Reklama

Narcyzm

Dziś rano przeżyłam coś bardzo romantycznego. Podczas czesania włosów poczułam na sobie uważne, czułe spojrzenie. Zaintrygowana, nieco zawstydzona i mile połechtana, zbliżyłam się ku wbitym we mnie cudownym oczom. Były lśniące niczym oblizane żelki i błękitne jak łuski lodowego smoka. Źrenice miały czarniejsze i bardziej błyszczące niż najbardziej wyjściowe z wyjściowych lakierków. Właściwie to były jak bezdenna otchłań, po brzegi wypełniona lakierkami wypastowanymi przez sprawnego pucybuta pastą najwyższej jakości. I to od tej otchłani na chwilę zaparło mi dech, wpadłam w czarną dziurę w samym środku pogodnego, rozgwieżdżonego nieba. Zbliżyłam się jeszcze odrobinę i walnęłam czubkiem nosa o taflę lustra.

I tak pozwolę sobie zacząć tekst o, hm, narcyzmie wśród współczesnych nastolatków. No bo w końcu ja kocham siebie! Czasem się gniewam, czasem jestem przybita i rozczarowana, ale kocham, kocham szczerze. Czy to już jest narcyzm? A może zwyczajna, zdrowa miłość własna? Może cała zabawa polega na wyczuciu granicy, na której to ukochany przedmiot westchnień i adorator w jednej osobie, zaczyna przysłaniać cały świat? Złoty środek to raczej nudna konkluzja, wszystko można by rozwiązać złotym środkiem, a jest o tyle nieprzydatny, że właściwie nie da się go znaleźć.

Reklama

Nie w smak byłoby mi nazywać te lustrzane randki niezdrową fascynacją, uczynić z nich jedynie pouczającą przypowiastkę o próżności. Jasne, to wszystko brzmi wręcz bardzo próżnie, ale mitologiczna opowieść o Narcyzie ma drugie dno. Mimo że z nieszczęśliwego młodzieńca uczyniono zakochanego w sobie pyszałka, mit mówi też o potrzebie kontemplacji samego siebie. Tu leży sedno, diament w bezdennej otchłani wypastowanych lakierków.  Nie chodzi o zwykłe, cielęce zapatrzenie. Nie chodzi o to, by w zwierciadle wody ucałować swoje odbicie – ale przeniknąć je, zgłębić sekrety tej dziwnie obcej istoty, z którą spędzę resztę życia, aż do zakwitnięcia uroczego żółtego kwiatka. Poznanie siebie nie jest nawet w połowie tak proste jak bezinteresowny podziw, także dla przypadkowych przechodniów i innych osób trzecich. Moim zdaniem warto jednak podjąć wyzwanie – drugiego tak wiernego i wyjątkowego towarzysza w życiu raczej już nie spotkasz.

JDS

Reklama

 

PS. Ten tekst chciałabym zadedykować Justynie – to dla Ciebie, skarbie! 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości