Słoneczna, choć dość wietrzna niedziela 24. maja. Jadę na szkolenie z zakresu doskonalenia techniki bezpiecznej jazdy. Podjeżdżam pod bramę jednostki wojskowej w Bielicach. Mili panowie sprawdzają, czy figuruję na liście i mogę wjechać na teren. Na miejsce szkolenia pilotuje mnie przedstawiciel organizatorów.
Po kilkuminutowej jeździe docieram na pas startowy wojskowego lotniska. Jest on zagospodarowany dla potrzeb Polskiego Związku Automobilowego, Seata Motor Iberia Company i portalu www.autopolki.pl
Beata Szozda, red. naczelna portalu i Jan Brejnak, koordynator PZA witają kursantów i informują o celowości organizowania takich spotkań i o tym, co nas za chwilę czeka. Wychodzimy na miejsce ćwiczeń i po cztery osoby w poszczególnych grupach wędrujemy za swoimi instruktorami. Pierwsze ćwiczenie, to… No właśnie, niby każdy z nas jeździ samochodem od lat, ale niektórzy nie mają prawidłowych odruchów kierowcy. Wsiadamy do auta i naszą pierwszą czynnością musi być właściwe ustawienie fotela, kierownicy i lusterek oraz bezwzględne zapięcie pasów. Instruktor demonstruje, co dzieje się, gdy tego ostatniego nie uczynimy. Nawet przy niewielkiej prędkości hamowanie może zakończyć się lądowaniem na szybie lub współpasażerze. Nowym Seatem Leon Cupra z silnikiem 2,0 TFSI, o mocy 240 KM, z przyspieszeniem 6,4 do 100 km i Seatem Altea jeździmy między pachołkami, a potem próbujemy zmieścić się między nimi swoimi pojazdami. Przenosimy się na kolejny fragment pasa treningowego. Kolejny Seat Altea, kompletnie mokry beton i rozpędzamy się kolejno do 70, 80, 100 km na godzinę. Gwałtowne wciśnięcie hamulca z ABS-em, potem sprzęgło i próba skręcenia w pożądanym kierunku. Z tym jest różnie, bowiem zatrzymujemy się nie zawsze przodem do kierunku jazdy i niekoniecznie tam, gdzie chcemy. Głównym celem tego ćwiczenia jest uzmysłowienie nam, jak kolosalna różnica występuje w drodze i sile hamowania przy minimalnych zmianach prędkości. Wzrost prędkości wyjściowej o 5 km/h może wydłużyć drogę hamowania nawet o dwadzieścia parę metrów i zupełnie zmienić jej tor. Niezłą zabawę mamy też z jazdą Seatem, który zamiast tylnych kół ma zamontowane tzw. troleje i trzeba zmieścić się nim pomiędzy dość gęsto ustawionymi pachołkami, a tył samochodu permanentnie ucieka. Gdy już wszyscy odbyli kolejne etapy szkolenia, Beata Szozda i Jan Brejnak zadali pytanie, czy czegoś się dowiedzieliśmy i nauczyliśmy, i co nam w ogóle to spotkanie dało. Kolejne wypowiedzi kursantów są niezbitym dowodem na to, że doskonalić technikę jazdy może i powinien każdy, że tego typu szkolenie uczy pokory i uzmysławia pewne prawdy niby oczywiste, a jakże często lekceważone. Sądzę, że od tej niedzieli ci, którzy pasów nie zapinali, będą skrupulatnie tego przestrzegać. Nie ruszymy też z miejsca, jeśli ktoś na tylnym siedzeniu nie będzie zapięty pasami. Ci, którzy trzymali kierownicę jedną ręką, przypomną sobie i o drugiej, a ci, którzy nie dostosowywali prędkości do warunków na drodze, nauczyli się zdejmować nogę z gazu. Nie tylko indywidualni kierowcy, ale i ci, którzy jeżdżą firmowymi pojazdami powinni co jakiś czas doskonalić swe umiejętności. Wielu z pewnością otworzą się oczy, a to z kolei może zdecydowanie poprawić bezpieczeństwo na drogach. Dodatkowym elementem tego ostatniego szkolenia było tym razem i to, jak jeździć ekonomicznie, czyli co robić, a czego nie, by nasze auto mniej paliło. Wyjątkowo też uczestniczyli w nim panowie.
Monika Gadzińska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Szkoda, że tego typu szkolenia nie są obowiązkowe na kursach na prawo jazdy...