Reklama

Pozostanę buntownikiem

Tygodnik Echo Powiatu
14/05/2003 00:00
Z Władysławem Komendarkiem rozmawiałam cztery lata temu, było to pierwsze moje spotkanie z artystą i pierwszy wywiad Komendarka dla tygodnika "Echo Powiatu".
Co się zmieniło od tamtej pory? On sam niewiele, jego muzyka tak, ciągle pracuje nad doskonaleniem jej brzmienia, i co mocno podkreśla, przybyło mu sprzętu. Już w dzieciństwie odgrażał się, że będzie miał najlepszy sprzęt muzyczny w kraju i konsekwentnie podąża w tym kierunku.
4 maja, na sochaczewskim podzamczu wystąpił z ponad godzinnym koncertem, pierwszym po wielu latach, śmiało można nawet powiedzieć, że pierwszym w Sochaczewie, ponieważ na tych wcześniejszych, z którymi wystąpił może 15, może 20 lat temu grał muzykę zupełnie niepodobną do obecnej. To były początki artystycznej kariery Władysława Komendarka.
Tak jak cztery lata temu nie miał managera, który zajmowałby się promowaniem jego muzyki, tak nie ma go również dziś. Polega na pomocy przyjaciół i ludzi, którzy tak jak on są zauroczeni muzyką elektroniczną, a o tym, jak ogromną rolę odgrywa dziś promocja nie trzeba nikogo przekonywać. Bez niej nawet geniusze muzyczni mogą na zawsze pozostać w artystycznym podziemiu.

Dyskografia
1. "Władysław Komendarek" (kaseta - Polskie Nagrania - Muza 1985)
2. "Dotyk chmur" (płyta analogowa - Pronit 1987)
3. "Promenada" (płyta analogowa - Polskie Nagrania 1989)
4. "Hibernacja Nr 1" (płyta analogowa - Pronit 1990)
5. "Fruwająca lalka" (CD - Intersonus 1991)
6. "Planeta śmiechu" (kaseta - Ana Records 1992)
7. "Tajemnice horyzontu" (CD - Polton 1992)
8. "Powrót z materii międzygwiazdowej" (kaseta - Digiton 1992)
9. "Poławiacze sumień" (CD - Polskie Nagrania 1993)
10. "Kupcy czasu" (Kaseta Digiton)1995)
11. "Parabola muz" (kaseta - 1994)
12. Infomania (fragment jam session nagranego wspólnie z Tomaszem Kubiakiem i Markiem Manowskim na Targach Poznańskich - X-Serwis/Tangram 1996)
13. "Szafirowa Chimera" (CD - X-Serwis/Tangram 1996)
14. "Klasykotronika" (CD - ZPR Records 1998)
15. "Zeta Reticuli IV" (CD - Studio Arka 2000)
16. "Manipulator" (CD - ZPR Records 2001)
17. "Syndrom cywilizacji" (CD - PMC System Integrator 2002 )

Płyty nagrane z grupą Exodus
1. The most beatiful day" (płyta analogowa - Polskie Nagrania 1980)
2. "Supernowa" (płyta analogowa - 1982)
3. "Singles Collection" (CD - Izabelin studio 1992)
4. Najpiękniejszy dzień" (CD - Pomaton EMI 2000)
5. The most beatiful day (CD - Universal Music Polska/Polskie Radio 2001

Składanki
1. Looking East - Electronic East. Synthesier music from Poland" (CD - Erdenklang 1990)
2. "El Club/Sampler1" - 1994
3. Polish Fan Club of Tangerine Dream - sampler vol. 1" (CD - X-serwis 1995)
4. Moogazyn (CD - X-Serwis/Tangram 1996)

Pierwszy koncert Władysława Komendarka po latach w Sochaczewie, jest Pan zadowolony?


Dziś po raz pierwszy wyszedłem na miasto (trzy dni po koncercie - od red.), nie chcę się na ten temat wypowiadać, chociaż z paroma osobami rozmawiałem. Ja czułem atmosferę. Od mojego ostatniego występu w Sochaczewie minęło chyba ze 20 lat, ale wtedy występowałem z zespołem Exodus.


Ponad godzinny koncert, dla miłośników Władysława Komendarka na pewno niezwykły. Muzyka elektroniczna chyba po raz pierwszy na podzamczu. Kosmiczny odlot, komentowali fani Komendarka to wydarzzenie.


Mam repertuar na pięciogodzinny koncert, mam takie urządzenia, że mogę i przez pięć godzin występować. Może ten koncert mógł być dłuższy...


Koncert połączony został z pokazem laserowym, to była Pana inicjatywa? Lasery na życzenie Władysława Komendarka, by występ był bardziej widowiskowy? Efekt wyjątkowy. Pokaz laserowy i muzyka elektroniczna, połączenie jak najbardziej naturalne.


Byłem mile zaskoczony, kiedy organizatorzy zaproponowali taki pokaz, publiczność lubi widowiskowe koncerty, a ten pokaz właśnie podkreślał jego widowiskowość.


Nadal potrzebuje Pan wielu godzin na rozłożenie swojego sprzętu. Na scenie w Sochaczewie pojawił się Pan przed godziną 11.00, a zakończył ustawianie sprzętu po 15.00.


Całego sprzętu jakim dysponuję, nie rozkładałem, ponieważ wiedziałem, że przede mną występują inni muzycy i dla nich musiało też zostać miejsce na scenie. Zwykle rozłożenie sprzętu zajmuje mi około 5 godzin, tym razem to i tak było 2/3 tego co mam, reszta pozostała w domu.


Co się zmieniło w Pana życiu od naszej rozmowy w 1999 roku, nie tylko muzycznym? Pewne zmiany już publiczność zauważyła. W Sochaczewie nie był to wyłącznie solowy koncert Władysława Komendarka, wraz z Panem pojawili się na scenie gitarzysta i perkusista. Czy teraz już tak będzie?


Duży nacisk kładę obecnie na gitary, bardzo ostre w materii dźwiękowej. W Sochaczewie wystąpił ze mną Marek Wojcicki "Zefir" i Zbigniew Fyk, jest jeszcze jeden gitarzysta, który tym razem nie mógł wystąpić, ale będzie ze mną grał. Wprowadzam więcej gitar podczas takich koncertów, co nie znaczy, że rezygnuję z elektroniki, która w tej materii dźwiękowej stanowi podstawę, ponieważ zajmuje około 70 procent muzyki. Na koncertach taki zestaw jest bardzo wskazany, więcej się dzieje na scenie, a publiczność tego oczekuje. Żywa muzyka, żywi ludzie.
20 lat temu zespół "Exodus" rozwiązał się, postanowiłem uczcić zespół i przez cały rok 2003 na koncertach grać jego najpiękniejsze utwory. Będziemy występować w składzie: Zbigniew Fyk, Dariusz Załuska i Marek Wójcicki "Zefir".
Darek to matematyk, grał kiedyś w grupie punkowej Madame, jest niesamowicie precyzyjny, Marek Wójcicki jest doskonałym improwizatorem, jednym z lepszych w tym kraju. Nie muszę tego nawet mówić, słychać jak gra.


Czy będzie kolejny koncert Władysława Komendarka w Sochaczewie?


Nie wiem, jeśli otrzymam taką propozycję, ja lubię grać. Być może wystąpię w klubie Malibu. Trudno mi powiedzieć. W Sochaczewie są kluby, ale nie mają aparatury nagłaśniającej, a ja nie mogę kupować aparatury dla jednego klubu, czy na jeden koncert, bo właściwie po co? Wszędzie w Polsce kluby mają aparaturę nagłaśniającą, przyjeżdżam z instrumentami, rozkładam je i mogę grać.
Rozmawiałem kiedyś na temat koncertu w klubie "Siódemki", ale do koncertu nie doszło, bo zabrakło aparatury nagłaśniającej, może jednak uda mi się zagrać w sochaczewskim klubie.


Ale w klubie jest inna publiczność niż na koncercie plenerowym takim jak sochaczewski, oczekuje innej muzyki. Ten repertuar, który zaprezentował Pan na podzamczu trudno sobie wyobrazić w klubowym wnętrzu.
I ja wtedy gram muzykę klubową, zupełnie inną niż na koncercie plenerowym, biorę 1/3 sprzętu i gram inny repertuar. Nie ma żadnego problemu, mam bardzo szeroki zakres repertuarowy.


Interesuje się Pan życiem muzycznym Sochaczewa?


Wiem, że kilka zespołów muzycznych jest w Sochaczewie, ale nie miałem nigdy okazji posłuchać tych ludzi na żywo. Jestem zajęty sobą, gdybym jednak wiedział, że taki koncert jest i byłbym zaproszony do jakiejś komisji, to na pewno przyjąłbym taką propozycję.


W najbliższą sobotę w Miejskim Ośrodku Kultury ma się odbyć koncert pod hasłem "Wiosna Muzyczna".
Wiem o tym z prasy.


Nie zaproszono Pana do jury?


Wspomniano o tym dwa miesiące temu.


I potem zrezygnowano...


Nie o to chodzi, zgłosiło się mało zespołów, tak słyszałem.


Co jeszcze zmieniło się, od 1999 roku, w życiu Władysława Komendarka?
W życiu nic się nie zmieniło. Technicznie wiele.


Nadal Pan inwestuje w sprzęt?


Ja to lubię i muszę to robić. Chciałbym całe życie tworzyć, ale tego się nie da. Przez pół roku robię oprogramowanie, nie korzystam z oprogramowania zachodniego, bo ja nie lubię nikogo powielać, moje jest oryginalne, a jak coś kupię, to nie mam wtedy nic oryginalnego, bo wszyscy to kupują. Długo robię oprogramowanie, nie dlatego, że nie potrafię, ale to jest czasochłonne zajęcie, mozolna praca. Jeśli nie mam oprogramowania, to nie mam chęci do pracy, brakuje mi nowego brzmienia, jestem od tego może i uzależniony... Wtedy nie gram w ogóle, tylko myślę. Potem jest już okres pracy twórczej.


Gdzie można Pana posłuchać?


Na pewno w Warszawie. Ostatnio wystąpiłem w klubie "Dekada", a muszę powiedzieć, że rozmowy na temat koncertu wcale nie były takie łatwe, ponieważ gram muzykę elektroniczną, a klub Dekada, nie ma w swoim programie muzyki elektronicznej.
Rozwiązałem to tak, że zaangażowałem perkusistę. To był mój pierwszy koncert po 20 latach, w którym występowałem nie solo, ale razem z perkusistą. I planuję, że tak już będzie. Poza tym od 2000 roku ja nagrywam każdy koncert.


Będzie Komendarek Life?


Może. W życiu różnie bywa, może płyta na żywo wyjdzie? Muszę teraz przesłuchać koncert z Sochaczewa. Na płycie CD nie mam nagrania na żywo, z koncertu, są wcześniejsze, ale na kasecie.


Jako artysta czuje się Pan zrealizowany?


Nie. Cały czas marzę o tym, by ludzie, którzy ze mną grają, pracowali jeszcze intensywniej, wtedy efekt może być lepszy. Muzyka to jest matematyka, skończyły się czasy, kiedy muzycy byli dobrzy, bo dobrze improwizowali. Muzycy muszą umieć pracować ze sobą. Musi panować dyscyplina, muszą być konkretni.


Czy zapowiada Pan intensywniejsze próby ze swoimi kolegami muzykami?


Nie. To są profesjonaliści. My nigdy nie ćwiczymy ze sobą. Nasz styl pracy polega na tym, że ja tworzę jakiś materiał i wysyłam go perkusiście, gitarzyście i oni spokojnie pracują nad tym samodzielnie. Potem spotykamy się na scenie. Ja nie muszę mieć prób. Mnie próby przerażają, wynajmowanie sali... Moi muzycy sprawdzają się, oczywiście nie wszyscy muzycy sprawdzają się w takim stylu pracy. Niektórzy w ogóle sobie nie wyobrażają, że tak można pracować.


Planuje Pan w tym roku wydanie kolejnej płyty?
Planuję płytę, ale mogą być problemy, bo nigdy nie wiadomo, kto ją wyda. Z tą ostatnią udało się.


Czasy są komercyjne, a muzyka elektroniczna do masowego odbiorcy raczej nie trafia. Jak się sprzedają Pana płyty?
Ja tego nie sprawdzam.


Dlaczego?


Bo to nie jest moim obowiązkiem, chociaż chciałbym wiedzieć, ile moich płyt sprzedano.


Może wystarczy zapytać wydawcę?


Wydawca nie powie prawdy.


Jaki jest nakład ostatniej płyty?


1.500 egzemplarzy.


Niezrealizowane marzenie Władysława Komendarka? Czy takie istnieje?


Rozbudować zespół do siedmiu osób, ale problem polega na tym, że można na to czekać nawet kilka lat.


Brakuje muzyków?


Nie. Nie chodzi wyłącznie o muzykę. Po pierwsze muzyk musi mieć ekspresję na scenie, poza grą coś musi robić. Muzycy to powinni być cyrkowcy, nie dość, że dobrze grają, to jeszcze jakieś ruchy wykonują. A takich ludzi, którzy i dobrze grają i mają w sobie niespożytą energię, wyjątkową ekspresję jest mało w Polsce.
Nie piję alkoholu przed pracą ani po pracy, bo zapomniałbym połowy sprzętu. Żadnego alkoholu, żadnych środków wspomagających, chociaż czasem słyszę - ćpał trawę, dlatego machał rękami. Jak ktoś jest ekspresyjny na scenie, to od razu pojawiają się domysły: pił albo ćpał. Nie muszę być pijany, żeby robić ruch na scenie. Jak mam trans, to po prostu to robię, to pomaga muzyce.


Nie myślał Pan, żeby dołączyć do składu solistkę?


Mam duże wymagania. Po pierwsze ogromna skala głosu, odpowiedni ruch na scenie, ta dziewczyna, która występowała przede mną w Sochaczewie, śpiewała bardzo czysto, ale to jeszcze nie to.
Potrzebuję bardzo dużo energii na scenie, Chylińsa pasowałaby mi, ale ona za długo pracowała z pewnymi ludźmi i dobrze, że teraz od nich odchodzi, zresztą ja trzy lata temu mówiłem, że to tak się skończy.


Dlaczego jej Pan nie zaproponuje, żeby z Panem wystąpiła?


Na razie muszę zrealizować projekt, nad którym pracowałem pół roku. Ja każdą płytę wydaję w innej firmie, podpisuję umowy tylko na jedną, bo gdybym podpisywał umowę, na przykład, na pięć lat, to może przez pięć lat wydaliby mi jedną płytę. Tego mnie nauczyło życie.
Przykre jest to, że moich płyt nie ma w największych EMPiK-ach w Polsce, a te, które tam trafiły, zostały sprzedane. Nie mogę zajmować się sprzedażą, bo wtedy nie miałbym czasu na tworzenie.


Co planuje Pan na wakacje?


Wakacje dla muzyków są bardzo dobre, więcej imprez i człowiek się ożywia, szczególnie w plenerze, a ja jestem plenerowcem. Jak jest dobre nagłośnienie, dobrze się czuję. Lubię wielkie sceny, zagram i na małej, wolę jednak duże.


Jakie są teraz czasy dla muzyków takich jak Pan? Trudniej utrzymać się muzyce elektronicznej na rynku niż jeszcze kilkanaście lat temu?


Chciałbym grać taki koncert jak ten ostatni w Sochaczewie raz w miesiącu, może dwa, może trzy razy, ja po prostu lubię grać.
Dziś są inne ceny. W przeszłości, żeby zarobić, na przykład pięćset dolarów, musiałem bardzo ciężko pracować, teraz stawki są wyższe, można zarobić pięćset dolarów w jeden dzień. W latach 70., kiedy kupowałem sprzęt za pięćset dolarów, to było niesamowite! Tyle pieniędzy! Dziś co innego.
Jest wolny rynek, ale na nazwisko trzeba ciężko pracować latami, niektórzy wyobrażają sobie, że wystarczy wyjść na scenę. Zawsze byłem buntownikiem i tak mi postało, gdyby nie było buntowników, to cały czas słuchalibyśmy Beatlesów.


Jak traktują Pana media? Jest Pan zapraszany do udziału w audycjach muzycznych?


17 marca 2002 r., muzyka elektroniczna doznała wielkiego ciosu, tego dnia czasowo zostały ograniczone audycje Jerzego Kordowicza w programie III Polskiego Radia. Młode pokolenie pozbawiono tej muzyki, a Jurek Kordowicz ją propagował i robił to w sposób niepowtarzalny. Teraz ci muzycy, którzy coś tam dłubią w domu, nie mają komu swojego materiału pokazać. Polskie podziemie muzyczne jest bardzo silne, ci ludzie ciągle coś kombinują, oni się buntują, robią zupełnie niepowtarzalne rzeczy. Są znacznie wyżej niż "góra" znanych artystów estrady.
g




Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    zen 2003-05-15 00:00:00

    Ludzie!!! Tylu nas było na koncercie. Może ktoś napisze co nieco o swoich wrażeniach. Mnie osobiście się bardzo podobało. Uważam że w Sochaczewie dawno nie było takiego "show". Każdy kto tam był mógł sie przekonać, że nasz Władek potrafi dać przedstawienie o niezwykłymn ładunku energii. Wyraźnie było widać, że to co Gudonis "wyrabia" podoba się wielu ludziom. Dało się zauważyć dobre się bawiących ludzi w wieku chyba od 2 do 100 lat. Bardzo też cieszy postawa wszystkich Soczaczewskich mediów, które nie pozostały obojętne na opisywane wydarzenie. Szczególnie można też być zadowolonym i dumnym z postawy Sochaczewskiej młodzieży, która na koncercie stawiła się dosyć licznie. Bardzo żywe, a czasami entyzjasyczne reakcje dowodzą,że młodzi Sochaczewianie potrafią docenić i bawić się nie tylko przy bardzo prostej muzyczce składającej się z krótkich "numerów" opartych na jedej do trzech funkcji. Czasami mam wrażenoie, że nie doceniamy wyrobienia muzycznego młodych mieszkańców naszego miasta. Może oni nie chcą być karmieni tylko zalewającą nas zewsząd "popową papką"? To tak a propos następnych wydarzeń kulturalnych w nszym mieście.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama