Reklama

O studniówce inaczej

Tygodnik Echo Powiatu
22/01/2006 11:41
Dzisiaj będzie o studniówce. Mija dokładnie 10 lat od mojej, więc może rzeczywiście jest to właściwa pora, aby się nad nią zastanowić.
Ponieważ nie lubię owijać w bawełnę, nazwę rzecz po imieniu. Jeszcze za moich czasów to wszystko, co działo się wokół studniówek, budziło mój niepokój. Dzisiaj jednak mamy już do czynienia z psychozą.
Nawet sami uczniowie w rozmowach ze mną podkreślają, że jest to uroczystość raczej dla rodziców i nauczycieli, niż dzieci. Ci pierwsi traktują ją jaką szansę zaprezentowania talentów, których nie zrealizowali w innych dziedzinach życia, drudzy… przyznaję się bez bicia - sam już nie wiem jak!
Zacznijmy od pieniędzy. Koszt studniówki oscyluje dzisiaj wokół 200 zł od osoby (ucznia). Na dwie (jeśli uczeń kogoś zaprosi) wychodzi cztery stówy. Ponieważ nie chodzę z zasady na bale sylwestrowe, to nie wiem tego na pewno, ale wydaje mi się, że Sylwester był tańszy?!
Trwa również bój o to, w jakim lokalu się bawić. Oczywiście dla mnie jest zupełnie naturalnym, że powinno odbywać się to w szkole, w sali gimnastycznej i salach lekcyjnych, skąd zatem ten pęd do tzw. lokali? Tak, wiem, że większość z nas poszukuje w swoim życiu jakiejś ekskluzywności (w tym przypadku takiej, którą kupuje się za złotówki), ale czy akurat w procesie edukacyjnym chodzi o TAKĄ ekskluzywność? Mam co do tego poważne wątpliwości. Rodzice takowych nie mają i lokale zamawia się nawet „po cichu”, stawiając resztę „klasowych” rodziców przed faktem dokonanym.
Prawdziwym koszmarem są pretendujące do artyzmu studniówkowe filmy. Ich twórcy, którzy bez skrupułów wyciągają pieniądze od rodziców (pragnących i tak zapłacić jak najwięcej), prześcigają się w pomysłach, jak urozmaicić to, do czego wiele nie się da już dodać. Typowe są prologi w jakiś „szczególnych” miejscach i strojach. Oczywiście osiągamy tu wyżyny kiczu, tylko dlaczego kosztem własnych dzieci? Czy nie wystarczyłoby zrobienie zwykłego filmu i zwykłych fotografii? Odpowiedź już znamy - nie wystarczyłoby!!!
Trwa szał strojów, makijaży, fryzur, tipsów (to jest to coś na paznokciach) i solariów, które w pół roku zamieniają atrakcyjne kobiety w grzanki. Wszystko przy akceptacji ciała pedagogicznego, może lepiej ciał pedagogicznych. Dzisiaj nawet nauczyciele mają swoje osoby towarzyszące. Po co? Czy dla nich jest to także zabawa? Czy nie naruszają pewnej koniecznej bariery, jaka powinna być między nimi a uczniami? O co tutaj chodzi po prostu?
Tragicznym wymogiem było i jest posiadanie na studniówce osoby towarzyszącej. Niektórzy czują się jakby stali pod murem tylko dlatego, że idą sami. Stąd rozpaczliwie poszukiwania… Oczywiście ktoś, kto nie chce pójść, a jednak się zgodzi, jest gwarancją beznadziejnego wieczoru, w grę wchodzą tu przecież sprawy uczuć, a do tych nikogo zmusić niepodobna.
Polska studniówka Anno Domini 2006 jest symbolem tego, co stało się w zakresie stosunków dzieci - szkoła - rodzice w ostatnich latach. Blichtr studniówkowej nocy staje się, niechcący, próbą odkupienia kardynalnych błędów, jakie zostały popełnione w zakresie współkształtowania młodego pokolenia. Oczywiście tego się nie da odkupić pieniędzmi i tandetą. Szczęściem, są dzieci, rodzice i nauczyciele, którzy nie chcą brać w tej psychozie udziału. Dla nich jednak studniówka staje się męczącą koniecznością, bo prawdziwą wartością być już nie może.

Andrzej Gąsiorowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    jacek93 2006-01-23 00:00:00

    wszystko :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    jacek93 2006-01-23 00:00:00

    to wszysko prawda

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2006-01-22 00:00:00

    Cóż, jeżeli to jest dopiero "początek drogi", to można już sobie wyobrażać jej koniec. Przyjemne przeżycia studniówkowe nie są oczywiście argumentem w tej dyskusji, bo nie twierdzę, że takich ma nie być i w żadnym miejscu tekstu nie dałem tego do zrozumienia.
    Problem w tym, kiedy jest to przyjemność "epikurejska", a kiedy radykalnie hedonistyczna. Ja uważam, że jest to już od kilku lat drugie stadium.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości