W Polsce najgwałtowniej i najbezwzględniej potępia się ludzi nie za to, że źle czynią, lecz za to, że inaczej myślą – tak napisał kiedyś Jerzy Andrzejewski i jest to aktualne do dziś. Lecz wbrew pozorom nie chcę dziś rozmawiać na temat pewnej znanej rozgłośni radiowej, lecz o psach. Zaś myśl znanego pisarza zacytowałem głównie po to, aby wyrazić opinię, że pewnie słusznie zrobił czytelnik telefonujący do naszej redakcji, nie podając swojego nazwiska, bo temat, który poruszył ów obywatel, to śmierdząca sprawa. Zwraca on uwagę na aspekt dobrej przemiany materii u tych zaprzyjaźnionych z nami istot oraz nieadekwatnej do tego naszej gorliwości wcielania się w psią babcię klozetową. Czytelnik ów, z dużą znajomością rzeczy opisał, co kryje się pod warstwą zalegającego nasze place i trawniki śniegu. Zapewniając, że po jego stopnieniu nadal będzie się można na sochaczewskiej ulicy poślizgnąć. Dużym zaskoczeniem dla naszego rozmówcy są watahy wałęsających się bezpańskich kundli, które snują się głodne po mieście, a mimo to sss... tanowią znaczący problem ekologiczny Sochaczewa, a byłby jeszcze większy, gdyby miejski hycel nie wyłapał 117 sztuk, o czym doniosła niedawno prasa. Pan skarży się jednak również na psy pańskie, a właściwie na ich właścicieli, którzy nie zbierają po swoich pupilach. Z drugiej jednak strony jakżeż to użyźnia naszą ziemię sochaczewską! Te zielone trawniki i dorodne drzewka - jak by one wyglądały, gdyby nie ta czworonożna czereda? Po moim podwórku biegają dwa duże psy. Zeszłej wiosny, gdy stopniał śnieg, zebraliśmy dwie taczki nawozu, a drugie tyle poszło już w ziemię. Jeszcze jeden sezon a podniosą mi klasę ziemi, a co za tym idzie, opłaty! Czytelnik, z którym miałem okazję rozmawiać, tych gołym okiem widocznych korzyści jednak nie zauważa i proponuje rozwiązanie radykalne: zróżnicować opłaty za psy! Ci, którzy mają małe pieski, płacą mało, właściciele bernardynów, owczarków, więcej. Panie! – argumentował rozmówca – przecież taki ratlerek to co on tam narobi? Co kot napłakał. Za to bernardyn to przecież jak chłop! (Nie mylić z rolnikiem). Pomysł może i dobry, ale przecież psy są różne, nawet tej samej rasy, trzeba by więc powołać specjalną komisję do pomiarów psiego guana i wyposażyć w odpowiednie instrumenty pomiarowe. Na pewno jednak od razu pojawią się osobnicy nieuczciwi, którzy będą głodzić zwierzę, aby obiekt pomiaru był jak najmniejszy. Więc jeśli taka komisja stwierdzi rażące dysproporcje pomiędzy rozmiarami psa a jego pochodną, powinna sprawę skierować do sądu. Ale przecież zwierzęta, które hodujemy, to nie tylko psy. Na wsiach mamy ich znacznie więcej. Po drogach pętają się kury, a nawet znacznie większe indyki. Zdarza się, że pojawi się koń lub koza. To wszystko powinno być też pomierzone i opłata naliczona. Jedno jest tylko pewne, krowy już nie będzie się opłacało trzymać. Oscar Wilde napisał kiedyś, że myśl, jest to najbardziej niezdrowa rzecz na świecie i można z jej powodu umrzeć, jak z każdej innej choroby. Szczęśliwie jednak, myśl nie jest zaraźliwa. Ja jednak nie jestem tego wcale pewny. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze