Połowa czerwca to dla Dragonów jeden z gorętszych okresów w roku – nie tylko z powodu temperatury. Od kilku już bowiem lat wyruszamy wtedy na podbój złotoryjskich wulkanów, by przez kilkanaście kilometrów zmagać się z przeróżnymi przeszkodami, błotem, wodą, zabójczymi stokami, a przede wszystkim – własnymi słabościami. Na linii startu V Biegu Szlakiem Wygasłych Wulkanów stawiło się 660 uczestników, wśród których znalazła się aż 19 - osobowa reprezentacja sochaczewskiego Dragona. Spod Bramy 800 - lecia na złotoryjskim rynku, gdzie po raz pierwszy ustalona została linia startu, w kłębach kolorowego dymu i przy wtórze ryku motocrossowych silników, kolejne serie biegaczy rozpoczynały swoją przygodę z najtrudniejszą i najbardziej wymagającą do tej pory trasą. Tradycją biegu jest konkurs na najlepsze przebranie, stąd też na starcie zaroiło się od bajkowych i filmowych postaci - uwagę zwracała zwłaszcza "rodzina" Batmanów oraz reprezentacja wioski Smerfów, jednak największe wrażenie wywołał "człowiek bez skóry". Wśród Dragonów odkryliśmy natomiast sobowtórów Mario i Luigi, którym towarzyszył "Grzybek". Trasa 13 - kilometrowego biegu rozpoczęła się niewinnie malowniczymi uliczkami Złotoryi. Jednak już po ok. drugim kilometrze przekonaliśmy się, że organizatorzy nie zawiedli, stawiając na naszej drodze różnego rodzaju przeszkody, tj. ściany, które należało pokonać przy pomocy lin - lub bez, sterty opon, rury, samochody, doły wypełnione wodą... Jednak najbardziej wymagające okazały się przeszkody naturalne - zabójcze podbiegi i zbiegi, z których bardzo łatwo było zsunąć się po lekko podmokłym podłożu, wzgórza tak strome, że należało wdrapywać się na nie wręcz na czworaka, wykorzystując każdy wystający ze zbocza korzeń, kamień czy paproć, ciągnące się w nieskończoność kanały pełne zasysającego błota i szlamu, w których niejeden zostawił jeden lub dwa buty, czy wartki prąd rzeki Młynówki nie pozostawiały nam nawet chwili oddechu. Jednak pokonywanie całej tej wręcz katorżniczej trasy było jednocześnie fantastyczną zabawą, a to za sprawą atmosfery panującej od samego początku biegu. Organizatorzy po raz pierwszy zdecydowali się ustalić trasę w taki sposób, by jej pokonanie nie było możliwe bez współpracy z pozostałymi biegaczami - a nam, uczestnikom, udało się stanąć na wysokości zadania. Przy każdej z przeszkód można było liczyć na pomoc "współtowarzyszy niedoli", którzy ochoczo wciągali, przepychali, podrzucali kolejnych uczestników i dopingowali w chwilach zwątpienia. Tylko jeden fragment trasy każdy pokonywał samodzielnie, w dodatku z wielką radością - zjazd po folii polewanej wodą, bez którego bieg nie byłby już ten sam. Najszybszy z uczestników na mecie pojawił się już po upływie 1 godziny i 14 minut. 16 minut po nim, zajmując 27 miejsce w ogólnej klasyfikacji z czasem 1:30:14, bieg ukończył pierwszy z Dragonów, Grzegorz Banasiak. Biorąc pod uwagę, że Grzesiek startował z III strefy, jego wynik jest wręcz fenomenalny - w przyszłym roku zamierza dzień wcześniej wziąć udział w eliminacjach, które dadzą mu możliwość startu w uprzywilejowanej strefie - liczymy na podium. Kolejno po nim na mecie pojawiali się kolejni reprezentanci Dragona: 160 Paweł Stefaniak (1:59:32), 161 Marcin Świerczyński (1:59:48), 217 Piotr Cypel (2:09:37), 219 Filip Brodowicz (2:10:06), 221 Sławomir Cypel (2:10:25), 297 (i 31 wśród kobiet) Anna Majewska (2:27:45), 327 Patryk Sobolewski (2:30:32), 386 Sławomir Borek (2:43:57), 397 Przemysław Adamiak (2:46:50), 412 Marcin Szafaryn (2:49:30), 424 Paulina Nowak (2:52:50), 425 Olga Miałkos (2:52:53), 426 Adrian Tracz (2:52:56), 490 Piotr Wijas (3:08:56), 491 Piotr Szczygieł (3:08:57), 492 Konrad Zachara (3:09:00), 582 Marta Kołakowska (3:57:08) - która pokonała połowę trasy bez butów, za co należy się jej ogromny szacunek i towarzyszący jej Robert Feliksiak (4:00:15). Na mecie na wszystkich czekał piękny pamiątkowy medal oraz okrzyknięty przez wszystkich "najbardziej ekstremalną przeszkodą" prysznic - natrysk z wody czerpanej z rzeki Młynówki... Korzystali z niego tylko odważniejsi, woda w rzece okazała się być zdecydowanie cieplejsza ;) Tak więc - wulkany zdobyte po raz kolejny. Teraz niektórzy szczęśliwcy odliczają już dni do kolejnej edycji Biegu Katorżnika, pozostali zaś muszą cierpliwie czekać aż do VI Biegu Szlakiem Wygasłych Wulkanów... Został już niecały rok ;)
Olga Miałkos
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze