Reklama

Rajd do Trok - dzień 6

Klub Maratończyka Aktywni
30/05/2013 21:46
Pobudka w szatni sali gimnastyczne tutejszego Domu Kultury dość wcześnie bo o 9.00 start w półmaratonie a musimy jeszcze nasze tobołki na rowery spakować. Nastroje przed biegiem dość bojowe, jak na dystans który za nami. Parkujemy nasze pojazdy blisko strefy startu u pani na podwórku z którą porozumiewamy się po polsku, ubranka startowe i wbijamy się w tłum biegaczy oczekujących na start. Pogoda zapowiada się ciekawie ale w przeddzień poznaliśmy profil trasy i optymizmem nie napawał, teren pagórkowaty nie pozwoli wykręcić życiówek. Po sygnale startu czołówka wraz z Krzyśkiem wystrzeliła do przodu by po 200m zmierzyć się z pierwszym podbiegiem wyłożonym kamieniami, już wtedy wyklarowała się czołówka biegu. Trasa miała 4 pętle, przebiegała przez starą część miasta Troki a trudy biegu niewątpliwie umilał widok jeziora z zamkiem na wyspie. Punkty odświeżania co 2,5 km woda, izotonic i banan, czas mija przyjemnie i sporo rodaków na trasie. Pierwszy z rodaków to oczywiście Krzysztof plasując się na 15 pozycji z czasem gorszym od życiówki tylko o 3min, Damian 1.51, Kuba 1,53, Artur 2,20. Zgrzani po biegu wskakujemy do jeziora by się trochę ostudzić bo za godzinę czeka nas kolejna rywalizacja na dystansie 5km w Nordic Walking. Nie wiem czy poziom był niski czy my nasz zespół taki mocny ale zajęliśmy 1,2,3 i 5 miejsce. Po kijkach znowu odświeżanie w jeziorze bo planujemy jak najszybciej wybrać się w drogę powrotną. Przebieranie, pakowanie, zakupy, posiłek i do domciu. Ale nie dla wszystkich był pisany taki scenariusz, pierwszy podjazd i po raz drugi w tej wyprawie łańcuch w Damiana rowerze zaprzestał współpracy. Szybka decyzja (szczęście w nieszczęściu), nie było czasu na zastanawianie się gdzie naprawiać, po paru minutach Damian z rowerem siedział już w autokarze z biegaczami z Giżycka i Wydmin (Wydminy to największa wieś w Polsce działająca w klubie Biegam Bo Lubię, połowa wsi to biegacze). Nie wiem już kto komu bardziej zazdrościł sytuacji w jakiej się znalazł. Po chwili ruszamy w drogę, aha jeszcze tylko Kuba list musi napisać, gdzie skrzynka na listy, jest, czekamy. Ruszamy ok 17-tej, droga mija zdecydowanie, o przebiegniętych przed paroma godzinami kilometrach już się nie myśli, chcemy tylko dotrzeć przed zmrokiem do najbliższego miasteczka Alytus odległego o ponad 70km, żeby znaleźć miejsce na rozbicie namiotu. Rzeczywistość okazała się odmienna od naszych planów, miasto przywitało nas burzą i piorunami i w ostatniej chwili zdążyliśmy schronić się pod tarasem nieczynnego baru nad samym brzegiem Niemna. I tak między stołami i krzesłami przy niesamowitej ulewie zakończył się nasz aktywnie spędzony dzień...
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama