Naprawdę kibice sportowi, którymi są głównie mężczyźni, nie mają się z czego cieszyć. Małysz nie poleciał nawet po piwo i w Oberstdorfie przegrał z kretesem. Zabrakło przyjaznego górala z dłonią jak bochen chleba, który by trzasnął naszą lichotę w plery z okrzykiem: „Nie guzdraj się chopie!” Po dziobie od żabojada dostał też nasz niemiecki tygrys Michalczewski. Francuzik strzelił mu blachę, aż dziki zwierz łapami się nakrył i zaraz zamienił się w potulnego kotka łaszącego się na oczach kamer do swej kocicy drapiąc ją przymilnie po plecach. Ciekawe, jak na blamaż męża zareagowała ambitna żona Adama? Czy znowu wcisnęła mu do ręki banana i zagroziła, że wróci na … dachy? Bo kobiety są nam w życiu bardzo potrzebne, jednak głównie podczas naszych porażek. Dlatego przez wiele lat bardzo przykładnie czciliśmy obchodzone 8 marca Święto Kobiet, żeby zasłużyć na ich wdzięczność. Pamiętam, że tego dnia już od rana we wszystkich zakładach pracy, jak Polska długa i szeroka o żadnej robocie mowy nie było. Trwały natomiast pertraktacje i ustalenia, gdzie i kiedy odbędzie się świąteczna balanga, która z pań co przyniosła i ile wypadnie na głowę. No bo trzeba dodać, że może kwiaty albo rajstopy były z funduszu socjalnego, ale resztę na ogół stawiały solenizantki. A że były to czasy, gdy honor człowieka (kobiety też był doborem nadrzędnym, nikt nie szczędził środków, by pamięć tego jednego dnia w roku przetrwała w skołatanych męskich umysłach, aż do kolejnego święta. Sam pamiętam taki Dzień Kobiet celebrowany kiedyś w Energomontażu Północ, choć słowo „pamiętam” ma tu swoje ograniczone znaczenie, którego przebieg poznałem w zasadzie dopiero na drugi dzień z relacji nielicznych świadków, płci żeńskiej, które to panie świętowały z umiarem, aby dla wszystkich starczyło. Poza tym, było jeszcze paru mężczyzn, którzy cośkolwiek pamiętali, jak choćby strażnik na wartowni, czy kierowca zakładowego autobusu, który rozwoził balowiczów do domów. Takie były czasy! A trzeba dodać proszę państwa, że w domach czekały żony… też kobiety, oczekujące świątecznego spełnienia. Ja na szczęście byłem jeszcze stanu wolnego, ale tamtym nieborakom nie zazdroszczę. I jak to się teraz wszystko zmienia. 8 marca na ulicy nie uświadczysz chwiejącego faceta podpierającego się złamanym goździkiem. Natomiast teraz królują tu grupki rozanielonych pań, wdzięcznym śmiechem ożywiających smutne miasto (widziałem w zeszłym roku). Ale to nie wszystko. Bo o kobiety się teraz dba. To nie one muszą polewać, ale im się nalewa. W tym roku do basenu. Właśnie przeczytałem informację, że z okazji Dnia Kobiet, kierownictwo MOSiR-u słusznie uznało, że przy swym święcie panie muszą być czyste i zaproponowało tego dnia Sochaczewiankom godzinę moczenia się dosłownie za bezcen. Kąpiel zamiast kwiatka to znakomity pomysł, bo goździk i tak w końcu zwiędnie a kobieta nasączona wodą na pewno rozkwitnie. A na dodatek znamy przecież wszyscy prorocze słowa: „Kąpcie się dziewczyny, nie znacie dnia ni godziny”. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze