Reklama

Poezja romantyczna a komedie romantyczne

                Miłości nie ma. Z takim poglądem spotykałam się w gimnazjum najczęściej. „Miłości nie ma, w dzisiejszych czasach trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać”, mawiała moja koleżanka Asia. A warto jej wierzyć, jako prawdziwemu ekspertowi w sprawach melanży i miłości.

                Miłości nie ma – przyznać trzeba, że to stwierdzenie odważne co najmniej jak maksyma „Wszystko jest miłością”. Miłości nie ma! Trudno zaprzeczyć istnieniu miłości. Plakaty filmowe. Różowe serduszka. Pocałunki w parku. Pocałunki w deszczu. Szalony Gustaw. Cierpiący Werter. Arielka z parą nóg zamiast rybiego ogona. Jeśli nie ma miłości, skąd to wszystko?

Reklama

                Przyjmę – tylko dla ułatwienia! – że to wystarczające dowody. Miłość jest. Przepraszam, Asiu. Czy jednak różowe serduszka mają coś wspólnego z szalejącym Gustawem? Niewiele. Różowe serduszka, brokatowe kartki, komedie romantyczne zaliczane są zazwyczaj do sfery miłości jarmarcznej, komercyjnej – traktowane są z pobłażaniem, bo co to za miłość? Bez bólu, szaleństwa, samobójstwa?

                Miłość szczęśliwa z pewnością nie mieści się w ramach utworów pisarzy romantycznych. Część czwarta „Dziadów” Adama Mickiewicza – każdy wers poruszającego monologu Gustawa jest przesiąknięty cierpieniem nieszczęśnika. Podróż przez jego życie, od momentu poznania ukochanej do tragicznego końca, przypomina skok na główkę z wieżowca. Cały tekst to rozedrgana emocja, dziki wrzask, niekontrolowany wybuch. Nie ma miejsca na jakiekolwiek różowe serduszko czy choćby przebłysk zdrowego rozsądku.

Reklama

                Z historii Gustawa też dałoby się zrobić ciekawą komedię romantyczną – gdyby tylko dodać epilog o bliźniaczych duszach, które spotkały się na lotnisku i połączyły pocałunkiem w strugach ulewnego deszczu. Mam nadzieję, że ta wizja nie brzmi ironicznie, ponieważ nie chcę podchodzić do tematu komedii romantycznych z pobłażliwą wyższością. Jest to punkt widzenia łatwy do przyjęcia, ale niesprawiedliwy – jak wyglądałby świat, gdyby każda historia miłosna kończyła się samobójstwem i wieczną pokutą?

Bridget Jones, niezamężna kobieta po czterdziestce (trzydziestce?), potrzebuje miłości jako potwierdzenia własnej wartości. Uczucie to jedna z pozycji na noworocznej liście życzeń – nie żywioł, boży węzeł czy inny romantyczny wymysł. Lekko i niezobowiązująco! O ile romantyczne utwory przyprawić mogą o ból istnienia, o tyle po seansie filmu „Dziennik Bridget Jones” boleć może jedynie żołądek – od nadmiaru prażonej kukurydzy. Przepraszam za ten wątpliwej jakości dowcip.

Reklama

                Prawdopodobnie zwykły człowiek, przeżywając miłość, zbliża się czasem do jednej, czasem do drugiej koncepcji. Cierpienia Gustawa są poruszające, ale to Bridget Jones każdy wolałby być. Dlatego też różowe serduszka wciąż są popularniejszym dowodem miłości niż samobójstwo.

               

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości