Reklama

Spółdzielcy nie zapłacą za Wandę A. - zapewnia prezes SML-W Antoni Chełmiński.

Tygodnik Echo Powiatu
24/07/2003 00:00
Podczas ostatniego spotkania delegatów spółdzielni przedstawiona została opinia Związku Rewizyjnego. Dotyczyła ona zgodności z prawem decyzji podjętej dwa tygodnie temu o odwołaniu przewodniczącego rady nadzorczej oraz maksymalnej kwoty kredytu, jaką spółdzielnia może zaciągnąć. Zastanawia jednak, czy ponowne głosowanie nad odwołaniem Roberta Błaszczyka jest zgodne z prawem.


Pismo ze Związku Rewizyjnego wpłynęło do spółdzielni na kilka dni przez walnym zgromadzeniem. Mówi ono jednoznacznie, że został naruszony artykuł 42. Rozpatrzenie tego wniosku nie musiało być umieszczone w porządku obrad, gdyż był on ustalony wcześniej. Jest to opinia prawna, w związku z czym została przekazana przewodniczącemu zebrania do odczytania. Została także odczytana opinia prawna mecenasa spółdzielni o naruszeniu prawa. Głos w tej sprawie zabrał również mecenas z Krajowej Rady Spółdzielczej. W moim odczuciu prawo podczas odwoływania przewodniczącego zostało ewidentnie naruszone.


A co pan sądzi o odwołaniu rady nadzorczej?


Nie chcę się w tej wypowiadać dlatego, że mi nie wypada -to jest mój pracodawca. Mogę tylko powiedzieć, że to, co się stało, jest naruszeniem prawa.


A co z odwołaniem do sądu?


Na pewno zarząd nie złoży go. Jedno jest pewne - brniemy w działania pozaprawne. Jeśli rzeczywiście pójdzie pozew do sądu i powiedzmy po 8 miesiącach - jak powiedział mecenas - sąd wyda wyrok, że było to niezgodne z prawem, wszystkie decyzje rady nadzorczej będą nieważne.
A zresztą i tak we wrześniu miała być wybrana nowa rada. Ci ludzie, którzy teraz zostaną jej członkami, będą w niej pracować tylko przez 1,5 miesiąca. Czy to ma sens? I czy to był sens? Moim zdaniem nie, bo straciliśmy 5 godzin na sama procedurę odwołania, zamiast realizować porządek obrad. W normalnej spółdzielni takie zebranie trwa 9 godzin, a u nas? Najpierw straciliśmy 12 godzin, potem 9, a to jeszcze nie koniec.


W sprawozdaniu zarządu z ubiegłego roku istnieje różnica w kwocie przywłaszczonej przez Wandę A. (331.123 zł, a później ponad 338.000 zł). Skąd się ona wzięła?


Gdyż ta pierwsza suma to kwota na dzień 31 grudnia, natomiast ta druga kwota to przywłaszczenie ujawnione przez biegłą, czyli stan na dzień dzisiejszy.


Kiedy Wanda A. została zwolniona i przez kogo?


Kiedy ja przyszedłem, a było to 16 grudnia, to Wandy A. już nie było. Najprawdopodobniej została zwolniona przez jednego z członków zarządu - albo pana Naguszewskiego albo panią Galińską. Wiem, że została zwolniona dyscyplinarnie. Ja, gdy rozpocząłem tu pracę, zawiadomiłem prokuraturę. Wysłaliśmy Wandzie A. notę obciążeniową. Spółdzielnia uruchamia w tej sprawie procedury sądowe.


Kto zwróci zagarnięte przez Wandę A. pieniądze?


Wanda A. powinna zwrócić kwotę ponad 331.000 zł. W nocie obciążeniowej jest napisane, że w ciągu 14 dni ma oddać tę kwotę. Jeśli nie, to spółdzielnia kieruje tę sprawę do sądu. Ten okres upłynął 17 lipca.


Gdyby ona zwróciła te pieniądze, to ta kwota pokryłaby niedobór w spółdzielni?


Częściowo, gdyż niedobór jest większy. Ale jeśli chodzi o kwotę, którą przywłaszczyła, to Wanda A. musi zwrócić ją w całości. Okradła spółdzielców, to siłą rzeczy musi spółdzielcom zwrócić pieniądze.


Podczas zebrania wiele mówiono o tym, że spółdzielcy wykupywali mieszkania na własność, tymczasem okazało się, że płacili za nie, a de faco nie stawali się właścicielami, gdyż pieniądze, które wpłacili, zagarnęła Wanda A. Czyli, że faktycznie te mieszkania nie były wykupione.


To mówił poprzedni prezes. Nie wiem, skąd on ma takie wiadomości. Nie ustosunkowuję się do tego.


A zatem jak wygląda sprawa własności tych mieszkań? Czyją one są - spółdzielni czy ludzi? Jak to się stało, że nikt nie zauważył takich nadużyć?


Załóżmy, że przychodzi pani do mnie. Ja się nazywam Wanda A. Wpłaca pani 10.000 zł na wykup mieszkania, a ja biorę te pieniądze i zamiast wpłacić je na przekształcenie mieszkania, to księguję na co innego. Różnice występowały w dokumentach. Osoba wpłacająca te pieniądze wiedziała, że ma mieszkanie przekształcone na własnościowe. Niestety, ta kwota nie wpływała na konto spółdzielni. Jednak nie ma to nic wspólnego z tym, że nie jest pani właścicielką mieszkania.


Czyli ci ludzie mogą być spokojni?


Oczywiście. Nie ma takiego zagrożenia.


Nie będą musieli wpłacać jeszcze raz tych pieniędzy?


Ależ skąd.


Wiele mówiono również o firmie Polo Market. Pan zapowiedział, że jeżeli ta firma zgłosi się do pana, to z całą pewnością dostanie odpowiedź odmowną.


Z całą pewnością ich nie będzie. Firma owszem, była u mnie i prosiła o ten pawilon na ul. Pokoju. To jest firma typu Biedronka czy Leader Price ze 100% kapitałem polskim. Siedziba dyrekcji mieści się w Płocku. Firma ma sieć sklepów w wielu miastach Polski.
Na radzie nadzorczej przedstawiłem ofertę tej firmy i mieliśmy ją rozpatrywać, bo była korzystna. W związku z tym, że na zebraniu padła nazwa Polo Market, złożyłem oświadczenie, że póki ja będę prezesem, to ta firma w spółdzielni nie zaistnieje.


Mówił pan o planach na przyszły rok.


Tak. Spółdzielnia posiada grunty na terenie miasta i to w jego centrum. Moim zamysłem jest sprzedanie gruntu w centrum miasta, a za pieniądze ze sprzedaży kupienie terenów na obrzeżach miasta. Można by było pobudować tam domki jednorodzinne. Przykładem odejścia od budownictwa wielorodzinnego jest budynek JW Construction, na który nie ma chętnych.


Jakie tereny chce pan sprzedać?


Sprzedać można np. działkę na ul. Kochanowskiego wielkości 1,5 ha. Przecież wiadomo, że ci, którzy mieszkają w mieście, nie będą chcieli budować domku w centrum miasta.
Anna Kula

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama