- Dziś, po 67 latach, musimy pamiętać o tych, którzy za wolność i wierność Ojczyźnie, oddali cenę najwyższą - cenę swojego życia. O dokonanej na nich zbrodni nie pozwala nam zapomnieć także wspólnota munduru i pełnionej służby - te i wiele innych ważnych słów usłyszeli zebrani na cmentarzu wojennym w Trojanowie. Wszyscy byli świadkami przekazania ziemi z prochami policjantów bestialsko zamordowanych przez władze radzieckie w 1940 roku. Świadkami powrotu ofiar z „nieludzkiej ziemi” do ojczyzny, do domu.
ekshumacje
eksploracje
Posterunkowy Jan Ciężarek, komisarz Józef Ekiert, przodownik Jan Czesław Farjaszewski, aspirant Edward Kosiewicz, komisarz Wiktor Hugo Sauter, starszy posterunkowy Stanisław Siejka, posterunkowy Stefan Skrzypczyński, starszy posterunkowy Stanisław Sławiński, starszy posterunkowy Henryk Bekker, starszy przodownik Aleksander Borkowski, starszy przodownik Jan Gałązka, starszy posterunkowy Stefan Pawilicki - to nazwiska zamordowanych policjantów urodzonych na ziemi sochaczewskiej lub pełniących tu służbę. Zginęli z rąk sowietów wraz z sześcioma tysiącami polskich funkcjonariuszy. Prawdy o ich śmierci dowiedzieliśmy się zaledwie kilka lat temu. Dopiero teraz, w ubiegłą niedzielę, ich prochy w symbolicznej garstce ziemi z cmentarza wojennego w Miednoje wróciły do domu.
W grudniu 1939 w obozie w Ostaszkowie władze radzieckie więziły 6364 jeńców polskich, głównie oficerów, podoficerów i szeregowych policji. Ich straszny los został przesądzony wiosną 1940 roku, kiedy Stalin ze swoimi poplecznikami zgodził się na rozstrzelanie wszystkich. Sporządzono 64 listy śmierci, widniało na nich 6263 nazwiska. Przewieziono jeńców do Kalinina, dzisiejszego Tweru. - Przebieg egzekucji był następujący - wspomina historyk Leszek Nawrocki - w jednym z pomieszczeń piwnicznych gmachu Kalińskiego Zarządu Obwodowego NKWD sprawdzano personalia skazanego, następnie skuwano go i przeprowadzano do celi śmierci o drzwiach obitych wojłokową wykładziną, tłumiącą odgłosy strzałów. Tu ofiara była natychmiast zabijana strzałem w tył głowy.
Zwłoki przewożono samochodami ciężarowymi do pobliskiego Miednoje. Tu już czekały na nie wielkie doły wykopane przy pomocy specjalnie sprowadzonej z Mokswy koparki. Jedna jama była w stanie pomieścić ciała 250 ofiar. Rzezi uniknęło zaledwie 112 jeńców Ostaszkowa, przetransportowanych do obozu w Juchnowie.
Przez prawie pół wieku prawda o morderstwie polskich policjantów była skrywana tak przez władze sowieckie, jak i PRL-owskie. Dopiero w sierpniu 1991 roku dokonano pierwszej sondażowej ekshumacji jednego masowego grobu, a w latach 1994-95 odkryto wszystkie pozostałe groby w Miednoje. 2 września 2000 roku dobyło się tutaj uroczyste otwarcie i poświęcenie polskiego cmentarza wojennego.
Sprowadzenia ziemi z prochami policjantów z Miednoje do Polski podjęło się Stowarzyszenie Rodzina Policyjna. Z jego inicjatywy został powołany Społeczny Komitet Przekazania Ziemi z Prochami Policjantów z Polskiego Cmentarza Wojennego w Miednoje, na czele którego stanął Juliusz Dworakowski z sochaczewskiej komendy. 17 września, w 67. rocznicę napaści sowietów na Polskę, na cmentarzu wojennym w Trojanowie odbyła się niezwykle podniosła i wzruszająca uroczystość przekazania krwawej ziemi. Wzięli w niej udział funkcjonariusze z Sochaczewa i Komendy Głównej Policji, żołnierze jednostki wojskowej z Bielic z dowódcą Mirosławem Grzybowskim, sochaczewskie władze miejskie, gminne i powiatowe. Składanie przez delegacje wieńców w hołdzie pomordowanym zainicjował wicewojewoda Cezary Pomarański. Za ofiary wojny modlili się wspólnie z zebranymi dziekan Jan Kaczmarczyk i proboszczowie Piotr Żądło oraz Kazimierz Wojtczak, który dokonał poświecenia urny z prochami.
Monika Figut
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze