Z pilotem do przymiarki
Stefan Biernacki, były milicjant i policjant, znany wielu pokoleniom sochaczewian ze swojego bardzo skutecznego działania, za które szanowali go nawet przestępcy, podzielił się z państwem na naszych łamach ciekawymi wspomnieniami z różnych akcji sochaczewskich funkcjonariuszy. Jak twierdzi, zawsze był wierny tezie, że praca w policji jest działaniem zbiorowym, wykorzystującym indywidualne zdolności wielu ludzi.
Pamiętam, jak gdzieś pod koniec lat 80-tych, kiedy już w zasadzie byłem na emeryturze, a w policji dorabiałem sobie tyko na pół etatu, nastąpiła seria włamań na terenie Chodakowa. Okradziono m.in. sklep z elektroniką, z którego zginęły telewizory, także prywatne garaże, skąd zniknęły samochody i kościelną zakrystię, z której skradziono, związane tematycznie z kościołem i wiarą, książki.
Wysłano mnie z kilkoma młodymi milicjantami, byśmy rozpoznali się w sytuacji. Miałem im doradzać i wskazywać metody działania w takich sytuacjach. Nikt nie był pewien, że te włamania jakoś się ze sobą wiążą. Obejrzeliśmy jednak dokładnie miejsca kradzieży, młodzi spisali protokół, ale nic nadzwyczajnego nie odkryliśmy. Trochę zrezygnowani wyszliśmy na ulicę ze sklepu z telewizorami, gdy zauważyłem, że biegnie za nami jego kierowniczka. Gdy nas dogoniła i zaczęła przejęta o czymś mówić, początkowo nie wiedzieliśmy, o co jej chodzi.
Powoli to do mnie docierało. Ona informowała nas, że skradzione telewizory miały piloty, których dobrać się nie da, bo każdy ma inny, indywidualny sygnał, i jednego z tych pilotów złodzieje nie zabrali.
- Wreszcie mamy jakiś konkret – powiedziałem do kolegów. – Teraz trzeba się rozpytać, u kogo ostatnio w okolicy pojawił się nowy telewizor. Przekonany byłem bowiem, że nie zrobili tego przyjezdni.
Przeszliśmy więc po blokach i popytaliśmy, bo przecież wiadomo nie od dziś, że ludzie u nas nie lubią, gdy komuś lepiej się powodzi, a wtedy dobry telewizor to jeszcze było coś.
Tak więc prędko wiedzieliśmy, cośmy chcieli wiedzieć i wraz z kierowniczką sklepu, która miała owego pilota, zapukaliśmy do mieszkania jednego z chodakowskich bloków. Właściciel był nieco zdziwiony, ale milicję wpuścił, a zastaliśmy go, gdy oglądał program w telewizji. Usiedliśmy i pytamy go skąd ma nowy telewizor. Po namyśle odpowiedział, że kupił go od kogoś na targowisku – Ale dlaczego wyłącza go pan klawiszem a nie z pilota? – pytam. - Bo pilota mi nie dali. – Tak się składa, że pani ma tutaj pilota – ja na to. – Niech pani spróbuje. Ona wyciąga pilota, pstryka i … telewizor się włącza. Poczuliśmy się tak, jak ten królewicz, który znalazł Kopciuszka przy pomocy zgubionego pantofelka. Tyle, że my przymierzaliśmy telewizyjnego pilota.
Okazało się, że telewizor podarował w prezencie córce gospodarza jej chłopak. A samochody też się znalazły, bo ktoś doniósł, że w Iłowie chłopaki szaleją po górkach takimi autami. Powiedzieliśmy o tym właścicielom, którzy odebrali swoją własność, tyle że samochody były niemal doszczętnie zniszczone.
Znaleziono jednak w jednym skradzione z kościoła religijne książki. Po co one były złodziejom, do dziś się zastanawiam.
opr. bus
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze