Mimo trudnej sytuacji finansowej, samorząd województwa mazowieckiego wygospodarował 5 mln zł na pomoc strażakom-ochotnikom. Wsparcie otrzyma sześć jednostek ochotniczych straży pożarnych z rejonu powiatu sochaczewskiego.
- Łącznie mazowieckie OSP wzbogaci się o 21 samochodów pożarniczych, łódź płaskodenną, 34 motopompy, 20 zestawów hydraulicznych narzędzi ratowniczych, piły do betonu i stali, agregaty prądotwórcze i zestawy oświetleniowe. Tegorocznym priorytetem było zwiększenie mobilności mazowieckich jednostek strażackich. W pierwszej kolejności brane były pod uwagę wnioski z gmin leżących przy dużych szlakach komunikacyjnych, które wnioskowały o sprzęt ratowniczy. - przekazała nam rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego Marta Milewska.
Sześć OSP
W tym roku do urzędu marszałkowskiego wpłynęło aż 348 wniosków z całego województwa. Wśród nich były wnioski gmin Sochaczew, Teresin, Nowa Sucha, Młodzieszyn oraz Brochów. Ich analizę przeprowadziła specjalnie powołana w tym celu komisja. W jej skład weszli m.in. przedstawiciele Państwowej Straży Pożarnej, specjaliści ds. sprzętu przeciwpożarowego i przedstawiciele samorządu województwa. Zadecydowali, że wsparcie otrzymają OSP Kromnów, OSP Kamion, OSP Nowa Sucha, OSP Mokas, OSP Wyczółki i OSP Szymanów.
Jednostki z Mokasu, Wyczółek i Nowej Suchej otrzymają motopompy. Do Brochowa trafi zestaw narzędzi hydraulicznych. Szymanów wzbogaci się o specjalistyczną piłę do betonu i stali. Z kolei OSP Młodzieszyn zyska samochód pożarniczy.
- To największe wsparcie przyznane dla ochotników na Mazowszu. Koszt pojazdu to około 700 tys. zł. Nie ukrywam, że wybór zwycięskich aplikacji był trudny - powiedział nam radny Sejmiku Województwa Mazowieckiego Mirosław Adam Orliński. - W województwie jest prawie 2 tys. ochotniczych straży. W samym powiecie sochaczewskim mamy ich 42. Łącznie złożone przez nie wioski opiewały na 30 mln zł. Nie było możliwości by pomóc wszystkim.
Nie wszystko naraz
Radny zdaje sobie sprawę z potrzeb OSP. Zdaniem Mirosława Adama Orlińskiego, w obecnej sytuacji samorządu wojewódzkiego, wydatki trzeba racjonalizować. Wiąże się to z zachowaniem pewnych priorytetów.
- Patrząc realnienie na nasz budżet, uznawane za bogate Mazowsze, wcale takie nie jest. Płacimy tzw. janosikowe, mamy cięte wydatki na służbę zdrowia. To wszystko sprawia, że strażacy-ochotnicy muszą czekać w kolejce na pieniądze - mówi. - Ujmując rzecz najprościej, jeśli pojawiają się wolne środki, są one inwestowane raczej w służbę zdrowia, infrastrukturę, niż OSP. Strażakom staramy się pomagać sukcesywnie. Nie stać nas, by zaspokoić ich wszystkie potrzeby za jednym razem.
Z kolei zdaniem wiceprezesa OSP w gminie Teresin oraz prezesa OSP w Skrzelewie Tadeusza Szymańczaka, potrzeby owszem, są, ale członkowie straży starają się korzystać z najróżniejszych form dofinansowania.
- Pochodzą one z różnych źródeł, nie tylko wojewódzkich. Dotyczą zarówno bojowej części naszej działalności, a więc wyjazdów na akcje, ale też remontów i konserwacji należących do nas obiektów - twierdzi. - Strażacy chętnie korzystają ze wsparcia udzielanego dla tzw. małych projektów, opiewających na nie więcej niż 25 tys. zł.
- Piszemy do komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej, ale też do firm prywatnych. Oczywiście nie wszyscy chcą nam pomagać, ale podstawą jest aktywne poszukiwanie dofinansowania - dodaje komendant teresińskiego OSP Dariusz Tartanus.
Ochotnik na etacie
Zdaniem naszych rozmówców, większość OSP ma potrzeby dotyczące sprzętu. Wyposażenie stale się zużywa, a jego wymiana nie może czekać, w przeciwieństwie np. do remontu remizy.
- Dużo zależy od podejścia władz gminnych. Nasz samorząd bardzo nas wspiera. Rada Gminy Teresin jest zawsze nam przychylna - mówi Dariusz Tartanus. - Działając w OSP wie się jednak, że nie w całej Polsce tak to wygląda.
Sprzęt stanowi jedną kwestię. Inna istotna sprawa dotyczy pozyskiwania samych ochotników.
- Widoczny jest regres, któremu aktywnie przeciwdziałamy. Organizujemy np. drużyny młodzieżowe. Staramy się przyciągnąć nowy narybek - twierdzi Tadeusz Szymańczak. - Idzie nam to całkiem dobrze. Połowa członków naszych drużyn zostaje w OSP.
Ochotnicy widzą jednak, że wieś się zmienia. Niewiele ma już wspólnego z tym, co działo się na niej jeszcze 20-30 lat temu. Wiele osób łączy pracę zawodową z prowadzeniem gospodarstwa. Na działanie w OSP brakuje im już czasu.
- Strażak-ochotnik musi się szkolić, zdobyć odpowiednią wiedzę i umiejętności, a w końcu być gotowym na wezwanie. Do akcji wyjeżdża 6 osób. Oznacza to, że do OSP zgłoszonych musi być wielokrotnie więcej członków. Uwzględnić trzeba, że ktoś jest w pracy, inna osoba mogła wyjechać, kolejna zachorować - mówi Tadeusz Szymańczak.
Więcej w najnowszej "Ziemi".
Agnieszka Poryszewska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze