dopiero za rok. Nie znaczy to oczywiście, że tyle czasu zajął mu ten lot, ale to, iż został przez kogoś złapany i trzymany. Tu dochodzimy do wielkiego utrapienia hodowców – łapaczy gołębi pocztowych, którzy chwytają zmęczone długim lotem ptaki, by je potem sprzedać na targu. Całe szczęście, że nie trafił wówczas w ręce jakiegoś smakosza, który by go zjadł, bo nie byłoby wtedy tego mistrzostwa Polski. Ptak z rodowodem i kundle Oczywiście zanim do tego doszło, nasz skrzydlaty bohater przeszedł długie szkolenie pod okiem fachowca. Każdy hodowca ma oczywiście swoje własne metody i sekrety, które niechętnie zdradza. Dowiedzieliśmy się jednak o szkoleniu gołębi od pana Stefana wiele ciekawego. Już po dwudziestu paru dniach młode odłączane są od rodziców do oddzielnego gołębnika. Początkowo wypuszcza się je na całe dnie, aby zapoznały się z okolicą. Loty z czasem stają się coraz dalsze, aż w końcu następuje ten pierwszy, gdy wywozi się ptaki w klatce kilkadziesiąt kilometrów i wypuszcza. Gdy wrócą, powinien być z nich pożytek. Trzeba dodać, że do szkolenia bierze się na ogół tylko pierwsze z miotu. Resztę przeznacza się na sprzedaż. Ważnym elementem treningu jest wchodzenie do gołębnika na zawołanie umiejętność, którą każdy wyczynowy gołąb musi posiąść, aby po powrocie z lotu na czas, nie przesiadał na dachu, tylko prędko wchodził do środka, tam gdzie czeka na niego właściciel ze specjalnym, zaplombowanym zegarem. Obrączką zdjętą z nóżki ptaka oznacza się w zegarze czas powrotu gołębia. Gołąb pocztowy ma jednak jeszcze jedną obrączkę. Założoną na stałe w pierwszych dniach życia, która jest nie do zdjęcia. Zaobrączkowany otrzymuje też metrykę, podobnie jak rasowy pies. Są więc i tu gołębie „rasowe” z rodowodem oraz zwykłe kundle. Totalne wdowieństwo Żeby jednak dobrze wytrenowany gołąb wylatał dobre wyniki, trzeba go jeszcze skutecznie zmotywować. Ptaki nie wiedzą przecież, że startują w zawodach. Wywozi się je specjalnym samochodem z klatkami, które otwierane są wszystkie jednocześnie za pociągnięciem dźwigni. Żeby były równe szanse. Tak więc, chodzi o to, aby w locie się nie lenił i gnał jak najprędzej do swego gołębnika. A co może mieć taką moc przyciągającą? Oczywiście , że pociąg do płci przeciwnej. Są oczywiście różne metody owego motywowania, pan Basiak jednak preferuje tzw. „totalne wdowieństwo”. Polega to na tym, że gdy wylęgną się młode, po kilkunastu dniach matka zabierana jest do osobnej klatki, a z małych zostaje samiec. Gdy wypuszcza się samiczki na oblot, samców przenosi się do klatek przez nie opróżnionych, a samiczki wówczas dopuszcza do potomstwa, by je nakarmiły. Cały czas jednak samiec z samiczką się nie widują, czując jedynie swą obecność. Sytuacja taka potęguje wzajemny pociąg. „Dopiero tuż przed lotem konkursowym pokazuję samcowi samiczkę – mówi Stefan Basiak – na 10 minut i wtedy w gołębniku jest wesele. Jest to jednak krótko, i wówczas samiec ma największą motywację do powrotu”. Ile za ptaka? Krajowych hodowców zrzesza Polski Związek Hodowców Gołębi Pocztowych, który dzieli się na Zarząd Główny, okręgi i oddziały, a te dzielą się na sekcje i właśnie w Sochaczewie istnieje 40-osobowa sekcja. Jednak krajowe zrzeszenia nie mają żadnych dotacji i finansują się na ogół wyłącznie ze składek członków. Dlatego właśnie nagrody na różnych krajowych zawodach są raczej symboliczne, zwłaszcza w stosunku do nagród przyznawanych najlepszym gołębiarzom na Zachodzie, gdzie osiągają poziom kilkudziesięciu tysięcy dolarów! Stefan Basiak, za triumf w Mistrzostwach Polski otrzymał piękny puchar i zegarek na rękę. Jednak nie martwi go to. „Dla nas jest to hobby – powiada – i odpoczynek po pracy”. Dziś gołębiarstwo na świecie, ale i w Polsce to już zupełnie inna bajka niż kiedyś. Nie ma mowy o łapaniu w klatki mocowane na dachach gołębników, czy „bujaniu” szmatą na kiju. Dla niektórych to poważne dochodowe przedsięwzięcie i dlatego zajmują się tym już inni ludzie: ludzie wykształceni, po studiach, posłowie, księża … Związek ma też swoje sztandary a nawet kapelana. Wystarczy powiedzieć, że za młode krajowe gołębie z rodowodem można otrzymać od 300 do 700 zł za sztukę. A za te sprowadzane z Belgii, kolebki sportu gołębiarskiego na świecie, lub z Holandii, tysiące marek. To jest już w ogóle duży przemysł. Farmakologia, odżywki, leki, szczepionki, specjalna żywność, a nawet środki dopingujące, sprawiają, że wokół gołębiarstwa „kręci się” coraz więcej firm z różnych branż. „U nas w Polsce, jeszcze na razie kontroli antydopingowych nie ma – mówi Stefan Basiak – ale na Zachodzie owszem. Gdy jednak za zwycięstwo można otrzymać 30 tys. dolarów, to nawet trudno się dziwić”. Ale i loty są tam znacznie dłuższe, dochodzące do 2 tys. km. Polskie gołębie tak daleko rzadko jeszcze latają. Najdłuższy lot, w którym nasze się sprawdziły to lot z Watykanu przez góry, długości ok. 1200 km. Jednak również w Polsce są już hodowcy, którzy doskonale z tego żyją. Pan Basiak opowiada o aukcji, w której uczestniczył u jednego z naszych czołowych hodowców, gdzie sprzedano w przeciągu godziny dwieście gołębi. U państwa Basiaków właściwie cała rodzina „żyje” dziś gołębiarstwem. Interesuje się i pomaga żona Marianna, a zwłaszcza syn Grzegorz, który już znakomicie zna się na gołębiach i zapowiada się na bardzo dobrego hodowcę. Zwłaszcza, że jest się czym zajmować, bo w tej chwili w przydomowych gołębnikach siedzi 190 ptaków. Całe lato to treningi i zawody, zimą zaś, gdy upierzenie jest najbardziej dekoracyjne, pokazy na wystawach. I tak w kółko. Po ostatnim sukcesie doszły jeszcze częste odwiedziny hodowców z całej Polski, bo każdy pragnie mieć gołębia po mistrzu. Wierzy, że będzie miał najlepszego. „Jednak gołębi wybitnych jest niewiele” – twierdzi Stefan Basiak. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze