Reklama

Opowieść o zabijaniu

Tygodnik Echo Powiatu
20/06/2002 00:00

- A dlaczego drugi raz go wieszali?
- Bo sznur był okropnie gruby, a jak go szarpnęli za nogi, to się wymykał,
drugi raz już wisiał i ręce sobie jakoś rozwiązał, że się chwycił znowu...
wtenczas żandarm wlazł na stołek i pistolet wyciągnął, i w kark mu strzelił.

Ryszard Wójcik - Ukryci świadkowie Ryszard Wójcik to jeden z najwybitniejszych polskich dziennikarzy i filmowców dokumentalistów. W swojej książce „Ukryci świadkowie”, która przedstawia niezwykłe historie z czasów II wojny światowej, jeden z rozdziałów poświęcił egzekucji na rynku w Sochaczewie, w maju 1942 roku. Przedstawiamy opowieść znakomitego dokumentalisty o tym, jak powstawał rozdział dotyczący Sochaczewa.

Jeśli jakiś czytelnik nabędzie książkę „Ukryci świadkowie”, na okładce zobaczy zdjęcie, dramatyczne, dla wielu odpychające, a dotyczy ono dramatu, jaki rozegrał się na sochaczewskim rynku w czasie okupacji. Zdjęcie przedstawia epizod wieszania człowieka. Rzecz dzieje się w 1942 roku.
Na okładce widzimy szubienicę, jeżeli się bliżej przyjrzymy, w lewym rogu zauważymy ciemną smugę. To rama okienna, przez którą patrzył bezimienny fotograf - Zygmunt Górko - z odległości zaledwie kilkunastu metrów, wychylając się ze swoim aparatem - musiał się wychylać, żeby zrobić to zdjęcie. Takich zdjęć zrobił dwanaście. Przerażająco strasznych. Zdjęcia miały jechać tajnymi drogami kurierskimi Armii Krajowej do Londynu jako dokumenty hitlerowskich zbrodni. Te zdjęcia to dowód brawury i niesłychanej wyobraźni ludzi podziemia okupacyjnego, którzy ryzykując życiem tworzyli taką dokumentację.
Z rolką filmu, który zdobył Maciej Wojewoda, dzisiejszy dyrektor Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy na Bzurą, w 1978 roku przyjechał do mnie, do mojego programu „Zatrzymane w kadrze” i myśmy rozwinęli przed telewidzami po raz pierwszy ten celuidowy rulon. Zachował się. Zostały zrobione odbitki, dwanaście klatek. Widać wszystko jak na filmie, kadr po kadrze. Górko nie miał chyba takiego zamiaru uchwycenia wszystkiego, bał się, że może stracić okazję, że nie przyłapie Niemców na tej zbrodni, że może coś się zatnie w jego aparacie.
Zrobił zdjęcia, jak Niemcy prowadzą zakładnika, biednego chłopaka, którego zatrzymano pod zarzutem, że podpalił jakieś sterty słomy - Niemcom chodziło o zastraszenie ludności. Prowadzą go przez ten rynek, widać scenę, kiedy jakiś chłop wraz synem zakopują tę szubienicę, przygotowują ją na oczach widzów spędzonych kolbami karabinowymi na rynek. Nie będę powtarzał mojego rozdziału, ale potem..., ten chłopak spada z tej szubienicy i jest drugi raz wieszany.
W dziejach polskiego fotoreportażu wojennego te zdjęcia są unikatowe. Tak jak unikatem jest sochaczewskie Muzeum, w którym są przechowywane.
Nie było drugiej takiej sytuacji, sfotografowanej, tak do końca, do rozpaczliwego końca. Kiedy ten chłopak urwał się z tej szubienicy była jeszcze jakaś nadzieja, że mu darują życie. Jeszcze zostawały dwie klatki filmu i Górko czekał zmartwiały za tym oknem - możemy sobie wyobrazić tę sytuację - i robił zdjęcie, kiedy na szubienicy zwisał martwy chłopak zastrzelony z pistoletu. Ten chłopak chwytał się za sznur do ostatka.
Na czym polegała unia, braterstwo i wzajemna, że tak powiem, adoracja dwóch ludzi: Macieja Wojewody, który przybył do studia z tym dokumentem i moja dokumentalisty telewizyjnego, który przez dziesięć lat prowadził program „Zatrzymane w kadrze”? Wyjmowałem z koszyka, z półek jakieś zapomniane zdjęcia, dokumenty i tylko to pokazywałem. Nie wspaniałe archiwa, jakie są do oglądania we wspaniałych programach Wołoszańskiego. Do mnie amator Wojewoda, historyk-amator Wojewoda nagle przynosi takie dziwne materiały.

I on do mnie mówił: - Widzisz tam na dole stoi taka postać, to jest kat, który dobija tego zakładnika. Ten właśnie kat - Volbichler się nazywał. - Skąd ty wiesz, jak on się nazywał - pytam go. - To wynalazłem, znalazłem rodzinę tego Górki - on do mnie mówi. On już nie żyje, ale jego żona żyje.
On tam pojechał. Wojewoda. Tą dychawiczną wuefemką jeździł wtedy, nie miał pieniędzy na benzynę i przyjeżdżał do mnie z radosną nowiną, że znalazł nazwisko tego kata i nazwisko tego fotografującego.
-Ja znalazłem człowieka, który go zabił niecały miesiąc później. Wykonał akt zemsty. - Jak to znalazłeś mówię do niego? Ten zamachowiec z AK, on żyje?! - A on mówi tak: nazywa się Janicki.
I teraz ja już zostawiam czytelników tej książki z moim dopowiedzeniem tej historii. Myśmy z Maciejem Wojewodą poszli do tego Janickiego. To są lata PRL-u, jeszcze jest cenzura i nie chciano takich historii jak ta pokazywać. (...) A tu na tym zdjęciu Janicki, widzimy jego uniesione ręce, widzimy jak zjeżdża po poręczy ze schodów, z pistoletem. Jest to młody chłopak, ma wtedy 17 lat.
To niezwykła historia. Ja nie mając kamery w ręku, bo mi nie dali tej kamery, nie chciano wtedy gloryfikować zamachowców, pojechałem do Sochaczewa.
Ta historia pisze się latami, ona przekroczyła bariery systemu. Peerelowski system ludowej demokracji umarł, narodziła się nowa Polska i ciągle się pojawiały nowe rozdziały tego samego tematu. I ja to rejestrowałem mając w ręku takie narzędzia jakie miałem.
Ten jeden rozdział to zapowiedź dużej książki, którą zamówiło u mnie wraz z obszerną dokumentacją fotograficzną wydawnictwo Bellona. Ta książka ukaże się na początku przyszłego roku, a jak dobrze pójdzie to i jesienią. Będzie się nazywała tak jak wiele moich reportaży: „Krew kurz pamięć”. Na łamach prasy, między innymi w „Tygodniku Polskim” drukowałem cykl: „Krew kurz pamięć”.
Tę książkę nazywam pieśnią o bitwie. Wańkowicz, którego zawsze przywołuję, gdy tylko mam taką okazję, ten Wańkowicz mówi, że są bitwy przegrane, ale wygrane przez to, że zostały wyśpiewane. Taką bitwą jest bitwa o Westerplatte. Przegrana, ale przez poetę, przez wiersz, została wielokrotnie, stukrotnie wygrana. Były wspaniałe bitwy przegrane, które zostały uratowane w ten sposób, że zostały wyśpiewane.
Zanotowała Grażyna Gajda
Ryszard Wójcik,
Ukryci świadkowie,
Agencja Wydawnicza
„Cinderella Books”
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama