Sochaczewski Klub Tenisa Stołowego już piąty sezon gra w ekstraklasie krajowej, w tym czasie zdobywając Puchar Polski oraz dwa razy brązowy medal Mistrzostw Polski. To, jak twierdzi prezes klubu Bronisław Gawrylczyk, bardzo dobry wynik. "W światku tenisowym zaczynamy się już liczyć, dlatego przecież dostaliśmy organizację meczu Polska - Rosja, o którą ubiegały się większe ośrodki" - dodaje. - Wygląda na to, że może liczyć się jeszcze bardziej, bo postanowił pan wzmocnić drużynę. - Tak, byłem nawet na Mistrzostwach Świata w Rotterdamie, by przyjrzeć się najlepszym zawodniczkom, porozmawiać, negocjować. Jako ciekawostkę mogę dodać, że, gdy zgłosiłem się tam do organizatorów mistrzostw mówiąc, iż jestem trenerem klubowym Natalii Partyki, dostałem natychmiast pełną akredytację na wszystkie mecze i areny mistrzostw, czego nie mieli nawet działacze Polskiego Związku Tenisa Stołowego. Tak wiele znaczy w sportowym świecie nazwisko naszej zawodniczki. - Jaki więc jest wynik tych starań w Rotterdamie? - Ponieważ odchodzą od nas grające w tym sezonie Czeszka i Chinka, bo nie byłem z nich do końca zadowolony, musiałem pozyskać dwie nowe zawodniczki. Grać będą oczywiście nadal Natalia Partyka i Natalia Gawrylczyk. - Kto więc przyjedzie do Sochaczewa? - Udało mi się zaprosić do gry w naszej drużynie dwie znakomite ping-pongistki. Pierwsza to Rumunka Michaela Joana Steff-Merutiu, dwukrotna mistrzyni Europy, grająca ostatnio we włoskim klubie, z którym zdobyła mistrzostwo Włoch. Będzie to zapewne duże zaskoczenie w polskim ale i europejskim tenisie, że taka zawodniczka gra w małym klubie w Sochaczewie. Na dodatek z inną gwiazdą Natalią Partyką. Drugim nowym nabytkiem jest świetna Chinka Zhou Xiao, która grała wcześniej w Siarce Tarnobrzeg, a ostatnio w Czechach i stamtąd przechodzi do nas. - Jak pan to robi, że ściąga do małego Sochaczewa największe gwiazdy? - To się nie bierze z niczego. Jestem już w tym sporcie ładnych parę lat i wiem, że nie tylko pieniądze się liczą. Owszem, też są ważne, ale równie ważna jest atmosfera w drużynie i wokół niej. Nasz klub jest rodzinny. Żona bardzo się angażuje, córka gra. Gdy przyjeżdżają zawodniczki, mają przygotowane mieszkanie, wszystko posprzątane. Dostają całodzienne wyżywienie, wszystko podane i przyjazną atmosferę. Gdy muszą zostać dłużej, też im się organizuje wolny czas, jak w rodzinie. A w innych klubach bywa różnie. Często zakwaterowanie jest w niedogrzanym internacie i nikt się nią nie interesuje. Ma się stawić na mecz i wszystko. Dlatego te dziewczyny chcą tu grać, jak Natalia Partyka, która miała już wiele intratniejszych propozycji. A nam też jest miło, że tak jest. - W tym roku, jako medaliści, mogliście wystąpić w Pucharze Europy, ale wiem, że tak się nie stanie. - To prawda, chcieliśmy i w tym wzmocnionym składzie można byłoby na wiele liczyć. Niestety, trochę z niedostatku finansowego, ale głównie z braku odpowiedniej bazy musieliśmy zrezygnować. Przede wszystkim nie mamy w mieście hali spełniającej europejskie normy. Chodzi o właściwe oświetlenie, podłoże (nie mogą być ruszające się klepki), również szyby w oknach powinny być przyciemnione, by słońce nie przeszkadzało w grze. Zaś kary za takie niedociągnięcia przewidziane są nawet do 5 tys. euro. Przystosowanie hali do tych wymogów nie niesie ze sobą nawet wielkich kosztów, ale w tym roku jest już za późno, więc może za rok. Myślę, że warto by było. Przyjeżdżałyby do nas najlepsze drużyny Europy, to gratka dla kibiców nie tylko z Sochaczewa, bo taka na przykład stolica nie ma żadnej drużyny w ekstraklasie, więc o pucharach nie mogą marzyć. Byłaby to na pewno też promocja Sochaczewa w całej sportowej Europie. - Kiedyś pisaliśmy o planach stworzenia w naszym mieście silnego ośrodka tenisa stołowego opartego również na własnych zawodnikach... - Bardzo bym tego chciał. Próbowaliśmy to robić w Szkole Podstawowej nr 3, ale problemy z halą uniemożliwiły kontynuację tego przedsięwzięcia, choć zainteresowanie rodziców i dzieci było duże. Przecież przy tych mistrzyniach, które mamy, mogłaby się wychować grupa bardzo dobrych zawodników i zawodniczek. A Sochaczew stałby się prawdziwym centrum tenisa stołowego na większą skalę. Potrzebna jest jednak hala na stałe dla tej dyscypliny, żeby się nie tułać i nie składać co parę godzin stołów. Jakaś siedziba całego ośrodka tenisowego. - Życzę tego i dziękuję za rozmowę. - A ja, korzystając z okazji, chciałbym jeszcze raz podziękować panu burmistrzowi Piotrowi Osieckiemu za to, że tak nas miło przyjął w ratuszu na uroczystym śniadaniu po zdobyciu brązowego medalu Mistrzostw Polski. Atmosfera była naprawdę sympatyczna. Liczymy więc, że będzie nas wspierał w tych wszystkich dążeniach, a my odwzajemnimy się wynikami oraz promocją naszego miasta w Polsce i poza jej granicami, gdy wystąpimy w europejskich pucharach. Rozmawiał Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze