Reklama

Od pasji do... komisu

Tygodnik Echo Powiatu
13/02/2006 15:17

Niewielki komis na tyłach „Panoramy” przy Żeromskiego istnieje od niedawna, ale już zdążył przyciągnąć stałych bywalców. Nie tylko dlatego, że można tu kupić za niewielkie pieniądze ciuchy, buty, lampę czy wózek dla dziecka, lecz także z powodu oryginalnych, kolekcjonerskich przedmiotów z Niemiec i Holandii.
- Jak to się zaczęło? Od pasji Antoniego, mojego męża, który najpierw zbierał samowary - opowiada pani Barbara Brysch, właścicielka komisu. - Te, które teraz mamy w sklepie, są akurat polskie, ale mąż zbierał najróżniejsze, było ich tak wiele, że nie mieściły się w domu. Następnie mój mąż zaczął kolekcjonować butle do piwa, a jak butelki się znudziły, przerzucił się na kufle, potem na obrazy. Kiedy już dom pękał w szwach od tych kolekcji, wpadliśmy na pomysł umożliwienia innym kompletowania takich przedmiotów.

Tak powstał komis. Ulubione przedmioty Antoniego, o których opowiada Barbara, są w głębi sklepu. Półki aż uginają się od malowanych fajansowych czy szklanych butli do piwa i takiż kufli - niemal wszystkie firmowane przez popularne bawarskie browary, niektóre bardzo już stare - prawdziwa frajda dla piwnych kolekcjonerów. Podobnie jak obrazy czy porcelanę, państwo Brysch kupują je na niemieckich Flugmarktach, popularnych wyprzedażach staroci i rzeczy używanych, odpowiednikach polskich pchlich targów.

- Bawarczycy piją ogromne ilości piwa, latem koniecznie z kufli z przykrywką, takich jak te - Barbara wskazuje na dolną półkę - aby do piwa nie wpadały jakieś owady. To cała kultura, stara i bogata. - A tu mamy przedwojenną porcelanę - wtrąca Antoni - to są pojedyncze komplety filiżanek, które mają ponad sto lat, niektóre są bardzo wartościowe.

Państwo Brysch otworzyli swój sklep w październiku zeszłego roku. Od razu się przyjął. Poza ciekawymi akcesoriami piwnymi, starą porcelaną i samowarami, znajdziemy tu obrazy malowane, reliefowe, tłoczone lub kute w różnych materiałach, również rzeźbione, stare zegary na kominki i wiszące, lampy, drobne meble, telewizor, używaną odzież dla dorosłych i dzieci, zupełnie nowe lalki po cenach niemal hurtowych, sprawne drukarki, ksero, a nawet nowy rentgen do prześwietlania dziąseł i cudny malowany w ludowe wzory dzwonek mosiężny, jaki zgodnie z tradycją noszą bawarskie krowy.

Większość przedmiotów w komisie pochodzi z Niemiec i Holandii, ale są też rzeczy wstawiane przez sochaczewian. - Jest wielu ludzi, którzy chcą sprzedać używane meble czy ciuchy, najczęściej po dzieciach. Raz, że szkoda im wyrzucać, bo te rzeczy często są prawie nowe, dwa, że mogą odzyskać w ten sposób parę złotych. Zdarzają się też takie sytuacje, kiedy bierzemy przynoszone przedmioty po prostu z litości, bo tak naprawdę nadają się już tylko do kosza. Najczęściej przynoszą je starsze, biedne osoby, nie potrafimy im odmówić - opowiada pani Barbara.

Poza pasją i zawodem, w tym niewielkim komisie mieści się też coś jeszcze: historia szczęśliwej, polskiej rodziny, która po 30 latach wróciła do kraju. Jak mówi Barbara, ona wciąż jeszcze ma połowę duszy w Niemczech, ale jej rodzina jest już całkowicie przekonana i do Polski, i do Sochaczewa. Państwo Brysch poza prowadzeniem komisu pomagają swojej najstarszej córce Katrin opiekować się ich ukochaną wnusią Laurą oraz wychowują dwie dorastające córki - bliźniaczki Sandrę i Nicole - uczennice „Ogrodnika”. To szczególnie one zachwycone są Polską. - Nie chcą słyszeć o powrocie do Niemiec - kończy swoją opowieść Barbara. - I chyba tak jest lepiej, zawsze powtarzam, jak umrzeć, to u siebie, poza tym mam nadzieję, że w Polsce na moje dzieci czeka szczęśliwa przyszłość i zawodowa, i osobista.

M. Figut

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości