Pamięć starego człowieka jest jak wiekowy dom, zapadający się coraz bardziej w ziemię i obrastający przybudówkami, stawianymi bez ładu i składu w różnych okresach życia. A jeżeli się zdarzy, że ten człowiek – tak jak ja - związany jest „od zawsze” z tym samym skrawkiem ziemi, przechowuje w tych przybudówkach niezmiennie zmienny obraz swojego miasta i jego mieszkańców, mknący w przyśpieszonym tempie niczym sceny w starym filmie. Jedyny sposób, aby zatrzymać któryś kadr – to zapisać zdarzenie, bo „niezapisane traci się na zawsze”. Dlatego też przedmiot mojej radości stanowi fakt, że „Ziemia Sochaczewska” nie stała się efemerydą, że istnieje, notuje, informuje, komentuje… Po prostu – chwyta zdarzenia w locie i pozwala im przetrwać. I do tego jeszcze dba o dobry poziom, nie poddaje się pokusom schlebiania tanim gustom, broni się przed tandetą, nie chce zdobywać czytelników przez skandalizujące wieści (prawdziwe lub – co częstsze – nie), którymi żywią się brukowce…. Jest więc takim lokalnym pismem, jakie zawsze chciałam widzieć w moim Sochaczewie. Zdumiałam się jednak na wieść, że będzie już siedemsetny numer. Który? To chyba niemożliwe – zaczynało się tak niedawno… Zaraz… 700 tygodni – ile to lat? Jak dużo! I co mogę powiedzieć z okazji takiego jubileuszu? Że „Ziemia Sochaczewska” na stałe mieszka w jednej z przybudówek mojej pamięci? Że myślę o tworzących ją ludziach niezmiennie ciepło i serdecznie i cieszę się z każdego ich sukcesu i nowego pomysłu? Że wiernie, choć z daleka, sekunduję wszystkim poczynaniom Redakcji? A może lepiej napiszę tylko w telegraficznym skrócie: TAK TRZYMAĆ do kolejnego jubileuszu! Z siedmiuset serdecznościami Maria Gołkowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze