Reklama

Pastelowe oczy

                Nie chcę wyznawać win, ale pastelowe oczy przewiercają moją duszę na wylot. Mogłyby być zupełnie bez wyrazu – byłyby martwe, spoczywałyby obojętnie w oczodołach jak kawałki pasteli w styropianowym pudełku.  Ale spoglądają – gapią się! – z wyrzutem. Pastelowe łuki brwiowe gną się w lekkiej dezaprobacie. Krótka pastelowa zmarszczka u szczytu nosa, delikatnie muśnięta palcem, skrzywiona niezadowoleniem. Pastelowe usta – nie, nie mówmy o ustach!

                Wszystko to blaga, nikt przecież mnie nie oskarża. To te niby-światełka w oczach. Takie właśnie zawsze rysuję. Białe plamki na źrenicy. Wtedy oczy są śliskie i okrągłe. Pełne życia. Pełne wyrzutu. Przegięłaś pałę, Justyna. Za lekko poczynałaś sobie z pastelami, za lekko. Teraz my zabawimy się tobą. Powiedz to, Justyna, wyznaj winy, zdejmij przeklęty rysunek ze ściany. Może będzie lepiej. Może nie.

Reklama

                Więc wyznaję winy. Próbuję przebłagać pastelowe oczy. Chcę ułagodzić je pokorą. Nie ma litości. Nie ma litości w nieudanym rysunku. Nie oszukasz własnego zmysłu estetycznego. Nieforemne rysy straszą, linie plączą. Coś się rozjechało, nie wiem co, twarz straszy. Wstydliwy problem, mała wpadka do ukrycia. Tylko gdzie ukryć to posępne spojrzenie zdeformowanej twarzy?

                I chociaż kosz na śmieci wydaje się być dobrym pomysłem, pastelowy oczy powrócą. Może nie będą pastelowe. Może nie będą oczami. Jedno się nie zmieni: każdy nieudany rysunek, malunek, haft (słowem wyjaśnienia – nie, nie umiem haftować. Nie umiem nawet porządnie zacerować skarpetek.) utkwi bolesną drzazgą w mojej świadomości.

Reklama

                Czy jest to celebrowanie swoich porażek? Wznoszenie nieforemnych tworów na piedestał, podczas gdy przecież na nagrody czekają te trochę bardziej udane projekty? Ale czy można uznać, że to co brzydkie, jest nieznaczące?

                Właśnie popadanie ze skrajności w skrajność daje kopa do kolejnych prób. Lubię zmieszać siebie z błotem, gdy znowu coś nie wyszło, gdy pastelowe oczy mi każą. Katuję się brzydotą. A gdy wreszcie się uda, przez dwie minuty wierzę. Wierzę sobie, wołam: zrobiłaś to, zrobisz wszystko! A potem próbuję zrobić to wszystko. I wtedy – no cóż – czasem wychodzi, a czasem nie. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości