Kilka tysięcy metrów kwadratowych objętych pożarem, straty sięgające milionów złotych, na szczęście bez ofiar w ludziach – to bilans dwóch pożarów, do jakich doszło w miniony wtorek. Sochaczew noc z 7/8 kwietnia zapamięta na długo.
Pierwszy pożar wybuchł ok. 21.00 w starym młynie przy ul.Staszica i gdyby nie to, że za godzinę zapłonął Chodaków, byłoby to wydarzenie numer jeden w mieście. Niektórzy nawet twierdzą, że byłą kaszarnię, jak ją nazywają starsi mieszkańcy, podpalono specjalnie, żeby odwrócić uwagę od Chemitexu.
To tam bowiem ok. 22.00 rozpętało się prawdziwe piekło. Paliły się hale i składowisko farb, lakierów i rozpuszczalników zgromadzonych na powierzchni około 5 tys. mkw. Co chwilę wybuchały ogromne puszki z farbą, nad Chodakowem unosiły się opary łatwopalnych substancji, a łunę pożaru widać było z okien wyższych kondygnacji bloków na osiedlu Polna w Sochaczewie.
O zasięgu pożaru i jego niebezpieczeństwie może świadczyć fakt, że powołano specjalny sztab, na którego czele stał zastępca komendanta mazowieckiego straży pożarnej oraz oficerowie naszej jednostki. Jak powiedział nam rzecznik KPPSP mł. bryg. Mirosław Gorzki, w gaszeniu pożaru i zabezpieczaniu terenu uczestniczyły 23 jednostki Państwowej Straży Pożarnej i tyle samo oddziałów Ochotniczych Straży Pożarnych – łącznie 150 strażaków. Niebezpieczeństwo wynikające z rodzaju palących się substancji oraz bliskości innych zabudowań, w tym rozlewni gazu było ogromne. Strażacy pracowali w maskach, sprowadzono specjalistyczny samochód z Warszawy, który miał ocenić stan zatrucia chemicznego. Pomiary okazały się korzystne dla mieszkańców, nie było skażenia zagrażającego zdrowiu.
Na teren Chemitexu przybyły jednostki nie tylko z powiatu, ale z całego województwa. Z ogniem walczyły całą noc i do południa następnego dnia, kiedy to dogaszano pogorzelisko. Mł. bryg. Mirosław Gorzki twierdzi, że w wyniku pożaru spaleniu uległa hala o pow. ok. 1000 mkw. wraz z wyposażeniem, 500-metorwa hala z częścią biurowo-socjalną oraz specjalną maszyną do belowania makulatury, a także składowisko farb i lakierów zlokalizowane na otwartej przestrzeni ok. 4 tys. mkw. Właściciel firmy Eko-Serwis, do której należały budynki oraz składowisko, ocenił straty na 1.150.000 zł, zaś wartość uratowanego mienia to około 7 mln zł.
Rzecznik Mirosław Gorzki powiedział nam, że na podkreślenie zasługuje bardzo dobra współpraca straży z policją, która zabezpieczała teren pożaru oraz z pogotowiem, którego karetka cały czas czuwała na miejscu. Wysoko ocenił działanie służb burmistrz Czubacki, który na konferencji prasowej w czwartek dziękował za skuteczną akcję.
A przecież nie był to jedyny tej nocy pożar. Sztab kryzysowy musiał prowadzić działania w dwóch miejscach. Strażacy przemieszczali się w zależności od potrzeb z Chemitexu na ul. Staszica. W starym młynie palił się dach, a część konstrukcji stropu runęła do środka budynku. W akcji użyto zakupiony niedawno podnośnik, który w tym wypadku świetnie zdał egzamin. Z resztek poszycia dachu przez kilka dni unosił się dym, ale Mirosław Gorzki powiedział nam, że wprowadzenie strażaków do środka, aby tlące się elementy przelać wodą, było zbyt ryzykowne i mogłoby narazić ludzi na niebezpieczeństwo. Dlatego rzecznik przestrzega także osoby postronne, poszukiwaczy złomu czy innych materiałów, przed wchodzeniem do środka budynku, bo może to grozić śmiercią.
W obydwu przypadkach istnieje poważne podejrzenie podpaleń, w związku z tym policja prowadzi dochodzenie. „W czwartek, 9 kwietnia pogorzeliska badał biegły – powiedziała nam prokurator rejonowa Beata Sobieraj – Skonieczna. – Po oględzinach obu terenów wykluczył on samozapalenie oraz awarię instalacji elektrycznej”. Bardzo prawdopodobna wydaje się więc hipoteza o podpaleniu, przy czym prokuratura nie wiąże w tej chwili tych dwóch zdarzeń, nie ma bowiem dowodów na to, że podpaleń dokonali ci sami sprawcy.
W przypadku Chemitexu, nasuwają się dodatkowe pytania, czy hala oraz składowisko z chemikaliami były właściwie zabezpieczone i czy dochowano szczególnej staranności przy przechowywaniu tego typu materiałów. Na całej sprawy musimy jednak jeszcze poczekać.
Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze