Sukces cieszy, ale… Z Bronisławem Gawrylczykiem rozmawia Sławomir Burzyński - Przede wszystkim serdecznie gratuluję sukcesu, znakomitej gry i awansu drużyny do ekstraklasy tenisa stołowego. Zwłaszcza, że jest to dziś jedyna sochaczewska drużyna grająca w najwyższej klasie krajowej. - Dziękuję. Tym bardziej, że jest to dla mnie zwieńczenie kilku lat pracy z tą drużyną. Graliśmy w drugiej lidze, potem w pierwszej, przypomnę, że rok temu dość nieszczęśliwie przegraliśmy baraż o ekstraklasę. Ale przez ostatni sezon nabraliśmy doświadczenia, wzmocniliśmy drużynę i chyba dość pewnie wygraliśmy dwumecz z drużyną z Krosna, choć pierwsza część spotkania w Sochaczewie była dramatyczna. - Teraz pewnie przerwa i odpoczynek? - Niezupełnie, niedługo nasze zawodniczki jadą na Mistrzostwa Polski Juniorów, bo gramy nie tylko w lidze, ale i w innych turniejach. Choćby niedawny występ Grzybowskiej na Mistrzostwach Świata w Kairze, gdzie wywalczyła znakomite piąte miejsce. Teraz wybiera się na Mistrzostwa Europy. Przecież ktoś musi z nią pojechać, a klub sfinansować ten pobyt. A już do 15 czerwca musimy zgłosić drużynę i wszystkie planowane do gry zawodniczki do Związku Tenisa Stołowego. - A więc do tego czasu trzeba skompletować drużynę? - No właśnie, aby jednak nie skończyło się tak, że weszliśmy do ekstraklasy i po sezonie spadamy, musimy zespół wzmocnić. W tym celu prowadzimy rozmowy w Chinach, a w maju będę musiał tam polecieć, by ostatecznie wybrać zawodniczkę i załatwić wszystkie formalności, których jest niemało, aby oficjalnie mogła grać w Sochaczewie. - Ale również tu na stałe mieszkać, bo przecież nie będzie dojeżdżała z Chin na mecze. - Oczywiście, przy tej okazji widziałbym dodatkową korzyść dla Sochaczewa, bo przecież mogłaby ona zająć się jednocześnie, tak jak i inne zawodniczki z drużyny, szkoleniem naszych dzieci. A wiem, że zainteresowanie jest duże. Po naszych sukcesach ciągle pytają mnie rodzice, kiedy otworzymy szkółkę dla najmłodszych. Niestety wszystko to wiąże się z kosztami, których nie jestem w stanie sam udźwignąć. Gdyby więc władze zechciały jakoś dopomóc, moglibyśmy za całkiem niedługi czas dochować się i u nas grupy naprawdę dobrych ping-pongistów. - No właśnie, jak już mówiliśmy, jest to obecnie jedyna drużyna w naszym mieście grająca na tak wysokim szczeblu, i będą do nas przyjeżdżały najlepsze tenisistki w kraju, reprezentantki Polski, a także zawodniczki innych narodowości, zwłaszcza Chinki, które grają we wszystkich drużynach ekstraklasy. Mecze ligowe zapowiadają się więc bardzo atrakcyjnie. W tej sytuacji na pewno przydałoby się jakieś wsparcie dla klubu ze strony władz miejskich lub powiatowych. - Nawet bardzo, utrzymanie bowiem takiej drużyny to naprawdę niemały koszt. Sprzęt, ubiory, wyjazdy na mecze i turnieje, wynagrodzenia dla zawodniczek, zakwaterowanie, wyżywienie… to wszystko kosztuje. A przecież my promujemy Sochaczew w całym kraju. Nawet nazwaliśmy drużynę Sochaczewski Klub Tenisa Stołowego, a nie na przykład Ella-Klub, a wszystko, by podkreślić swój związek z miastem. Na mecze przychodzi dużo kibiców, a w ekstraklasie na pewno będzie ich jeszcze więcej i wspaniale nas dopingują, za co im dziękujemy. Ale przecież właśnie dla nich gramy, i nie zarabiamy na tym, tylko dokładamy. Nawet wstęp na mecze jest darmowy, podczas gdy za halę MOSiR-owi musimy płacić. Tak więc cieszymy się z sukcesu, ale…
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze