Reklama

Och Film Festival Łowicz

Kulturka
09/02/2011 11:54
Kryzys na Och! Film Festiwal- Mały Punkowy Armagedon.


Początek lutego w tym roku może się nam bardziej kojarzyć ze środkiem jesieni. Na dworze leje jakby ktoś z góry wylewał tysiące wiader z wodą, a na deser wiatr zacina z dużą wściekłością. W takiej scenerii wraz z grupą ludzi czekaliśmy na otworzenie bramy do klubu, w którym miał za chwilę odbyć się koncert legendy polskiego punka, grupy Kryzys. Występ kapeli Roberta Brylewskiego miał uatrakcyjnić kolejną już odsłonę "Och! Film Festiwalu"...

Mała kameralna salka w łowickim klubie "Pracownia" jest wypełniona po brzegi. Razem z częścią naszej sochaczewskiej ekipy zajmujemy jakże prestiżowe miejsce przy barze. Jest kilka minut przed 20-ą, gdy nagle, zupełnie bez zapowiedzi na scenie pojawia się legendarny Kryzys. Muzycy są, jakby to powiedzieli Czesi, w wybornych nastrojach. Szczególnie saksofonista Aleksander Korecki, który wydaje się rozpływać dosłownie z zachwytów. Brylewski bez zbytniego podlizywania się tłumowi zapowiada początek koncertu: "Na początek będzie Armagedon". Od razu na pierwszy plan wyskakuje długowłosa młodzież dla której "Armagedon" oznacza z pewnością dobrą zabawę. Pierwszy utwór z "Kryzysu Komunizmu" na pewno nie zwiastuje zniszczenia i sieczki rodem z heavy metalowych koncertów, ale "czarnej" młodzieży wcale to nie przeszkadza, machają swymi długimi włosami zamiatając podłogę lokalu. "Starsza młodzież" raczej spokojnie wsłuchuje się w dźwięki generowane przez Brylewskiego i Jego Świtę. A propo" s publiki, ta jest niezwykle zróżnicowana: są i podtatusiali czterdziesto-, czy pięćdziesięciolatkowie pamiętający z pewnością pierwsze koncerty Kryzysu. Jest kilka rodzin z dziećmi (No cóż edukacja to bardzo ważna sprawa). Jest też pokaźna grupa ludzi wkraczających powoli w trzydziestkę i wreszcie nastolatkowie, którzy dominują szczególnie pod sceną. Kryzys gra dalej takie sztandarowe utwory jak: "Mam dość", "Co chcesz?", "Na plaży", "Dolina Lalek", czy "Święty Szczyt". W momencie, gdy zaczyna się charakterystyczny riff utworu "Telewizja" jest już totalny amok a wesołego pogowania nie ma końca. Do młodzieży dołączają najstarsi fani Kryzysu i robi się naprawdę punkowo. Jest kocioł, a panowie techniczni muszą naprawdę uważać na swój sprzęt, gdyż co raz ktoś ląduje na nim. Chwilę wytchnienia dostarcza kultowa już "Ambicja". Ten "regałowy" utwór przynosi ukojenie i pozytywne wibracje. A Brylewski po raz kolejny zadaje nam mądre pytanie:"Chcesz być lepszy od kogo? Chcesz być lepszy niż kto?"
Po niespełna pięciu minutach zespół ponownie atakuje nas punkową petardą: "Jóżef K". Ten utwór nawiązujący w warstwie tekstowej do "Procesu" Franka Kafki trwa niecałą minutę. Na koncercie został zagrany dużo szybciej niż na płycie. Warto zaznaczyć, że muzycy grali go w trzech podejściach. Najpierw po kilku sekundach przerwał Brylewski, który miał uwagi do gry perkusisty. Za drugim razem podobnie. Oczywiście muzycy zareagowali humorystycznie. No cóż lider Kryzysu nie jest "gwiazdeczką", która wciska kit, że jest wszystko w porządku w momencie, gdy tak nie jest. Pokazał tym samym pełen profesjonalizm i szacunek dla publiki. Przecież mógłby odwalić ten kawałek jak leci i tak było by dobrze. Podobna historia przydarzyła się jeszcze raz podczas wykonywania numeru Brygady Kryzys "Interaktywny Blok". Brylewski przerwał słowami " Dawajcie jeszcze raz...szybciej" i zagrali z wręcz hard- core"owym wykopem. Dla mnie wykonanie tego utworu było totalnym zaskoczeniem...oczywiście bardzo pozytywnym. Wśród muzyków czuć było już wtedy ogromny luz i radość z grania w tym miejscu. Warto zaznaczyć, że dla Brylewskiego była to czwarta wizyta w Łowiczu na przestrzeni kilku lat, z czwartym kolejnym zespołem (wcześniej pojawił się tu z projektem "Brylewski i Świat Czarownic", legendarnym Izraelem i zespołem 52UM). Świetnie wypadła młoda basistka grupy, Martyna Załoga, która wydaje się być drugą frontmanką (frotnwomanką?:)) grupy. Niestety jej partie basu były czasami niezbyt dobrze słyszalne, ale to już "zasługa" nagłośnieniowców, którzy mogli spisać się nieco lepiej. Zresztą uważam, że tak mała sala nie wymaga specjalnego nagłośnienia gitar. Na pewno dużo lepiej było słychać całość gdyby muzycy zagrali z samych "piecy". Wystarczało by nagłośnić jedynie wokal, perkusję i instrumenty dęte. A tak wiele partii gitar gdzieś ginęło w ścianie dźwięku. Pomijając jednak kwestie techniczne, wracając do repertuaru jaki zaprezentował tego wieczoru Kryzys oczywiście nie mogło zabraknąć "Wojen Gwiezdnych". Był to chyba najbardziej elektryzujący moment koncertu. Po krótkim acz emocjonalnym podziękowaniu i pożegnaniu z publicznością, Brylewski nawet nie zdążył zejść ze sceny, gdyż publika była jeszcze nie do końca syta, co wyraziła dobitnie skandując nazwę grupy. I tutaj nastąpiło drugie zaskoczenie. Zaczęli riffem łudząco przypominającym "Wild Thing" The Troggs. Wkrótce miało się okazać, że to był "Wild Thing". Brylewski humorystycznie wplótł do utworu polski tekst. Kawałek zgrabnie przeszedł w "Satisfaction" Stonesów. I zrobiło się naprawdę rock"n rollowo i luzacko jednocześnie. A potem kolejne wielkie zaskoczenie... Muzycy wykonali francuski kawałek z końca lat 70 "Ca plane Pour Moi" Plastic Bertrand. Moim zdaniem był to jeden z lepszych fragmentów koncertu. Potem zagrali jeszcze fragmencik wieńczącego płytę "Złodzieja ognia". W oryginale utwór ma prawie 17 minut. Tutaj w zasadzie pojawił się luźny cytat z niego. Muzycy po raz kolejny chcieli zejść ze sceny, ale publika pokazało, że i tym razem tak łatwo ich nie wypuści, co Brylewski skomentował żartobliwie:" Dobra to jeszcze coś zagramy. Zresztą i tak byście nas nie wypuścili". Po chwili sam spytał się w stronę tłumu: "Na co macie ochotę?". Jakiś łysawy i brzuchaty gość krzyknął "Telewizja" i kawałek ten poleciał po raz drugi tego wieczoru, tym razem ze specjalną dedykacją dla łysego. Tłum był jednak ciągle nienasycony i wykrzykiwał "Kry-zys! Kry-zys!". A muzycy zaczęli się naradzać ze sobą co tu jeszcze można zagrać. I już zupełnie na sam koniec popłynął "Sygnał", który tego wieczoru zabrzmiał naprawdę wyjątkowo. Kryzys to zespół, który ma jednak ograniczony repertuar ( w zasadzie jedna oficjalna płyta) i można powiedzieć, że dali nam tego wieczoru wszystko co mieli a nawet więcej. Koncert trwał niewiele ponad godzinę, ale była to prawdziwa rock"n rollowa przygoda. Okazał się nie tylko wycieczką w przeszłość...czasy początków punk- rocka w Polsce, ale także świetnym pokazem tego w jakiej formie znajduje się Kryzys A.D 2011. Jak sam po koncercie powiedział mi Brylewski, dla niego ta data jest abstrakcyjna i sam zawsze myślał, że świat będzie istniał do roku 2000. Na szczęście jednak ta apokaliptyczna wizja się nie spełniła i dzięki temu mogliśmy podziwiać tą prawdziwą legendę na scenie. Mam jednak ogromną nadzieję, że zespół odwiedzi wkrótce Sochaczew, co zresztą muzycy zespołu obiecali w wywiadzie jaki przeprowadziłem z nimi po koncercie.
Na wywiad z Robertem Brylewskim zapraszam już wkrótce.

Zapraszamy oczywiście na Och! Film Festiwal! O programie imprezy dowiecie się wchodząc na stronę www.lok.art.pl lub kopiując ten link: http://www.e-sochaczew.pl/sochaczew,kulturka-poleca-jedz-na-och-film-festiwal,23436.html

Poniżej zdjęcia z koncertu autorstwa Tomasza "Motka" Kołodziejskiego

Łukasz "Ch-Fu" Szewczyk
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ona11 2011-02-13 20:40:23

    beznadziejny koncert, klimatu zero,nigdy wiecej nie pojde do Pracowni 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości