Reklama

Oddział po przejściach

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
01/10/2008 09:47
Oddział po przejściach
Jak zapewne czytelnicy pamiętają, na początku tego roku toczyła się, także na łamach „Ziemi Sochaczewskiej”, batalia o utrzymanie w naszym szpitalu Oddziału Pediatrycznego. Jego funkcjonowanie zostało zagrożone przez zbieg kilku czynników, co doprowadziło do dramatycznego kroku pracujących na oddziale pediatrów, którzy złożyli wypowiedzenia.
Przypomnijmy, że wtedy właśnie wprowadzono tzw. unijny czas pracy dla lekarzy i zaczęło ich brakować, a zwłaszcza pediatrów. Dyrektorzy szpitali rozpoczęli o nich walkę, w wyniku której sochaczewski szpital stracił lekarzy na dyżury, nie będących pracownikami etatowymi placówki. Po prostu poszli tam, gdzie lepiej płacili. Doszły do tego choroby dwóch pediatrów, które uniemożliwiły im pracę. Na to nałożyła się zwiększona liczba zachorowań dzieci, jak to na ogół bywa w zimie. Obsada oddziału stała się więc głęboko niewystarczająca, dyrekcja natomiast broniła się przed podniesieniem stawki za dyżury, co mogłoby skłonić lekarzy spoza szpitala do podjęcia takiej pracy. W tej sytuacji lekarze pediatrzy, nie widząc wówczas realnych możliwości funkcjonowania oddziału, złożyli wymówienia. Po kilku jednak spotkaniach z dyrekcją i władzami powiatu lekarze zdecydowali się wycofać wypowiedzenia, licząc na poprawę sytuacji, zwłaszcza, że zbliżało się lato, czyli okres zdecydowanie mniejszej zachorowalności wśród dzieci. Minęły jednak wakacje i „Ziemia Sochaczewska”, która relacjonowała obszernie sytuację na oddziale, ma teraz, jak sądzimy, obowiązek wobec czytelników, którzy żywo interesowali się tą sprawą, podjąć temat i zapytać o sytuację na pediatrii dzisiaj. Zapytaliśmy o to ordynator Oddziału Pediatrycznego dr Elżbietą Matuszewską-Woźnicę.
Na pytanie o przyszłość naszego oddziału trudno jest mi odpowiedzieć, bowiem wiele zależy od polityki rządu, a, moim zdaniem, tutaj wszystko idzie na żywioł i trudno przewidzieć, co będzie dalej. Sytuacja w służbie zdrowia jest tragiczna i nie dotyczy to tylko naszego szpitala. My próbowaliśmy w ostatnim czasie, również przy pomocy dyrekcji, poprawić warunki, by sprzyjały zatrudnieniu nowych lekarzy. Jest to jednak bardzo trudne, bowiem stwierdziliśmy, analizując sytuację nie tylko w Sochaczewie, ale i w szpitalach sąsiednich, że generalnie nie ma zainteresowania pracą w szpitalach powiatowych. Młodzi ludzie myślą głównie o Warszawie, bo tam są znacznie lepsze zarobki. Mówił mi dyrektor jednego z warszawskich szpitali, że u niego negocjacje z lekarzami pediatrii zaczynają się od 80 zł za godzinę na dyżurze, a niektórzy mają nawet 100 zł za godzinę. Jak to się więc ma do naszych trzydziestu paru?
Część młodych lekarzy widzi swoją przyszłość za granicą w bogatych krajach europejskich, gdzie nęcą ich znacznie lepszymi warunkami nie tylko finansowymi. Tam wiedzą, że w Polsce są dobre uczelnie medyczne, które kształcą dobrych lekarzy, proponują więc już absolwentom pracę łącznie z odbyciem stażu. Jest też grupa młodych lekarzy, która nie podejmuje zaraz po studiach pracy w zawodzie, na kilka lat łącząc się z firmami medycznymi, np. farmaceutycznymi, by mieć dobry start finansowy w dorosłe życie. Wszystko to sprawia, że lekarzy w szpitalach publicznych jest coraz mniej.
Mimo tych przeciwności szukanie młodych lekarzy, którzy zechcieliby przyjść do pracy w Sochaczewie, jest naszą dramatyczną koniecznością, bowiem znów idzie zima a z nią znaczne zwiększenie zachorowań u dzieci. Obsada oddziału zaś jest od początku roku ciągle taka sama. Na szczęście jest dwoje lekarzy, którzy pomagają nam w dyżurach, ale przecież nie wiadomo, jak długo to będzie trwało. My oczywiście chcielibyśmy, aby ta współpraca była kontynuowana. Musimy szukać jednak różnych rozwiązań.
Taką nadzieją jest złożony obecnie przez nasz szpital wniosek o akredytację na szkolenie młodych lekarzy. Przypomnijmy bowiem, że od dobrych kilku lat takiego przywileju sochaczewski szpital nie ma. Czekamy w tej chwili na orzeczenie komisji akredytacyjnej i mamy nadzieję na pozytywną decyzję. Jeśli jednak nawet tak się stanie, to nie będzie ona wcześniej niż w listopadzie. Byłoby to bardzo korzystne, bowiem specjalizacja trwa pięć lat, a więc mielibyśmy przez ten czas dodatkową pomoc. Trzeba jednak powiedzieć, że akredytacja na specjalizację to dopiero otwarcie drzwi, trzeba jeszcze, żeby ktoś chciał w te drzwi wejść, a wiemy już, jaka jest sytuacja na rynku pracy lekarzy pediatrów. Szczególnie odczuwają to ośrodki wiejskie, gdzie brak pediatrów, tu i ówdzie pracują na godziny. Natomiast przychodnie w Sochaczewie, gdzie jeszcze oni są, pękają w szwach. Dlatego nie potrafię odpowiedzieć na pytanie: co będzie z oddziałem. Robimy wszystko, by go utrzymać, ale dzieci ostatnio rodzi się coraz więcej, bo w okres rozrodczy wszedł wyż demograficzny. Z tego co wiem, mamy w tym roku dwukrotnie więcej narodzin niż w ubiegłym. Są to więc na kilka lat potencjalni pacjenci, a wiemy przecież, że właśnie dzieci chorują najwięcej.
Pozytywem jest jednak stworzona przez dyrekcję szpitala nocna pomoc pediatryczna, gdzie pracują lekarze pozyskani spoza oddziału, a nawet spoza naszego terenu, którzy odciążają nas znacznie w nagłych interwencjach. Mamy nadzieję, że tak będzie dalej, ale pewności nie ma. Chciałabym w tym miejscu też zaapelować do czytelników, którzy albo sami są lekarzami, albo znają takich, do zainteresowania ich pracą na naszym oddziale, zwłaszcza, że mam nadzieję, wkrótce będziemy mieli prawo do szkolenia specjalistów. Sądzę, że pediatrii nie powinno się traktować po macoszemu, bo tu chodzi o zdrowie dzieci, a więc naszego przyszłego społeczeństwa.
Rozmawiał
Sławomir Burzyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości