Ocieram się o zaskakująco chłodny policzek. Wącham jakiś tam dyskretny zapach perfum, a może potu. Słyszę posłane w przestrzeń obok prawego ucha zakłopotane cmoknięcie. Klepię go trzykrotnie po lewej łopatce, jak proszący o litość bokser. Prośba zostaje wysłuchana, ręka przytrzymująca, a może raczej otaczająca moje ramię, cofa się. Już tylko lekkie odepchnięcie się od odchyłu i… po sprawie. Stoję chwiejnie w pionie.
Nie umiem całusków na powitanie – zerkam przepraszająco. Schłodzony policzek piecze. Nagle czuję się trochę zbyt duża, mimo że zajmuję nie więcej miejsca niż przeciętnie powinna polska kobieta. Może nawet trochę mniej. Wymieniamy bezzębne uśmiechy, jak to nieznajomi sobie ludzie. Świadoma konwencji i moich wobec niej obowiązków, rozpoczynam rozmowę o jakimś niczym, o czym on też mógłby się wypowiedzieć. Zdanie po zdaniu, pchamy grząską i błotnistą drogą ten wóz pełen kartofli. Wszystko po to, by całusek, na który nie miałam ochoty, znalazł swoje naturalne przedłużenie w rozmowie, której nie potrafię swobodnie poprowadzić. Nie krępujmy się, przyjacielu.
A teraz wyznam Wam to, jak w konfesjonale. Mimo że ludzie, którzy w ogóle coś o mnie myślą, myślą o mnie jako osobie gadatliwej, ja, uwaga – wcale nie lubię rozmawiać! Rozmowa jest danaidowym wysiłkiem, zalewaniem potokiem słów dziurawej beczki ciszy. Mówić dużo i mądrze, nie do osiągnięcia! Więc plotę, mam gdzieś w głowie mały składzik pełen śmieci. Całe pokłady byle czego, kolekcja zakurzonych głupot, niepotrzebnych anegdotek, nieciekawych ciekawostek. Wyciągam te swoje skarby, prezentuję je z udawaną dumą i zapałem, a słuchacze podziwiają z udawanym zachwytem. Bądź co bądź wdzięczni, że to nie na nich spoczywa ciężar podtrzymywania rozmowy i topienia ciszy.
Albo i nie! Może oni właśnie lubią sobie tak milczeć? Może marzą, żebym się już przymknęła? Buzia na kłódkę, gadatliwa trzpioto! Więc na kłódkę. Nic nie mówię, rozglądam się. Słyszę szum nadpływającej ciszy, śmiało chłodzi mi kostki i moczy buty. Widzę ciemne plamy wspinające się w górę moich spodni. Patrzę na twarze rozmówców, miny mają nietęgie, też już poczuli oślizgłość tej ciszy bez porozumienia. „Bul, bul, bul” bulają zrozpaczeni, bo cisza zalała nas po dziurki w nosie. Rzucam historyjką pozbawioną znaczenia w równym stopniu, co bulanie sobie pod wodą. Uśmiecham się bezzębnie. Na ich twarzach ulga.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Może zamiast "Rozmowa" lepszym tytułem byłoby " Bez przerwy wypełniać te ciszę"Szkoda że ją tak odganiacie.Dopiero w świetle ciszy świat nabiera ostrości. :)
Może zamiast "Rozmowa" lepszym tytułem byłoby " Bez przerwy wypełniać te ciszę"Szkoda że ją tak odganiacie.Dopiero w świetle ciszy świat nabiera ostrości. :)