Niedawno niejaki FAN pisujący na drugiej stronie „Ziemi” odszczekiwał poprzednią swoją informację o powstającym w naszym mieście pierwszym sex shopie, że niby był to tylko primaaprilisowy żart. Tymczasem, jak się okazuje, są tacy, którzy wzięli to zupełnie serio i jeszcze przed świętami wprowadzili do sprzedaży w swym sklepie towary, które do tej pory można było otrzymać jedynie w wyspecjalizowanych placówkach. Asortyment jest jeszcze ubogi, ale już wzbudził spore zainteresowanie, zwłaszcza wśród licznej grupy sochaczewianek, oczywiście tylko tych, które już wiedzą, do czego rzeczony przyrząd służy. Niestety, w żadnym przypadku nie mogę się tu posłużyć nazwą własną tego, przepraszam za wyrażenie, desygnatu, aby nie było, że świntuszę, choćbym nawet wiedział przez jakie „p” się pisze. Jako się rzekło jednak, kupują go głównie kobiety, twierdząc, że to dla żartu. Bo chcą go pokazać mężowi. Ale jakie to mogą być żarty, skoro jest on, jak uważają panie, nadnaturalnej wielkości. Przecież to może człowieka tylko zestresować. Zwłaszcza, że kupić go można u nas w sklepie z zabawkami dla dzieci. Mało tego, na opakowaniu widnieje napis: „Zabawka powyżej trzech lat”. To jak ma się czuć facet po trzydziestce, który tak dużej zabawki nie ma? Posiadanie tej zabawki w domu ma jednak i dobre strony, bo chociaż małżonkowie mogą mieć wątpliwości, czy nie powinni zameldować owego gmerka (znak rodowy mieszczan w dawnej Polsce) i wówczas narazić się na ludzkie obmowy, że żyją w grzechu, to jednak pan domu może być przy nim spokojny o swoje nazwisko rogowe i dumny, że potomstwo jego też jest na pewno z prawego poroża, przepraszam, oczywiście łoża. Wprowadzenie owego gmerka do asortymentu sklepu z zabawkami dla dzieci jest na pewno odważne, ale zarazem nowatorskie, bowiem sprawi, że już trzyletnie i starsze dziewczynki będą miały szansę posiadać w domu (o rany, co ja piszę!), a nie w Sevres pod Paryżem wzorzec kauczukowy, by potem nie musiały poznawać rzeczy po omacku na prywatkach. Zaś malcy płci męskiej też się czegoś dowiedzą, mianowicie, co ich tak naprawdę czeka w przyszłości. Tak więc placówka owa spełnia, jak się wydaje, bardzo ważną i szlachetną rolę, która zawiera się w znanym haśle: „Bawiąc – uczyć”. Z żalem więc tylko konstatuję, że nie mogę podać państwu jej adresu, bo byłaby to niechybnie kryptoreklama. Co innego, gdyby zamówili oni u nas płatne ogłoszenie. Żeby jednak tak zupełnie nie zostawić państwa w beznadziejnej dezorientacji wyjawię tylko, że sklep ów ma podobną nazwę, jak „część morza oddzielonego od wód otwartych przez rafy koralowe lub piaszczyste mierzeje” (Encyklopedia PWN). Dodatkową zachętą może być też przystępna cena: 3,20 zł za sztukę. Ale za to jaką! Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze