W piątkowy wieczór nastroiłam się świątecznie. Tak naprawdę totalnie bożonarodzeniowo. Zabrałam aparat i potomstwo (dokładnie w tej kolejności) i powędrowaliśmy przez mokry, bezlistny park do Szkoły Muzycznej.
Jestem na tym koncercie co roku od wielu, wielu lat. Uwielbiam. Nie wyobrażam sobie lepszego wprawienia się w klimat choinkowo-wigilijny. Za każdym razem wydaje mi się, że tegoroczny właśnie koncert był najlepszy ze wszystkich, że już nie mogą zrobić lepszego. A jednak robią.
Nie ukrywam, że wisienką na torcie w tym wydarzeniu jest dla mnie Big Band (a to ze względu na moje zainteresowania okołomuzyczne, miłość do jazzu i swingu) prowadzony z pasją właściwą najznakomitszym dyrygentom przez pana Bernarda Pacholskiego. Powiem tyle - chociaż grali kolędy, nogi same tańczyły pod krzesłem.
Nasza sochaczewska Szkoła Muzyczna jest bardzo ważnym ośrodkiem wysokiej kultury w tym mieście. Jednym z naprawdę nielicznych. Chylę czoła przed jej dyrekcja, nauczycielami i uczniami. Zwłaszcza ci ostatni są dowodem, że wszystko w życiu da się pogodzić - i pasję, i obowiązki. I że tak bardzo warto tę pasję w życiu mieć. Żałuję, że nie umiem grac na żadnym instrumencie. Wszystkim posiadającym umiejętność czytania z nut - zazdroszczę. Ja czuję się pozbawiona klucza do świata muzyki. Tego klucza nie zaoferuje nikomu traktowane po macoszemu wychowanie muzyczne w szkole powszechnej, dlatego tym bardziej warto dbać o ludzi, którzy stanowią tegoż wychowania forpocztę.
Władze błagam o obfite sypanie groszem, inwestycje w parku przylegającym do Szkoły i nową salę koncertową, bo się w tej zwyczajnie nie mieścimy wszyscy.
Ho ho ho! Owacje na stojąco!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
No to szanowny mąż jest miłośnikiem mocnego uderzenia, albo ma wzmacniacz w dłoni :). Ale to dowód na prawdziwość mojego wywodu. Najważniejsza jest radość zgrania muzyki, a nie znajomości nut :).
Ukulele? Właśnie mąż gra przybieżeli do Betlejem. Pani Wandzia z dołu, piętro niżej, pewnie nie jest szczęśliwa, bo już prawie jedenasta.
Pani Kasiu, nie ma co się smucić. Znajomość "robaków" na pięciolinii nie jest warunkiem niezbędnym do czerpania radości z tworzenia muzyki. Trzeba twardym być, jak Janko Muzykant. Zawsze można zacząć. Na początek proponuję ukulele, małe to to, proste w obsłudze, a daje wiele.
No to szanowny mąż jest miłośnikiem mocnego uderzenia, albo ma wzmacniacz w dłoni :). Ale to dowód na prawdziwość mojego wywodu. Najważniejsza jest radość zgrania muzyki, a nie znajomości nut :).
Ukulele? Właśnie mąż gra przybieżeli do Betlejem. Pani Wandzia z dołu, piętro niżej, pewnie nie jest szczęśliwa, bo już prawie jedenasta.
Pani Kasiu, nie ma co się smucić. Znajomość "robaków" na pięciolinii nie jest warunkiem niezbędnym do czerpania radości z tworzenia muzyki. Trzeba twardym być, jak Janko Muzykant. Zawsze można zacząć. Na początek proponuję ukulele, małe to to, proste w obsłudze, a daje wiele.