Od świąt i nowego roku trwa szturmu chorych z objawami grypy na placówki zdrowia. Codziennie zgłaszają się kolejni chorzy.
Medialne doniesienia potwierdzają, że w Polsce wykryto kilkadziesiąt przypadków zachorowań na grypę z wirusem A/H1N1. W naszym mieście na szczęście takich przypadków nie zdiagnozowano, niemniej jednak przełom roku to przepełnione po brzegi przychodnie Podstawowej Opieki Zdrowotnej, w których już często o 7 rano brakowało numerków do internistów. Lekarze POZ-tów zgodnie podkreślają, że liczba chorych w tym okresie zwiększyła się ponad trzykrotnie. Zdenerwowani chorzy odchodzili z kwitkiem.
Podobnie było na wsiach. Na przykład w przychodni w Nowej Suchej, jak mówi jej kierownik Piotr Papierowski, przyjmowano kilkakrotnie więcej chorych niż normalnie, to znaczy 70-80 osób dziennie, a jednego dnia przyjętych zostało 109 pacjentów! To tutaj rekord. - Nie chciałbym jednak mówić o epidemii grypy, bo większość przypadków to mocne przeziębienia i stany grypopochodne dodaje lekarz.
Święta w poczekalni
Fala zachorowań ruszyła w okresie świątecznym, kiedy to przychodnie nie pracowały, a nawet w dni robocze wszystkich przyjąć nie były w stanie. Ludzie radzili sobie różnie - jedni leczyli się prywatnie, inni, a tych była większość, przyjeżdżali do szpitala. Przewidując, że w przychodniach ich nie przyjmą, czekali do 18.00 i przyjeżdżali do szpitala. Na SOR albo nocną i świąteczną opiekę zdrowotną. Tu dwójka dyżurujących lekarzy przyjmowała tłumy. W dni wolne od pracy z ich porad korzystało dziennie ponad 200 pacjentów, z czego połowę stanowiły dzieci.
Jak powiedziała nam Wiesława Załuska, wicedyrektor i naczelna pielęgniarka szpitala, badania, jakim poddawano pacjentów, nie potwierdzały wirusów grypy a tym bardziej wirusa A/H1N1. Wynika z tego, że były to i są zachorowania grypopodobne albo pogrypowe powikłania, czyli mocne przeziębienia lub ostre infekcje górnych dróg oddechowych. - Dlatego nie możemy powiedzieć, że wszystkie te osoby, które się do nas w tym okresie zgłosiły, miały grypę - dodaje Wiesława Załuska.
Z kolei jak usłyszeliśmy od ordynator interny dr Elżbiety Piaseckiej-Krysiak, na jej oddziale nie widać jakiegoś nadzwyczajnego obłożenia. Owszem, jest nieco więcej zachorowań, ale zdaniem pani doktor nie odbiega to od zimowej normy. Wygląda więc na to, że cały szturm na szpital przyjął oddział ratunkowy oraz nocna i świąteczna opieka zdrowotna. Hospitalizowanie przeziębień czy zapaleń dróg oddechowych nie jest konieczne. Wystarczy leczenie domowe.
Nawałnica na dziecięcym
Zupełnie inaczej było na oddziale dziecięcym. - Koniec roku to była istna nawałnica - powiedziała nam ordynator Elżbieta Matuszewska-Woźnica. - Mieliśmy na oddziale 160 pacjentów. Oczywiście nie jednocześnie, ale i tak trzeba było dostawiać dodatkowe łóżka z innych oddziałów. Część młodych pacjentów po kilku dniach lub tygodniach znowu do nas wracała. Niestety chorowali też nasi lekarze, ja również, ale nie mogłam pójść na zwolnienie, bo każda para rąk była potrzebna. Jednak na pewno nie miałam grypy, bo jestem przeciw niej zaszczepiona.
Jak mówi pani ordynator, bez ambulatoryjnych badań grypę można rozpoznać także po objawach. A więc po bardzo wysokiej, długo utrzymującej się, czasami nawet tydzień, gorączce, stałej niemocy ogólnej, która skłania głównie do leżenia w łóżku, bólu głowy, gardła. Bywają też objawy nieżytów jelitowych, aż do mdłości włącznie. Grypa wywoływać może też powikłania w postaci zapalenia płuc czy oskrzeli, albo niewydolności krążenia, co jest już stanem zagrożenia życia i tacy pacjenci niejednokrotnie trafiali na oddział intensywnej terapii.
- Takie wzmożone ilościowo zachorowania - mówi doktor Matuszewska-Woźnica - charakterystyczne są dla okresów dużych wahań temperatury, co miało właśnie miejsce pod koniec roku. Jest zimno i nagle robi się ciepło lub odwrotnie. To prowokuje uaktywnianie się wirusów. A trzeba wiedzieć, że na wirusy nie ma jeszcze skutecznego leku. My jedynie wspieramy organizm, aby sam walczył i żeby zmniejszyć dolegliwości.
Lepiej zapobiegać
Skuteczną metodą profilaktyczną są szczepienia. Niestety, jak wykazują statystyki, w Polsce szczepi się zaledwie ok. 9 proc. ludności, podczas gdy na przykład w Stanach Zjednoczonych aż 90 proc. Inna sprawa, że w bogatych krajach państwo wspiera te szczepienia. Również firmy fundują je swoim pracownikom. U nas trzeba za nie zapłacić. A jeśli weźmie się pod uwagę kilkunastoosobową rodzinę, to suma robi się dla wielu niebagatelna.
Ale zapobiegać, jak radzi ordynator Matuszewska-Woźnica, można w prosty i tańszy sposób. Znaczenie wspomagające mają wszystkie środki rozgrzewające i pobudzające krążenie. Zaleca też w takich sytuacjach pozostanie w domu, mimo że u nas ciągle jeszcze pracownika traktuje się jak robota i każde zwolnienie jest źle postrzegane. Natomiast organizm osłabiony, zestresowany, gorzej się broni, więc kilka dni odpoczynku w łóżku często daje więcej niż branie mocnych leków. Niezwykle ważne jest również właściwe nawadnianie organizmu, choćby herbatkami ziołowymi albo rozpuszczonym w ciepłej,(ale nie gorącej) wodzie miodem, który też ma działanie przeciwwirusowe. Płynów powinniśmy spożywać dużo. Dwa litry na dobę to bezwzględne minimum.
Inna sprawa to ciepłe kąpiele, bo ciągle jeszcze pokutuje u nas pogląd, że chorego się nie kąpie. Natomiast ciepła krótka kąpiel powoduje pobudzenie krążenia, rozgrzanie skóry i poprawę samopoczucia. A przecież we krwi krążą komórki odpornościowe, które przez pobudzone naczynia dotrą tam, gdzie potrzeba. Pani doktor poleca również stary sposób stawiania baniek, jednak tylko na początku infekcji, aby wzbudzić odporność organizmu.
Solidarność pacjentów
Zwiększona ilość zachorowań w naturalny sposób przełożyła się również na nasze apteki. Kulminacja nastąpiła w okresie świąteczno - noworocznym, gdy dyżurowały tylko nieliczne.
W aptece Serduszko przy ul. 600-lecia całe dnie były tłumy. Do tego stopnia, że czasem brakowało leków i pacjenci odchodzili z kwitkiem. Ale było tak głównie dlatego - mówi magister farmacji Jolanta Chmielak- ponieważ w święta hurtownie były zamknięte i nie było dostaw. W tym okresie przewijało się przez naszą aptekę kilkaset osób dziennie, to kilkakrotnie więcej niż zwykle. Kolejka była ogromna, ale okazuje się, że w sytuacji zagrożeń nasz naród potrafi się mobilizować. Nie było więc kłótni, a przeciwnie - bardzo sobie wszyscy nawzajem pomagali. Ustępowali miejsca na tych kilku krzesełkach, które mamy, wspierali się psychicznie. Mimo że byłam bardzo zmęczona, było mi przyjemnie - nie tak jak na co dzień, gdy ludzie wykłócają się o głupstwa. Zaś w tej trudnej dla wszystkich sytuacji sochaczewianie naprawdę wykazali się dużą solidarnością. Dziękowali nam, że jesteśmy, a nawet dzielili się lekami, których zaczynało brakować. Wykupywali tylko część recepty, żeby dla innych starczyło. To było budujące przeżycie.
Sławomir Burzyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze