MUZYCZNY MARATON W SOCHACZEWIE - RELACJA
Ostatni weekend w naszym mieście obfitował w wiele muzycznych atrakcji. Przez trzy dnia miało miejsce pięć ciekawych kulturalnych wydarzeń, które rozegrały się w czterech różnych miejscach.
3,2,1,0...START!!! MARATON CZAS ZACZĄĆ!!!
Rock"n rollowy piątek w „Piwnicy”
(Oil Stains, Pub „Piwnica”)
Wszyscy, którzy chcieli przywitać weekend z nowymi siłami mogli doładować swoje akumulatory w piątkowy wieczór w „Pubie Piwnica”. Gościł tam znakomity koszaliński zespół, Oil Stains. Dla miłośników muzyki z lat 60 i 70, a przede wszystkim korzennego rock"n rolla i bluesa była to prawdziwa uczta. Po koncercie tego „power duetu” rozpoczęło się jam session, w którym udział wzięli nie tylko muzycy gwiazdy wieczoru, ale również takich bandów jak: Pacierz, czy Sun Frenzy. Dali o sobie przypomnieć nawet członkowie nieistniejących już: Luna Negra i Tres Perros. Był to niezwykle gorący wieczór, a „Piwnica” okazała się doskonałym miejscem dla tego typu muzycznego spotkania. Miejsce to tętniło życiem, a okazać się jeszcze miało, że to nie ostatnie w ten weekend ciekawe wydarzenie muzyczne. Otóż w sobotę zagrał warszawski duet Agata & Carlos, którzy blues- rockowo knajpianymi brzmieniami rozkochali w sobie słuchaczy.
Rock"n roll all night...everyday
(Agata & Carlos, Pub „Piwnica”
Kryzys „Pełna Qlturka”)
Covery Doorsów, Tito & Tarantula, PJ Harvey, Marleya, trochę hippisowskich klimatów z „Born To Be Wild” na czele sprawiło, że ten deszczowy wieczór był jednak niezwykle słoneczny. Można było się poczuć wręcz jak w Kalifornii. Prawdziwą niespodzianką okazał się jednak występ a" capella basisty Metki, Artura „Prezesa” Grzendy, który oprócz utworów swojej kapeli zagrał kilka standardów.
W tym samym czasie miał miejsce koncert legendarnego Kryzysu w „Pełnej Qlturce” tak więc musiałem szybko uciekać , by zdążyć choć na chwilę występu Brylewskiego i spółki.
A Brylu zagrał nie tylko utwory Kryzysu, ale również Brygady Kryzys, w tym czadowy punkowo – industrialny „Radioaktywny Świat” i znany z wykonania Dylana i Hendriksa „All Allong the Watchtower”, (tutaj zagrany tak jak na płycie Brygady „Cosmopolis” jako „Naokoło Wierzy”, przyp. Red.). Wykopał również utwór swojej innej, nieco zapomnianej, ale bardzo ważnej kapeli, Falarek Band, a także grupy Izrael. Był więc to przekrojowy koncert najważniejszych projektów Roberta Brylewskiego. Może zabrakło tylko utworów z efemerycznej kapeli The Users, którą muzyk tworzył z Tymonem, Milo Kurtisem, Jackiem Olterem, Mikołajem Trzaską i Marcinem Świetlickim. Ale i tak narzekać nie można. Był czad!
Udało mi się po koncercie zamienić kilka słów z Robertem Brylewskim. Fragment wywiadu usłyszycie w audycji „Kulturka musi być” już w najbliższy czwartek o godzinie 20-ej.
Teraz trzeba zregenerować siły, by przygotować się na niedzielne szaleństwa.
Tyle słońca w całym mieście...i serca równie gorące
(Motoserce, Muzeum Kolejki Wąskotorowej)
Tym razem pogoda w pełni dopisała. Słoneczny skwar wylewał się na ulice Sochaczewa z ogromną mocą.
Najpierw wycieczka na teren Muzeum Kolejki Wąskotorowej, na której miało miejsce
„Motoserce”. Szczytny cel został osiągnięty. Według danych zamieszczonych na facebookowym wydarzeniu zebrano prawie 10 tysięcy złotych na leczenie Moniki Wielgus. Atrakcji było wiele zarówno dla tych najmłodszych (jazda konna, wesołe miasteczko, motory, etc), jak i dla tych nieco starszych. Okazać się miało, że nie tylko młodzież dobrze odnajduje się w bliskim kontakcie z tzw muzyka młodzieżową, czego żywym przykładem może być koncert zespołu aCTAGGA. Zwycięzca sochaczewskiej Veny z roku 2012 ściągnął spory tłum, w tym nieco starsze już „nastolatki”, które tańczyły w rytm ich muzyki. Obok aCTAGGi wystąpili również Tajm i Dell Arte. Energetyczne koncerty w ich wykonaniu stanowiły jedne z najciekawszych atrakcji tejże imprezy. Przez cały dzień tyrali jak woły, a grali z lekkością kolibrów sochaczewscy bębniarze z L"ombelico Del Mondo, którzy zresztą w znaczny sposób przyczynili się do zorganizowania tejże imprezy. Gwiazdami wieczoru były natomiast zespoły, które chyba lata świetności mają za sobą: Sztywny Pal Azji i O.Ela, czyli zespół Chłopcy z Placu Broni bez swojego nieżyjącego lidera, Bogdana Łyszkiewicza. Nie miejsce to i pora, by wydawać wyrok nad zasadnością funkcjonowania takich bandów.
Całą imprezę, jej organizację, rozmach z pewnością można ocenić na piątkę z wielkim plusem.
Lecimy dalej Panowie i Panie, bo oto przyszła pora na cięższe granie.
Do Or Die – produkcja słodkiego hałasu w „Piekarni”
(Partybreakers, Wild Books, Street Lights, The Dead Goats, Niepotrzebni, „NDK Piekarnia”)
W „Niezależnym Domu Kultury Piekarnia” przy ulicy Traugutta miało miejsce kolejne spotkania z niezależną muzyką przez wielkie „M”.
Zagrało pięć kapel z różnych muzycznych światów: od punka, przez hard core, death metal po rocka alternatywnego.
Już na starcie Street Lights pokazali, że będzie srogo i zapanuje wielkie pogo.
Natomiast to co działo się podczas koncertu białostockich death metalowców z The Dead Goats zakrawało na prawdziwe szaleństwo. Młyn był totalny, a dźwięki rodem z najlepszych momentów starego deathu typu Entombed, Obituary, czy Carcass wymieszane w hard core"owym brudzie sprawiły, że dosłownie chodziliśmy po ścianach.
Warszawski punk rockowy Niepotrzebni z gitarzystą w charakterystycznej masce na twarzy również wzbudził spory aplauz.
Gdyby do końca imprezy tempo było równie szybkie to obawiam się, że kilka osób mogło by tego nie wytrzymać i potrzebna była by interwencja lekarska. Na szcęście dla zdrowia tam zgromadzonych kolejnym bandem, który wystąpił był Wild Books. Duet zagrał energetyczną mieszankę rock"n rolla, punka, twista rodem z filmów Tarantino. Czuć było również grunge"owe inspiracje, czy flirt z muzyką Pixies. Tańców nie było końca.
Kapela ma świetną prasę, recenzje płytki bardzo entuzjastyczne, wspólna trasa z The Stubs. Cały świat stoi przed nimi otworem.
Żeby nie było jednak za słodko na deser organizatorzy (szacun i wielka PIONA dla Do Or Die i L"ombelico Del Mondo) przygotowali prawdziwą wichurę.
Rosyjski Partybreakers przyjechali z misją wykonania na nas wyroku i tak też się stało. Ultraszybkie tempa rodem z trashu i hardcore"a tylko czasami były przerywane wolnymi walcowatymi riffami. Akurat byśmy mogli odsapnąć. Mosh był totalny.
Kapela z Moskwy udowodniła, że miano koncertowej petardy nie dostali za darmo.
Koncert był znakomitym zwieńczeniem tego weekendu. Kto sobie odpuścił, wyjechał z Sochaczewa na te kilka dni, bądź z niewyjaśnionych przyczyn został w domu przegrał swoje życie.
Sochaczew powoli aczkolwiek sukcesywnie staje się miejscem, które zaczyna tętnić życiem.
Szkoda tylko, że nasze rodzime zespoły (z małymi wyjątkami) nie bardzo mają gdzie ćwiczyć swoich umiejętności, a władze miasta nie do końca im w tym pomagają. Cóż, miało nie być narzekania i negatywnych emocji, więc na koniec napiszę: Sochaczewie, zniszczyłeś system. Oby takich weekendów jak najwięcej.
Kolejne koncerty wkrótce!
Wypatrujcie, wysłuchujcie, bądźcie czujni :)
Zapraszam do poniższej foto-relacji:
Zdjęcia:
Oil Stains w „Piwnicy”- Rafał Dzięgielewski
Agata & Carlos w "Piwnicy" - Izabela Dzięgielewska
Kryzys w „Pełnej Qlturce” - Tomasz
Ertman
„Motoserce” w Muzeum Kolejki Wąskotorowej – Tomasz Ertman
Partybreakers, Wild Books, Street
Lights, The Dead Goats, Niepotrzebni w "NDK Piekarnia" - Robert Pasztor
Dziękujemy za pomoc w promocji piątkowej i sobotniej imprezy: Radio Fama Sochaczew, Echu Powiatu, Expressowi Sochaczewskiemu, portalowi e-sochaczew, Socho Portal Sport i Firmie "Dybicz. Mechanika maszyn biurowych" Sochaczew ul.1 Maja 15.
Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze