Wiele osób pytało mnie ostatnio, dlaczego tak promuję historycznie w Sochaczewie Sanktuarium w Miedniewicach. Sama miejscowość przecież położona jest bliżej Żyrardowa, niż Sochaczewa. Nie jest położona ani w powiecie sochaczewskim, ani nawet tamtejsza parafia nie stanowi część składową dekanatu sochaczewskiego. To prawda. Ale przez wieki miejscowość związana była z Sochaczewem. Znajdowała się na obszarze historycznym ziemi sochaczewskiej, wchodziła w skład powiatu sochaczewskiego, a do wybuchu II wojny światowej należała do dekanatu sochaczewskiego. Tradycja pieszych pielgrzymek z Sochaczewa do Miedniewic jest również długa. W tym roku z Sochaczewa do Miedniewic wyruszyło blisko 170 osób. Znacznie więcej niż w ubiegłym roku, kiedy liczba pielgrzymów wyruszająca z Sochaczewa wynosiła zaledwie 90 osób.
Cieszy nie tylko liczba pielgrzymów, ale i to, że większość stanowili ludzie młodzi. Motywacje do pielgrzymowania są różne, szczególnie u młodych osób, co można było zauważyć. Oprócz pobudek religijnych, niektórzy pieszą wędrówkę traktowali jako sprawdzenie swoich możliwości fizycznych, ktoś jeszcze inny jako spotkanie towarzyskie, sposób wyrwania się z domowych pieleszy i możliwość przebywania w towarzystwie wybranki, czy wybranka serca.
Choć pogoda była deszczowa, to chyba nikt nie narzekał. Na mnie osobiście pozytywne wrażenie zrobił kapłan prowadzący modlitwy. Tej ostatniej nie brakowało. Ks. Tomasz głosił swoje konferencje w sposób interesujący do uczestników. Dla mnie osobiście głoszone przez ks. Tomasza słowa były najlepsze od wielu lat. Więcej było modlitwy, a mniej niż w ubiegłych latach śpiewów, typu „Szła dzieweczka do laseczka”. W pielgrzymce nie mogło również zabraknąć ks. Andrzeja, który pielgrzymuje w niej „od niepamiętnych czasów”.
Przy parafii w Kurdwanowie, podczas godzinnego odpoczynku, pielgrzymi zgodnie z wieloletnią tradycją zostali ugoszczeni przez miejscowych parafian. Pod wodzą miejscowego proboszcza ks. Jacka Warzechy, z pochodzenia sochaczewianina, parafianie przygotowali pyszne ciasta wszelakiego rodzaju i równie dobre napoje. Dla każdego starczyło.
Po dotarciu do Miedniewic pielgrzymi zostali przywitani przez miejscowych franciszkanów. 1 i 2 sierpnia do Miedniewic dotarły piesze pielgrzymki oprócz z Sochaczewa, m.in. z Błonia, Żyrardowa, Łowicza, Skierniewic, Mszczonowa. Po przybyciu na miejsce pielgrzymi mogli uczestniczyć w Mszy św. za ojczyznę odprawianej przez biskupa łowickiego ks. Józefa Zawitkowskiego. Homilia głównego celebransa nawiązywała do rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, nie mogło również zabraknąć nawiązań do aktualnych wydarzeń. Było m.in. o „tęczy rozpusty na Placu Zbawiciela przed kościołem Zbawiciela w Warszawie”. Podobnych odniesień do aktualnej sytuacji nie zabrakło również podczas homilii na sumie odpustowej 2 sierpnia, którą wygłosił były gwardian Miedniewic o. Waldemar Ulanowicz. Homilia podobała mi się, bo była wygłoszona językiem zrozumiałym, bez żadnych zawiłości teologicznych i niedopowiedzeń. Zebrani mogli wysłuchać emocjonującego wręcz wystąpienia, a w nim było i o „manifestacjach sodomitów w Warszawie”, o tym, że współczesna „szkoła demoralizuje”, o lewicowych nauczycielach, którzy są jak „kameleony”, było i „brutalnej walce z Kościołem”. Oberwało się również samym chrześcijanom w stwierdzeniu, że „zagrożeniem dla Kościoła są nie wojujący ateiści, ale lękliwi, letni chrześcijanie”.
Jeszcze 1 sierpnia wierni o godz. 20 mogli uczestniczyć w dróżkach maryjnych, a o 22 w spektaklu o św. Maksymilianie. Wreszcie o 24 kolejna Msza święta i całonocne czuwanie. Natomiast o 9 rano 2 sierpnia sochaczewscy pielgrzymi, ci piesi i ci „samochodowi” uczestniczyli w Mszy świętej w ich intencji. Uczestniczyli w niej kapłani, którzy przybyli pieszo z Sochaczewa, jak również zawsze obecny proboszcz sochaczewski ks. kan. Piotr Żądło i proboszcz boryszewski ks. Mirosław Jacek Skrobisz. Po sumie o godz. 12 uroczystości się zakończyły i o 15 pielgrzymi wyruszli w drogę powrotną. Niemiłosierny upał zdziesiątkował sochaczewskich pielgrzymów. Tych, którzy zdecydowali się wyruszyć pieszo w drogę powrotną do Sochaczewa było zaledwie 50. Do swego rodzinnego grodu dotarli przed godziną 22.
Po drodze w Orłowie, podczas odpoczynku czekała na wszystkich słodka niespodzianka. Były nią pełne kartony słodkich pysznych bajaderek i owoców. Słodkości, jak ktoś powiedział, były ofiarowane przez firmę cukierniczą Państwa Jeznachów, a owoce zapewne przez miejscowych gospodarzy. Dziękujemy i życzymy powodzenia w słodkim interesieJ.
Do zobaczenia miejmy nadzieję za rok. Mówię miejmy nadzieję, bo jak mówi poeta „pewność nie pewna”. W tym roku po raz drugi nie było już ś.p. Pana Stanisława (jak sam mówił był 40 razy na pielgrzymce), z kolei zdrowie, a właściwie jego brak, uniemożliwił w pielgrzymowaniu pieszo Panu Zbyszkowi, nie było również wielu innych, starszych już osób. Następuje zmiana pokoleniowa. Tak to już jest. Tylko politycy są wieczni – Oleksy, Pawlak, Tusk, Miller. Czy nowe wybory samorządowe i parlamentalne będą powiewem nowego i uczciwszego. Może? Choć ja w to niestety już nie wierzę. Ale zobaczymy. Miejmy nadzieję.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze