W sobotę, 25 października w Miejskim Ośrodku Kultury w Sochaczewie
przy ul. Żeromskiego 8 odbył się VI Przegląd Piosenki Młodzieżowej
VENA’2008. Sześć zespołów i trzech solistów w dwóch odrębnych kategoriach
walczyło o miano najlepszego wykonawcy przeglądu. Wieczorem nagrodą dla
wszystkich były dwa koncerty warszawskich grup KABANOS i CARNAL.
Przegląd organizowany został pod patronatem burmistrza Sochaczewa Bogumiła
Czubackiego (fundatora Grand Prix w kategorii „zespół”) i przewodniczącej
Rady Miasta Danuty Radzanowskiej (fundatora Grand Prix w kategorii
„solista”). Jego celem jest prezentacja umiejętności artystycznych młodych
zespołów i solistów oraz twórczej konfrontacji ich dotychczasowych osiągnięć
i z realnymi umiejętnościami.
Występy:
Zadaniem muzyków biorących udział w tegorocznych zmaganiach było
przygotowanie dwóch kilkuminutowych utworów muzycznych. W składzie jury
zasiedli: Artur Komorowski (przewodniczący), Marta Niemira i Władysław
Komendarek. Wszyscy to sochaczewianie związani z muzyką. Pierwsi na scenie
pokazali się soliści: Karolina Lachowicz, Anna Tomaszewska i Bogusław
Zawierucha. Laureatki wielu konkursów wokalnych zaprezentowały trudny
repertuar polskich artystów. Bogusław Zawierucha swoim występem
zelektryzował publiczność. Wykonał dwa utwory techniką beatbox: używając
krtani, ust i rytmicznych wydechów.
Występujące zespoły prezentowały podobny rodzaj muzyki. Jako pierwszy
wystąpił Efekt Uboczny. Kolejny – UHT – powstały przed tygodniem
zaprezentował granie chaotyczno – psychodeliczne, które nie przypadło do
gustu jury. Bergart - trzech chłopaków, którzy z mocnym gitarowym brzmieniem
wykonali kompozycję „Gdzie jest mój sen, gdzie moje życie”. Overdose
przyjechali z Błonia i wraz ze swoją wokalistką przedstawili ciekawe
muzycznie: „Krzyk” i „Ostatnie tchnienie”. CROWZ z nową wokalistką zagrali
„Cień nadziei ” i „Zrozumieć”. W.A.M.P wykonał 2 utwory w klimacie
„kalifornijskiego funka z domieszką polskich odniesień”. Po koncercie
zespoły mogły zaczerpnąć opinii o swoich występach na spotkaniu z jury.
Wyniki:
W tym roku statuetki VENA’2008 i nagrody pieniężnej w wysokości 800 zł dla
najlepszego zespołu nie przyznano, nie doceniono również starań żadnego z
wokalistów występujących grup. Jury wyróżniło jedynie konkretne elementy
prezentacji dwóch zespołów: CROWZ za kompozycję i formę utworu „Cień
nadziei” oraz W.A.M.P za nowatorskość przekazu. Wyróżniono również
poszczególnych muzyków: Filipa Jędrzejewskiego (W.A.M.P.) jako najlepszego
gitarzystę, najlepszym basistą przeglądu okazał się Marcin Goszczyński
(CROWZ) a Bartłomiej Osiński (CROWZ) zdobył tytuł najlepszego perkusisty.
Grand Prix najlepszego solisty i nagrodę rzeczową zdobył Bogusław
Zawierucha, w którego ręce trafiła również statuetka VENA’2008.
Jak oceniać Venę? Z jednej strony to możliwość zaprezentowania się młodych
artystów. Kinga, wokalistka zespołu Overdose powiedziała: „Granie w zespole
to alternatywa do bezczynnego siedzenia przy piwie – tworzymy muzykę, którą
później można gdzieś pokazać.” Przewodniczący jury, A. Komorowski ripostuje:
„Jeśli chodzi tylko o zabicie czasu a nie o pracowite robienie coraz lepszej
muzyki - nieważne jakiego jej gatunku – to bezcelowe”. W tym roku brak
nagrody dla najlepszego zespołu być może pokazał młodym zespołom, że w dobie
szerokich możliwości techniczno – instrumentalnych nie ma miejsca na
niedopracowanie utworów koncertowych. Czasu na wyciągnięcie wniosków jest
dużo – za rok VENA’2009.
Żaneta Czyżniewska
Pierwszy raz w historii Veny zdarzyło się, aby po części konkursowej
wystąpiły jakieś znane zespoły gościnnie na zakończenie całej imprezy, a do
tego za darmo. Po zespołach startujących w przeglądzie mogliśmy posłuchać
Carnala i supportującego go Kabanosa.
Kabanos
Kabanos jest warszawskim zespołem, którego prowadzenie wiąże się ze sporą
dawką humoru. Przesłanie jest potraktowane ze śmiechem i dużym przymrużeniem
oka. Pod sceną szał, publiczność odkąd załapała humorystyczne podejście
zespołu dala się ponieść emocjom. Chyba nigdy wcześniej nie widzieliście
poga i machania głową, wykrzykiwania tekstu przy „Myj zęby” albo „Zuzia,
lalka nieduża”. Ciężkie brzmienia i (na pierwszy rzut oka) debilizm testów,
lekkie zachowanie się na scenie, odwalanie – ciekawe na pewno oryginalne
połączenie. Skakanie wokalisty w publiczność na falę czy wzięcie „na barana”
gitarzysty – takie i inne ciekawe urozmaicenia występu zaoferował nam
Kabanos.
Po koncercie przeprowadziłem krótki wywiad z wokalistą - Zenkiem Kupatasą:
Dżony: To wasz pierwszy występ w Sochaczewie. Poza tym to pierwsza
Vena, gdzie po części konkursowej zagrały jakieś zaproszone zespoły. Jakie
masz wrażenia? Zenek: Graliśmy już w takich i o wiele mniejszych miejscowościach i
różnych dziwnych miejscach. Tak naprawdę nie jest to miejsce przystosowane
do robienia takich koncertów – nagłośnienie rozłazi się, mało miejsca na
pogowanie czy falę. Natomiast co do odczuć - przyjemnie było. Dżony: A czy było na tyle dobrze, podobało się, że jeszcze może
kiedyś wpadniecie do nas? Zenek: Z pewnością. Absolutnie nie było tak, że zraziliśmy się czy coś.
Było bardzo fajnie, przyjemnie i z pewnością zawitamy do Sochaczewa jeszcze
nie raz jak będzie jakieś miejsce. Wolelibyśmy raczej w jakimś mniejszym
klubie zagrać. Lub w jakimś pubie akustycznie. Myślę, że wtedy byłby klimat
lepszy. Dżony: Co powiesz na temat tekstów, założeń zespołu, tego że jest
„śmiechowy”? Skąd się to wzięło? Zenek: Yyyy… Z głowy. (śmiech) To są po prostu teksty, które kreują
potężną ścianę debilizmu, za którą kryje się jakieś tam przesłanie.
Niektórzy do tego przesłania nie docierają i zatrzymują się na owej ścianie
debilizmu, a niektórzy docierają poza tą ścianę debilizmu i coś tam z tych
tekstów wynoszą. Jest to kwestia indywidualna…. Tylko mi tu nie dawaj
przykładu „Czerwonej musztardy”, bo tam nie ma sensu. (śmiech) Dżony: Jak już to przytoczyłbym jeden z moich ulubionych –
„Ptaszek”. Zenek: A tak, no „Ptaszek”. Tam jest sens, nie powiem. To jest taki
utwór o miłości, o przyjaźni, wszystko poplątane iiiiii… no jest sens. Są
pewne prawdy w tym utworze zawarte. Dżony: Co byś powiedział o sławnym koncercie w Opalenicy, gdzie
głownie dzieci były waszą publicznością? Zenek: To jest jeden z tych przedziwnych koncertów, których się nie
zapomina do końca życia. Było to coś absolutnie egzotycznego, niesamowitego
i wielkiego zarazem. Drugi taki koncert zdarzył się nam wczoraj na weselu,
kiedy to wójt Gminy Leszno i jakiś prezydent czy burmistrz zaczęli tańczyć
przy „Kaszance”, przy „Myj zęby” – coverze Fasolek. To są rzeczy, które nie
zdarzają nam się często. Powodują dużo śmiechu, dużo zabawy i na pewno
szybko nie zapomnimy o tych koncertach. Dżony: Ubolewam nad tym, że wywiad będzie w formie tekstowej i nie
będę mógł przedstawić tego jako audio, żeby pokazać twój unikalny sposób
mówienia. (śmiech) Zenek: To byś musiał tutaj kamerę zainstalować żeby jeszcze moją
ekspresję złapać. (śmiech) Dżony: Naprawdę bardzo miło się rozmawiało, szkoda że tak krótko. Oby
do zobaczenia w Sochaczewie. Zenek: Dzięki.
Carnal
Carnal wchodzi na scenę. Dym, dynamiczne oświetlenie bądź ciemności
towarzyszyły nam przez cały koncert. Zaczęło się od nowego utworu, jeszcze
niewydanego na żadnej płycie. Później najdynamiczniejszy tytułowy
„Undefinable” z ostatniego krążka, po którym usłyszeliśmy carnalową
interpretację „More” z repertuaru „The Sisters of Mercy”. Za jakiś czas
popłynęła muzyka „półballady” „My Salvation”. Cóż, do tej pory nie było
entuzjazmu – tylko kilka osób pod sceną, mało ruchu. Do tego część ludzi
wyszła. Na szczęście od „Curse This Day” sytuacja diametralnie się zmieniła.
Ciągłe poga, machanie głowami, fala, wchodzenie na scenę, skakanie widzów na
ręce stojących pod sceną – taka atmosfera utrzymała się do końca, a doszła
zenitu na ostatnim utworze – „Decadence”. Carnal dał prawdziwie zawodowy
koncert, wszystko było słychać selektywnie, wyraźnie. Nie można się do
niczego przyczepić – jedynie do publiczności w pierwszej połowie, ale to nie
wina zespołu, który i tak dawał z siebie wszystko na przekór statyczności w
początkach koncertu.
Mam nadzieję że Carnal się nie zraził do Sochaczewa i Ci, którzy dali z
siebie wszystko pod sceną zrobili na tyle dobre wrażenie na chłopakach, że
jeszcze odwiedzą nasze miasto, już tym razem z większym entuzjazmem i przy
większym rozreklamowaniu koncertu. W końcu nie jedna osoba pytana czemu nie
była na tak dobrym darmowym koncercie odpowiadała: „A to coś było po samych
przeglądach? Nic o tym nie wiedziałem.” Cóż, tak to jest, oby za rok
informacje przepływały lepiej, a impreza będzie cieszyć się coraz większym
uznaniem i frekwencją.
Komentarze