Dawniej zarówno gawiedź jak i władcę rozbawiał uliczny trefniś lub nadworny błazen, dziś ta rola przypadła satyrykom. Mówi się czasem: „Poznać błazna i bez dzwonka”, co nawet bardziej pasuje do naszych czasów, w których satyryk już nie nosi błazeńskiej czapeczki z dzwonkami na trzech zwisających rogach, jak niegdyś, gdy dźwięk ich miał ostrzegać innych, aby mieli się na baczności, bo właśnie zbliża się wesołek. Być może dlatego właśnie na jubileuszowym „Satyrykonie” w Legnicy, największym polskim festiwalu satyrycznym, wszyscy przybyli tam karykaturzyści i zgrywusy otrzymali czapki Stańczyka bez dzwonków. Jakby dostali przyzwolenie na to, by atakować żartem bez ostrzeżenia, znienacka, a więc w sposób właściwy dla naszych brutalnych czasów. Bo śmiech to potężna broń, a śmieszności boi się nawet najodważniejszy bohater. W tym kontekście pierwszy satyryczny festiwal dla sochaczewskiej młodzieży to impreza bardzo potrzebna, bo kształtująca przyszłe kadry sochaczewian potrafiących tą bronią walczyć z napuszonymi, nie zauważającymi swej śmieszności ważniakami. Sochaczewski Dzień Dobrego Humoru „Socha-Śmiech” odbył się w prima aprilis, co spotęgowało jeszcze ładunek zabawnej energii, gdyż wszyscy poczuli się tego dnia o wiele swobodniejsi. Składał się zaś z przeglądu młodych sochaczewskich szkolnych kabaretów oraz z wystawy pokonkursowej rysunków satyrycznych, których autorami byli młodzi artyści z naszych szkół średnich i gimnazjów. Dla porządku trzeba powiedzieć, że organizatorem był Miejski Ośrodek Kultury w Chodakowie, a kwitnącym i żywym duchem sprawczym Sylwia Zgłobicka, instruktor tegoż MOK. Patronat nad imprezą objęła „Strona burzyńska”, dlatego dziś tak obszerna relacja z tego wydarzenia. Przegląd kabaretów rozpoczęła grupa „Pleciugi” ze Szkoły Podstawowej nr 7 pod kierunkiem pani Edyty Kruczyk, i od razu dowiedzieliśmy się, że związek żurawia z czaplą jest możliwy pod warunkiem, że wezmą sobie na swatkę porywczą żabę, która być może kombinuje słusznie, iż z tego małżeństwa nie będzie potomstwa do wyżywienia, a więc ma szansę na przeżycie. Po nich na scenę wyszli najstarsi kabareciarze, czyli „Rozkurcz” z Zespołu Szkół Ogólnokształcących im. Fryderyka Chopina. W programie Macieja Kwiatkowskiego pod kierunkiem pani Wiesławy Szewczyk, obserwowaliśmy zabawne perypetie młodzieży zakończone zwycięstwem wiedzy nad dresiarzami, gdy jeden z nich wybija sobie dłoń na książce tkwiącej w kieszeni ucznia. Grupa „Psoty” z SP nr 7 pod okiem pani Beaty Oziemblewskiej przekonywała nas, że „Szkoła jest okey” po warunkiem jednak, że nauczyciele są okey i potrafią skakać po ławkach, jak rączy uczniowie, zaś zespół z SP nr 2 (pani Justyna Miziołek) udowodniał, że ważne są wspomnienia, zwłaszcza na starość, gdy możemy pośmiać się z naszych sercowych przygód, bez obawy o to, że coś takiego jeszcze nam się przydarzy. A na koniec „Ananasy z VI klasy” SP nr 3 (pani Dorota Błaszczyk) zostawiły nas w przekonaniu, że gdyby ich kabaretowy „Autobus do Europy” rzeczywiście tam dotarł, jego pasażerowie skutecznie odstraszyliby od nas tubylców. Dziwnie jednak jakoś, że wszyscy na widowni śmiali się i klaskali, jakby nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji. W międzyczasie wręczono również nagrody najzabawniejszym młodym rysownikom, których prace można oglądać nadal w galerii MOK w Chodakowie. Spośród 34 autorów wyróżniono sześcioro. Komisja w składzie: Sylwia Zgłobicka – magister sztuki, Krzysztof Zieliński – artysta rzeźbiarz, laureat przeglądów satyrycznych oraz niżej podpisany, przyznała trzy nagrody: Izabeli Dzięgielewskiej (l.20), Kamilowi Reginowi (l.14) i Angelice Zapaśnik (l.14) oboje z Gimnazjum nr 2 oraz trzy wyróżnienia: Magdalenie Plichcie (LO – ZS CKP), Katarzynie Urbańskiej (ZS RCKU) oraz Kacprowi Zgłobickiemu (l.19). Trzytomową encyklopedię dla młodzieży ufundował przewodniczący Rady Miasta Maciej Małecki. Decyzją jury fundator wręczył laureatce pierwszej nagrody tom pierwszy, laureat nagrody drugiej otrzymał tom drugi, natomiast laureatka trzeciej – trzeci. Sądziliśmy, że taki podział tej nagrody scementuje młode środowisko satyryczne, bo przynajmniej będą zmuszeni wymienić numery telefonów. Ponadto uważaliśmy, że w dobie wąskiej specjalizacji nie należy zbytnio obciążać młodych umysłów, wystarczy jeśli jedni będą oczytani od A do K, inni od L do P, a jeszcze inni od R do Z. Zwycięzcy otrzymali także od „Strony burzyńskiej” albumy „Stara Baśń” zawierające zabawne zdjęcia oraz rysunki z planu tego filmu. Wszyscy mamy nadzieję, że ten pierwszy primaaprilisowy Dzień Dobrego Humoru wejdzie na stałe do sochaczewskiej tradycji i będzie się rozwijał, mimo że czasem mówi się, iż można umrzeć ze śmiechu, albo że można ze śmiechu pęknąć. Jednak mówi się też, że „śmiech to zdrowie”, co potwierdza fakt, iż największy w naszej historii trefniś, Stańczyk, przeżył w zdrowiu aż 80 lat, co w jego czasach było osiągnięciem nie lada. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze