Reklama

Na odejście Poety

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
20/08/2004 12:40
Kiedy usłyszałam, że odszedł, pomyślałam ze skurczem w gardle, że z bezdroży i manowców naszego zagubionego w chaosie moralnym świata zniknął kolejny przewodnik, wskazujący niezmiennie wydeptane przez pokolenia ścieżki wiodące ku dobru…
Dla większości z nas Czesław Miłosz zaistniał w 1980 roku, gdy przyznano mu Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Odebrałam wtedy wiele telefonów od znajomych, pytających z niepokojem o nieznanego sobie pisarza, postawionego obok Reymonta i Sienkiewicza. Co napisał? Dlaczego o nim nie słyszeli?
Nie mogli słyszeć. Od 1951 roku, kiedy pozostał na emigracji w Anglii, wszystkie jego utwory – poezja i proza – stały się owocem zakazanym, a autora skazano na nieistnienie. Owszem, były w podręczniku do liceum młodzieńcze wiersze katastroficzne z lat trzydziestych, nie udało się też zakneblować uniwersyteckich wykładowców na polonistyce, ale czytać nową poezję mogli tylko ci, co zdobyli wydawnictwa zza żelaznej kurtyny. Akurat ja miałam to szczęście: duży tom przemycił dla mnie mój serdeczny kolega, nieodżałowany Kazik Kociołek. Z gorączką w oczach mogłam już w latach 60. przeczytać „Traktat moralny” i „Traktat poetycki”. To Miłosz nauczył mnie powtarzać: „… a choćbyś był jak kamień polny,/ lawina bieg od tego zmienia,/ po jakich toczy się kamieniach”.
W 1973 roku profesor Janusz Maciejewski po ciężkich bojach z cenzurą mógł zamieścić w „Antologii poezji polskiej” kilkanaście utworów Czesława Miłosza, a wśród nich wiersz „Który skrzywdziłeś”, wyryty później na pomniku poległych stoczniowców w Gdańsku. „Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta./ Możesz go zabić – narodzi się w nowy./ Spisane będą czyny i rozmowy”.
Wspominam dziś przeszłość i myślę – trawestując Czesława Miłosza – że murem obronnym mojego narodu byli zawsze poeci. To oni nieśli i rozpalali ogień wolności. W naszych czasach też. Zaczęło się przecież od tego, że w 1978 roku poeta Karol Wojtyła został Janem Pawłem II, a w 1980 roku poeta Czesław Miłosz zdobył Nagrodę Nobla.
I to był początek lawiny…
Miał to szczęście, że mógł pisać do końca – i każda jego kolejna książka była wydarzeniem literackim. Swoje dziewięćdziesiąte urodziny upamiętnił „Traktatem teologicznym”. A teraz po prostu przekroczył opisaną w nim „Granicę”:
„Po tej stronie zielony puszysty dywan, a to są
wierzchołki drzew tropikalnego lasu, szybujemy
nad nimi my, ptaki.
Po tamtej stronie żadnej rzeczy, którą moglibyśmy
zobaczyć, dotknąć, usłyszeć,
posmakować”
Maria Gołkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    login 2005-09-12 00:00:00

    Czesław Miłosz - pieszczoch komunistów (kto ich wtedy reprezentował na Zachodzie?, a został na nim, bo mu się to bardziej opłacało) i litewski (vide jego kuzyn - przed II wojną światową ambasador Litwy we Francji) polakożerca - wystarczy przeczytać "Dolinę Issy". Trzeba być GŁUPCEM ("niósł i rozpalał ogień wolności..." - a może również, np., będziesz głosić to, że "Solidarność" obaliła komunizm w Związku Sowieckim?) lub ZDRAJCĄ, żeby go stawiać w jednym szeregu z Janem Pawłem II...

    Twój Były Uczeń, Prywatnie, Mimo Wszystko, Sympatyk

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama