W tym „psie”, kontynuując rozpoczęty cykl, poświęcimy kilka minut zamierzeniom Lecha Kaczyńskiego. W niewielkiej części chciałbym się również zastanowić nad tym, co nam powiedział prezydent ZSRR Władimir Putin, po tym, jak grupa tzw. drechów pobiła dzieci radzieckich dyplomantów. Lech Kaczyński zasiada w ugrupowaniu, które samo siebie nazwało „Prawem i Sprawiedliwością”. Bardzo mnie bawią takie nazwy. Oczywiście każde ugrupowanie może w swojej nazwie zawrzeć odniesienie do pewnych wartości, jednak na polskiej scenie politycznej bardziej bezpośredniej i butnej nazwy nie ma. Pośrednio nawet „Samoobrona” zachowuje większą pokorę, bo rzeczywiście ta nazwa jest zrelatywizowana do samej partii i nie rości sobie waloru absolutności. Przykładowo „Samoobrona” rzeczywiście sama siebie broni. Gorzej już z LPR. Ten rości sobie prawo do obejmowania wszystkich polskich rodzin. Bynajmniej tak nie jest. Jako żywo uważam moją rodzinę za polską, tym niemniej nie po drodze mi z „ligą polskich rodzin”. Bez kwantyfikatora ta nazwa sugeruje jawnie, że chodzi o nas wszystkich. Uczciwiej byłoby się nazwać LNPR, to znaczy „Liga Niektórych Polskich Rodzin”. Mimo to, daleko LPR-owi do „Pis-u” odwołującego się do wartości, które, jak podejrzewamy, mają charakter absolutny. Ale niestety już tylko w warstwie językowej obydwa pojęcia są notorycznie wieloznaczne. Nie mówiąc oczywiście o tym, że dla jednego „prawne i uczciwe” będzie jedno, a dla drugiego coś zupełnie innego. W przypadku tej partii uczciwie byłoby „NPiS”, co znaczy oczywiście „Nasze Prawo i Sprawiedliwość”. Nawet ładnie by się to przekręcało w „NaPiS”. W zasadzie rozmyślania nad polityczną doktryną Lecha Kaczyńskiego można by ograniczyć już tylko do analizy samej nazwy. Felieton trzeba jednak czymś zapełnić. Rzućmy zatem okiem na credo Kaczyńskiego. Największe wątpliwości wywołują poglądy przewodniczącego na gospodarkę. Możemy się z nich dowiedzieć, że będzie ją PiS „nakierowywał na dawanie pracy, a nie na rozwój, który ma dopiero tę pracę dawać”. Że to jest błędne koło, to widzi nawet dziecko. Bez rozwoju nowych miejsc pracy nie będzie. Więcej, obciążanie zatrudnieniem przedsiębiorców (jakkolwiek miałoby to zostać zrobione) doprowadzi do dalszego spowolniania rozwoju. Zważywszy na fakt, że Kaczyński chciałby zredukować ogólnie rozumianą Administrację o 20% (co dodatkowo bezrobocie powiększy), mamy tu do czynienia z logiczną pomyłką przyprawiającą o skręt kiszek. Wracamy również w wydaniu PiS do programu budowy autostrad – owego widma, które krążyło nad Polską od pierwszych wolnych wyborów. Jeden kilometr budowy, wedle Kaczyńskiego, ma dać 200 miejsc pracy. Nie za bardzo wierze w te liczby, ale może chodzi tu o budowę autostrady gołymi rękoma. Wtedy to pewnie wyjdzie nawet więcej. Żeby jednak tę jedną suchą nitkę na prezydencie warszawy zostawić, to trzeba powiedzieć, że bezwzględnej naprawy wymaga wymiar sprawiedliwości oraz policja. Niestety, Kaczyński zdaje się w tym obszarze nie odróżniać przyczyn od skutków. Wpisuje się w to pomysł na zaostrzanie prawa karnego, który jest kolejnym z polskich widm. I to tyle o Kaczyńskim. Inny prezydent, Władimir Putin, zgrzyta zębami z nienawiści do Polski. Pobicie dzieci radzieckich dyplomatów, nazywa prezydent „przestępstwem”. Dokładnie tak, Panie Prezydencie. To zwykłe przestępstwo jakich w Polskich miastach wiele. W radzieckim stylu powinien Pan nazwać incydent „mordem politycznym”, ale to już nie my jesteśmy w tym specjalistami.
Andrzej Gąsiorowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze