Dziś 444 wydanie „strony burzyńskiej”, co nie w kij dmuchał, bo to w końcu prawie dziewięć długich lat i jeśli przyjąć, że przez ten czas „strona” nie ukazała się przynajmniej kilkanaście lub więcej razy, jest to najstarszy, zaraz po „Ziemi Sochaczewskiej”, lokalny periodyk w naszym mieście. A czwórka to również cyfra znacząca. Już nie wspomnę mickiewiczowskiego czterdzieści i cztery, którego i tak nikt nie rozumie, ale mamy przecież cztery pory roku, cztery strony świata, cztery żywioły, czterech pancernych i sabakę, czterech jeźdźców Apokalipsy, czterech apostołów, trzech króli… o przepraszam! Mówi się, że ktoś jest kuty na cztery nogi, albo, że trzeba go przegnać na cztery wiatry. Na szczęście mamy czterolistną koniczynę, na nieszczęście, cztery deski. A w końcu i tak wychodzi zawsze dupa, czyli cztery litery. Czwórka, to według numerologii symbol trwałości, co daje mi nadzieję na dalsze komunikowanie się z czytelnikiem poprzez tę stronę, czwórka to także „liczba ciała”, którego, jak sądzę, zbyt często nie dawałem. Zauważmy jednak, że jest to wydanie 444, mamy aż trzy czwórki, gdy je dodamy, otrzymamy 12, a po dodaniu tych cyfr – 3, a więc liczbą tego wydania „strony burzyńskiej”, jest naprawdę trójka! Nie chciałbym pleść jednak trzy po trzy, lecz zająć się wreszcie sprawą nie cierpiącą zwłoki… czyli problemem służby zdrowia. Nie wiem czy państwo zauważyli, że w ostatnim zdaniu pojawia się zwrot „nie cierpiącą”, a zaraz po nim „zwłoki”. Bo państwo wiedzą, że lekarze za mało zarabiają? Poważnie! Do tego stopnia, że niektórzy nawet głodują! Ale powiem wam, że to cwane gapy są, bo przecież kto jak kto, ale lekarze najlepiej wiedzą, że głodówki są bardzo korzystne dla zdrowia. Trzeba powiedzieć jednak uczciwie, że nasi, w Sochaczewie, nie głodują. Nawet nie strajkują, co dobrze świadczy o poziomie zamożności społeczeństwa w naszym mieście. Bo popatrzcie na takie Skierniewice. Bogate wojewódzkie miasto słomą kryte, prasowaną oczywiście, a już im się pół szpitala lekarzy zwolniło, bo mają za mało. Ale tam widać naród oszczędny, nawet na własne zdrowie nie szasta. Co się jednak dziwić, skoro protoplastą miasta był niejaki Pieniążek! Kiedyś to było inaczej. Wyrazy wdzięczności w szkle były dostarczane. Pił nie pił, brać musiał. Inaczej by się chory obraził, że doktor nie chce jego zdrowia wypić. Nie wypadało. A jak zabrakło gencjany, można było tym dezynfekować… wątrobę. A ci w Skierniewicach grożą, że będą odchodzić od łóżek pacjentów. Nie wszyscy jednak są tacy. Nie słyszałem na przykład, żeby zapowiadali to lekarze weterynarii. Chociaż trudno się dziwić, że nie zamierzają odejść od koryta. Ale i wśród lekarzy medycyny są nie tylko malkontenci. Mamy też fachowców zdolnych i przedsiębiorczych. Jak doniosła prasa, pewien chirurg wyciął jednemu pacjentowi ponad 100 wyrostków robaczkowych. Widać ciągle mu odrastały. Inna pani laryngolog aż dwustu mieszkańcom jednej wsi wystawiła zaświadczenia o utracie słuchu. Musiała tam wybuchnąć jakaś bomba, to znaczy ona wybuchła, gdy się wszystko wydało. Inny rekord to wiadomość, że na Mazowszu lekarze uzdrowili ok. 60 zmarłych, wpisując w dokumentach, że opuścili oni szpital „w stanie ogólnym dobrym”. A wszystko po to, aby odegrać się na NFZ za niezapłacone nadwykonania i w ogóle za lekarską niedolę. A ja to wszystko serdecznie… O nie nie! Tak tylko sobie biadolę. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze