Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Koszmarnie zaparkowane pojazdy to w Sochaczewie problem nie tylko PKP, a może nawet PKP jest tu relatywnie najmniejszym problemem. Obserwuję, że CAŁE miasto dotyka ta plaga i to NIEZALEŻNIE od dostępności miejsc parkingowych. A już najgorzej (spośród miejsc, które widuję) wypada okolica SP nr 3, gdzie "troskliwi" rodzice w porze przywożenia i odbierania dzieci biją wszelkie rekordy chamstwa i głupoty, kompletnie nie licząc się z innymi współużytkownikami drogi i bezpieczeństwem dzieciaków. Tylko tam chyba nie ma monitoringu. W jakimś normalnym miejscu w takiej sytuacji straż miejska albo policja miałaby żniwa, a u nas... szkoda słów.
Nie dziwcie się na PKP naprawdę nie ma gdzie zaparkować! Zamiast robić zdjęcia źle zaparkowanym samochodów powinno się zrobić zdjęcia urzędników odpowiedzialnych za brak miejsc parkingowych w okolicach stacji PKP. Większość właścicieli tych źle zaparkowanych aut pracuje poza Sochaczewem, co nie zmienia faktu, że podatki trafiają do naszego miasta, które od wielu lat nic z tym nie robi.
W prasie ogólnopolskiej czytujemy, jak to ten, czy inny samorząd zakłada, że lwią część dochodu stanowić będą wpływy z mandatów. U nas jest inaczej - nie ma straży miejskiej a policja nie kontroluje parkowania w mieście. Nasz samorząd zainwestował grube pieniądze w system monitoringu, który służy wyłącznie do pokazywania w internecie ciekawych obrazków, ilustrujących ogólne zlewanie przepisów przez obywateli.
Przecież nie ma zmiłuj: gdyby co najmniej raz w tygodniu zrobić akcję wypisywania mandatów przynajmniej za najbardziej rażące porzucanie pojazdów gdziekolwiek i jakkolwiek, to skala zjawiska zmniejszyłaby się drastycznie. Już nie piszę o codziennych kontrolach, karaniu za każde wykroczenie i odholowywaniu pojazdów wyjątkowo niefortunnie porzuconych (bo przecież nie zaparkowanych) przez kierowców. Sam jestem kierowcą i nieraz nie podoba mi się, że tu, czy tam nie mogę zaparkować, ale skoro gdzieś jest zakaz - to w takim miejscu NIE PARKUJĘ. Tymczasem zostawianie pojazdów na skrzyżowaniu, przejściu dla pieszych, blokowanie całego chodnika, ścieżki rowerowej, czy podjazdu stało się w Sochaczewie tak nagminne, że to już pojęcie ludzkie przechodzi. Wszyscy wołają, że jest mało miejsc parkingowych, ale czy to powód, by kierowcy zostawiali swoje mózgi w domu? I dlaczego pieszy przechodzący w środku nocy przez osiedlową (niemal), dobrze oświetloną i PUSTĄ uliczkę wymaga mandatu (lub przynajmniej dłuższej rozmowy z patrolem - nie wiem, czy skończyło się mandatem), a beztroski kierowca stwarzający ISTOTNE zagrożenie i utrudnienie w ruchu drogowym mandatu nie dostaje?
Koszmarnie zaparkowane pojazdy to w Sochaczewie problem nie tylko PKP, a może nawet PKP jest tu relatywnie najmniejszym problemem. Obserwuję, że CAŁE miasto dotyka ta plaga i to NIEZALEŻNIE od dostępności miejsc parkingowych. A już najgorzej (spośród miejsc, które widuję) wypada okolica SP nr 3, gdzie "troskliwi" rodzice w porze przywożenia i odbierania dzieci biją wszelkie rekordy chamstwa i głupoty, kompletnie nie licząc się z innymi współużytkownikami drogi i bezpieczeństwem dzieciaków. Tylko tam chyba nie ma monitoringu. W jakimś normalnym miejscu w takiej sytuacji straż miejska albo policja miałaby żniwa, a u nas... szkoda słów.
Nie dziwcie się na PKP naprawdę nie ma gdzie zaparkować! Zamiast robić zdjęcia źle zaparkowanym samochodów powinno się zrobić zdjęcia urzędników odpowiedzialnych za brak miejsc parkingowych w okolicach stacji PKP. Większość właścicieli tych źle zaparkowanych aut pracuje poza Sochaczewem, co nie zmienia faktu, że podatki trafiają do naszego miasta, które od wielu lat nic z tym nie robi.
W prasie ogólnopolskiej czytujemy, jak to ten, czy inny samorząd zakłada, że lwią część dochodu stanowić będą wpływy z mandatów. U nas jest inaczej - nie ma straży miejskiej a policja nie kontroluje parkowania w mieście. Nasz samorząd zainwestował grube pieniądze w system monitoringu, który służy wyłącznie do pokazywania w internecie ciekawych obrazków, ilustrujących ogólne zlewanie przepisów przez obywateli.
Przecież nie ma zmiłuj: gdyby co najmniej raz w tygodniu zrobić akcję wypisywania mandatów przynajmniej za najbardziej rażące porzucanie pojazdów gdziekolwiek i jakkolwiek, to skala zjawiska zmniejszyłaby się drastycznie. Już nie piszę o codziennych kontrolach, karaniu za każde wykroczenie i odholowywaniu pojazdów wyjątkowo niefortunnie porzuconych (bo przecież nie zaparkowanych) przez kierowców. Sam jestem kierowcą i nieraz nie podoba mi się, że tu, czy tam nie mogę zaparkować, ale skoro gdzieś jest zakaz - to w takim miejscu NIE PARKUJĘ. Tymczasem zostawianie pojazdów na skrzyżowaniu, przejściu dla pieszych, blokowanie całego chodnika, ścieżki rowerowej, czy podjazdu stało się w Sochaczewie tak nagminne, że to już pojęcie ludzkie przechodzi. Wszyscy wołają, że jest mało miejsc parkingowych, ale czy to powód, by kierowcy zostawiali swoje mózgi w domu? I dlaczego pieszy przechodzący w środku nocy przez osiedlową (niemal), dobrze oświetloną i PUSTĄ uliczkę wymaga mandatu (lub przynajmniej dłuższej rozmowy z patrolem - nie wiem, czy skończyło się mandatem), a beztroski kierowca stwarzający ISTOTNE zagrożenie i utrudnienie w ruchu drogowym mandatu nie dostaje?