Reklama

Ochroniarze i sprzątaczki

Tygodnik Echo Powiatu
12/01/2005 11:31
Nie byłem całe życie dziennikarzem. Jak wielu ludzi w Polsce i mnie los zmuszał do imania się różnych zajęć. Niektóre z nich, choć nie pokrywają się w pełni ani z ambicjami, ani z umiejętnościami, wspomina człowiek z rozrzewnieniem. Co ciekawe, właśnie w tych pracach, do których los nas raczej zmusza niż je sobie sami wybieramy, nasze doświadczenia są najciekawsze. Nie ominął mnie w ten sposób los tzw. ochroniarza. W przypadku kobiet analogicznym zajęciem zdaje mi się być praca sprzątaczki. Podobieństw jest dużo. Przede wszystkim pracodawcy umyślili sobie, że za te nędzne (w ich mniemaniu) zajęcia należy się tylko przysłowiowa miska. No bo jak inaczej nazwać pracę za 3,5 zł za godzinę. W miesiącu wychodzi tego ze 600 zł co najwyżej. Żeby sprawy nie ułatwiać, wypłaca się te 600 zł w dwóch ratach, w porze miesiąca dowolnej. Niech to licho, 300 zł w kieszeni, to jest to! Z doświadczenia wiem, że pierwsza rata służy do spłacenia długów z poprzedniego miesiąca. Ale idźmy dalej. Ochroniarze i sprzątaczki pracują niejako u dwóch pracodawców: u swojego - tego, który udaje, że płaci, i u nie swojego (tego, który wymaga). Dostaje im się od obydwu. I tak nasi bodyguardzi wykonują prace „przynieś wynieś, pozamiataj”, ale nie tylko, bo też czynności urzędowe. Sam robiłem takie za pracowników ambasady pewnego zacnego państwa europejskiego, którą przyszło mi ochraniać. Spychologia w pełni stosowana. Sprzątaczki los mają inny. Regularni pracownicy instytucji, zakładów, przedsiębiorstw, jako urozmaicenie swojej wytężonej pracy, traktują wytykanie sprzątaczkom „niedociągnięć” typu: tu paproszek, tu smuga na szybie, tu kurz paluszkiem zdjęty z najodleglejszego punku szafy. Małostkowość godna tylko najmniejszych.
I tak ochroniarze i sprzątaczki są ludźmi gorszej kategorii. Przecież, że tak podłe zajęcia wykonują, to jest ich wina.
Przede wszystkim to nieuki i analfabeci. Pewna urzędniczka z owej ambasady (którą z honorem chroniłem), stwierdziła nawet, że z cieciami (zwykła dzisiaj nazwa ochroniarza) rozmawiać nie będzie, bo nie licuje to z jej wyższym wykształceniem. Cóż, że wielu z moich cieciowskich kolegów miało ten nieszczęsny fakultet, a byli i tacy co mieli po dwa. Jak to można było pani urzędnik wytłumaczyć? Nie wiem, bo rozmawiać nie chciała.
Stare i dobre przysłowie mówi: „raz na wozie, raz pod wozem”. Taka „degradacja” do ochroniarza i sprzątaczki na pewno jest szokiem. A że są to chyba jedyne zajęcia, które w zasadzie można zdobyć bez większych problemów, to wielu jeszcze przez to przejdzie. Może to być tym boleśniejsze, im bardziej gardzi się cieciami, im więcej kurzu się paluszkiem pokazuje. Tak sobie po Bożym Narodzeniu pomyślałem, że gdyby Jezus urodził się dzisiaj, aniołowie najpierw nie ukazaliby się pasterzom, czyli tym, których zajęcie było w pogardzie dwa tysiące lat temu. Dzisiaj do szopy wezwano by w pierwszej kolejności ochroniarzy i sprzątaczki.

Andrzej Gąsiorowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości