„W dom się nie bawiłem za często. Może szkoda, bo lepiej potrafiłbym myć naczynia i odkurzać...” – Wywiad z Robertem Biedroniem.
Witam! Zacznijmy trochę nietypowo, a mianowicie od ratowania życia innych. Od 15 lat jesteś honorowym dawcą krwi – skąd pomysł na ten typ pomocy innym? Oddanie krwi nic nas tak naprawdę nie kosztuje, a jednak wiele osób nie chce tego robić…Bo nikt ich tego nie uczy. Honorowe krwiodawstwo, pomoc w domu opieki, wolontariat w organizacji pozarządowej to nawyki, które nabywamy w toku socjalizacji. Jeżeli rodzice nie angażowali się w bezinteresowną pomoc innym, a swój wolny czas spędzali głównie przed telewizorem, to w jaki sposób ich dzieci mają zdobyć inne nawyki? Jesteśmy społeczeństwem nieuczestniczącym. Mamy najmniejszy po Albanii odsetek osób angażujących się w wolontariat w Europie. Nasi politycy wielokrotnie podkreślali swoją niechęć do społeczeństwa obywatelskiego, bez którego, jak powiedział jeden z braci Kaczyńskich, możemy sobie poradzić. Otóż nie możemy. Dzisiejszy świat to społeczeństwo solidarności międzyludzkiej. Wszyscy płyniemy w tej samej łódce i gdy innym dzieje się krzywda, nam, wcześniej czy później też może się coś przytrafić. A wtedy, jeśli zignorujemy solidarność społeczną, nie będzie nikogo, kto będzie mógł nam pomóc.
W jednym z wywiadów wspominałeś coś o kontrowersyjnym podejściu niektórych ludzi do sprawy pobierania krwi od mężczyzn homoseksualnych. Strach przed nieznanym powoduje, że nawet racjonalne i naukowe wieści nie są w stanie do nich dotrzeć. Jak myślisz skąd się to bierze? Odpowiedziałeś już na to pytanie – to strach przed nieznanym, innym. Niedawno były premier Jarosław Kaczyński podawał jako przykład zacofanego kraju Gabon. Pewnie ten kraj położony w Afryce kojarzył mu się z zacofaniem i biedą. Taki jest przecież często stereotyp krajów czarnego kontynentu. Okazało się jednak, że Gabon to dość bogaty kraj, z dochodem podobnym do naszego. Kaczyński posłużył się, więc stereotypem a nie racjonalną wiedzą. Warto więc weryfikować swoje stereotypy i uprzedzenia. Warto poznać geja, Roma, czarnoskórego, feministkę, by nie powielać głupich przesądów.
Kampania Przeciw Homofobii działa już od 8 lat. Jakie były wasze najważniejsze osiągnięcia w tym czasie?
Najważniejszym osiągnięciem jest z pewnością rozpoczęcie debaty nad obecnością osób homoseksualnych w polskim społeczeństwie. Do niedawna temat ten był przemilczany. Udawano, że gejów i lesbijek po prostu nie ma. Dzięki KPH udało się wprowadzić ten temat do przestrzeni publicznej i rozpocząć debatę nad poważnym problemem nietolerancji i dyskryminacji dwóch milionów gejów i lesbijek w Polsce. Pomogły w tym nie tylko marsze i parady, ale także np. kampanie społeczne, w tym słynna akcja „Niech Nas Zobaczą”.
Myślisz, że kiedyś nadejdzie taki czas, iż tego typu kampanie nie będą już w ogóle potrzebne, czy traktujesz to raczej jako utopijną mrzonkę?
Jestem przekonany, że pewnego dnia przestaniemy jako społeczeństwo dyskryminować ludzi tylko dlatego, że są homo- czy biseksualni. Nie ma, bowiem żadnych powodów by prześladować kogokolwiek z powodu jego czy jej orientacji seksualnej. Kluczem do rozwiązania tego problemu jest oczywiście edukacja społeczeństwa. Im więcej będziemy wiedzieli o homoseksualności, im więcej gejów i lesbijek poznamy – tym mniej homofobii.
Jesteś wymienianym wśród autorów w pięciu publikacjach książkowych i czterech naukowych - są one powiązane tematem orientacji seksualnej na różnych płaszczyznach naszego życia. Ciekawi mnie, czy sam wychodziłeś z inicjatywą współpracy, a może posiadasz już pozycje eksperta w polskim środowisku? Masz obecnie jakieś nowe propozycje współpracy w tego typu wydawnictwach?
Różnie to bywa. Czasami jest to moja inicjatywa, czasami redakcje same proszą o napisanie tekstu. Ubolewam, że w Polsce tak mało jest prac na temat homoseksualności. Dla przykładu, nadal nie dorobiliśmy się historyków, którzy badaliby historię osób LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transsgenderowych). Mało jest prawników, politologów, socjologów, pedagogów specjalizujących się w tej tematyce. Oczywiście, ciągle dostaje nowe propozycje tekstów. Sam również piszę kilka tekstów, które w najbliższym czasie się ukażą.
A skąd u Ciebie zainteresowanie polityką? Wątpię, byś od małego zamiast bawić się w dom, wyobrażał sobie, że występujesz na sejmowej mównicy?
W dom się nie bawiłem za często. Może szkoda, bo lepiej potrafiłbym myć naczynia i odkurzać. W polityka też nigdy nie bawiłem się, gdy byłem dzieckiem. Dla dziecka polityka jest zbyt duża abstrakcją. Marzyłem by zostać strażakiem, potem marynarzem, a na koniec archeologiem. Wybrałem jednak politologię, bo rozwiązywanie problemów społecznych stało się moją pasją już w szkole średniej. Angażowałem się w inicjatywy społeczne. Miałem poczucie, że udaje mi się coś zmieniać. Politologia była, więc idealną szansą na usprawnienie mojej pasji zmieniania świata na lepszy.
W 2005 było dość głośno na temat Twojej sprawy sądowej - gdybyś wiedział wtedy, że tak się to skończy, zrobiłbyś to samo? Nie sądzisz, że zareagowałeś trochę zbyt ostro na słowa Doroty Eses? Jako osoba po studiach politologicznych mogłeś się spodziewać takiego obrotu sprawy...
W polskim dyskursie publicznym szczególną wrażliwością darzymy wszelkie wypowiedzi krytyczne wobec katolickości. Chciałbym przypomnieć nie tylko aferę ze bezprawnym skazaniem mnie za obrazę katolików (sąd później mnie uniewinnił), ale także sprawę Nieznalskiej czy prof. Środy, która słusznie stwierdziła w Sztokholmie, iż katolicyzm odpowiada w pewnym stopniu za przemoc wobec kobiet. Media z oburzeniem przyjmują wszelką krytykę patologii panujących wśród katolików tolerując jednocześnie sprzedaż antysemickich publikacji, nawoływanie do gazowania gejów i lesbijek, czy przemoc panującą w polskich, podobno katolickich rodzinach. Moje słowa były zgodne z prawdą. Są bowiem katolicy, którzy używają języka nienawiści wobec osób homoseksualnych, a język ten przypomina retorykę faszystowską.
Kandydowałeś z listy SLD w wyborach do Sejmu w 2005 roku – nie uzyskałeś jednak mandatu? Poczułeś się wtedy zawiedziony? Nie miałeś wrażenia, że mimo swego zaangażowania w polepszanie ludzkich stosunków nie zdobyłeś sympatii wyborców?
Oczywiście, że nie byłem zawiedzony. Wybory w 2005 roku były dla SLD druzgoczące. Wiadomo było z góry, że będzie bardzo mało mandatów, a osoby startujące z dalszych miejsc nie mają na nie szans. Startowałem w wyborach by przełamać pewne tabu – pokazać, że geje i lesbijki mają swoje postulaty, problemy, które są ważne i potrzebne są osoby, które będą je artykułować w polskim parlamencie. Warto zauważyć, że otrzymałem spore poparcie – udało mi się przeskoczyć osoby, które były wyżej na liście. To pewien kapitał, pewne zaufanie społeczne, które pokazuje, że przyszli kandydaci i kandydatki mają spore szanse na elekcję. Jeśli się nie mylę, od 5 stycznia 2008 roku prowadzisz bloga . Co Cię do tego skłoniło? Czułeś się niedoceniany w innych mediach?
Mój blog stał się miejscem, w którym mogę umieszczać przemyślenia, jakie nie mógłbym umieścić w innych mediach. Media tak bardzo się stabloidyzowały, że nie ma w nich miejsca i czasu na refleksję, pogłębienie tematu. Popularny blog, a myślę, że mój takim jest, daje szansę na głębszą analizę tematu.
Według Nonsensopedii jesteś lepszy niż Chrystus - masz na swoim koncie, co najmniej dwukrotne zmartwychwstanie… Zdradzisz nam jak Ci się to udało?;) Co sobie myślisz czytając takie brednie na temat samego siebie? Boli Cię to?
Nie wierzę w zmartwychwstanie i nic nie wiem o tym bym dwukrotnie to zrobił. W Internecie jest tyle bredni na mój temat, że ich analiza nie ma najmniejszego sensu. W wolnym czasie wole porozmawiać z moim partnerem, niż zastanawiać się nam dwukrotnym zmartwychwstaniem.
Wśród sporej grupy osób króluje pogląd, że masz parcie na szkło, a co za tym idzie ludzie mają Cię po prostu dosyć...
To szkło ma coś takiego jak pilot. Można zawsze zmienić kanał.
Wierzysz w Boga? Jak wygląda twoje podejście do wiary? Wierzysz w sens naszego ziemskiego życia?
Wierzę, że Boga nie ma, podobnie jak nie ma krasnoludków, elfów, diabłów i aniołów. Wszelkie dywagacje wokół istoty Boga są więc bezsensowne. Moim sensem życia jest moje szczęście przy jednoczesnym szczęściu innych osób. Gdy to będzie spełnione, sens mojego życia będzie spełniony. Jak do tej pory całkiem nieźle mi to idzie, bo czuję się człowiekiem szczęśliwym.
Prawie na sam koniec lżejsze pytanie – wiem, że lubisz oglądać japońskie horrory. Zdradzisz nam, co poza tym robisz w wolnym czasie?
Uwielbiam pracować. Nawet na urlopie coś piszę, czytam prace naukowe, itp. Jestem uzależniony od biegania, więc staram się wykorzystać każdą wolną chwilę na poprawę kondycji. Dużo czytam. Kolekcjonuje też monety i figurki maryjne z całego świata.
Na sam koniec chyba dosyć nietypowe pytanie. Czujesz się romantykiem? Ostatnio w kręgach gejowskich jest to dość popularny „trend”...
Niestety nie. Za bardzo racjonalizuje wszystko. To mi trochę przeszkadza, bo czasami warto być szalonym romantykiem. Zwłaszcza w Polsce Konrada Wallenroda i Marii Janion.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze