Kilka tygodni temu mieliśmy okazję oglądać na szklanym ekranie w popularnym teleturnieju „Familiada” rodzinę wicestarosty Stefana Grefkowicza. Zapytaliśmy żonę starosty, panią Elżbietę, jak to się stało, że wystąpili w Familiadzie. „Wkręciła nas w to wszystko moja córka Kasia, która jakieś pół roku temu wysłała zgłoszenie. A ponieważ wymagane było wspólne zdjęcie osób, które będą grały, więc przy jakimś rodzinnym spotkaniu usadzała nas i fotografowała. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, do czego jest to jej potrzebne. A ona wiedząc, że ja jestem fanką tego programu, chciała zrobić mi niespodziankę. Wysłała więc to zdjęcie z adnotacją, że zgłaszamy chęć wystąpienia w teleturnieju. Na początek więcej nie potrzeba”. „Po trzech miesiącach odebrałam telefon z telewizji, ponieważ córka w zgłoszeniu podała mój adres, więc jakby automatycznie zostałam uznana za „głowę rodziny” – mówi Elżbieta Grefkowicz. – Zadzwoniono do mnie, że możemy przyjechać do Warszawy na rozmowę kwalifikacyjną. I choć panowie mieli obiekcje, jednak przekonałyśmy ich i całą piątką wybraliśmy się na to spotkanie”. Podczas tych rozmów, jak opowiada pani Elżbieta, pytano ją, co sądzi o innych członkach rodziny, w jakich są stosunkach, czy się przyjaźnią i tym podobne rzeczy…Pytano też każdego o jego wykształcenie, zawód, pracę, zainteresowania. I jak zauważyła pani Grefkowicz, gdy opowieści kandydatów o swym życiu są ciekawe, grupa chętniej kwalifikowana jest do programu. Rodzinie z Sochaczewa od razu powiedziano, że już są w kolejce do nagrania. Za miesiąc otrzymali telefon z propozycją dnia nagrań, jednak pięć osób ma swoje zajęcia i plany, więc termin okazał się nie do przyjęcia przez to spadli na koniec kolejki i dopiero w kwietniu telefon odezwał się ponownie i tym razem udało się skompletować drużynę, która, po sześciu miesiącach od zgłoszenia, wyruszyła na podbój Familiady. „Wyruszyliśmy więc do Warszawy objuczeni walizkami, bo trzeba wiedzieć, że organizatorzy wymagają od uczestników, aby zabrali ze sobą kilka różnych strojów – wspomina Elżbieta Grefkowicz. – Ma to dwojakie znaczenie, po pierwsze, te drużyny, które wygrywają, od razu nagrywają kolejne odcinki i dlatego muszą zmieniać stroje, aby wyglądało naturalnie, jakby przyjechały w innym terminie. Jest jeszcze inny powód, otóż są tam styliści, którzy dobierają stroje poszczególnym członkom rodzin, by na przykład nie stało obok siebie dwóch ubranych na czarno, chodzi też o to, by były to stroje odpowiednie do pory roku, w której będzie emisja i aby były urozmaicone. Na koniec zrobiono nam makijaż, uczesano i… przed kamery”. Ale najpierw jest próba. Obie drużyny, które będą grać przeciwko sobie, oswajają się z sytuacją. Dostają kilka pytań na rozgrzewkę, jeszcze bez prowadzącego Karola Strasburgera. On pojawia się tuż przed właściwym nagraniem i zamienia z każdym uczestnikiem kilka zdań, ustalając, o co będzie kogo pytał, przypominając sobie, choć ma materiały z rozmowy kwalifikacyjnej, kto jest kto. Jest w tych rozmowach bardzo serdeczny, próbuje sprawić, aby uczestnik teleturnieju maksymalnie się rozluźnił. Ale i tak, jak mówi pani Elżbieta stres i nerwy są duże. Samo nagranie odbywa się bardzo sprawnie i szybko. W zasadzie nie ma powtórek. Komputer wyłapuje odpowiedzi, a publiczność, która jest w studio, kiedy trzeba klaszcze. „Niestety emocje powodują, że często człowiek nie potrafi wymyślić prostej, wydawałoby się, odpowiedzi. Dopiero później, oglądając to w telewizji, zżymamy się na siebie: - Dlaczego tego nie powiedzieliśmy, przecież to było takie oczywiste?!” Początek rozgrywki był dla rodziny Grefkowiczów pomyślny, chociaż po pytaniu Karola Strasburegera: - Czym obsypuje się nowożeńców?, szybciej zareagowała przeciwniczka i odpowiedziała najlepiej, że ryżem. Jednak nie dokończyli oni dzieła i pytanie przeszło do Grefkowiczów, którzy celnie wytypowali odpowiedź, że „nowożeńców obsypuje się kwiatami”. Później wszyscy członkowie sochaczewskiej rodziny uderzali w przycisk pierwsi i szło nieźle, aż do ostatniego pytania, gdy przy stanie 240 do 120 dla naszych, prowadzący zapytał: - „Gdzie smakuje najlepiej obiad?” Odpowiedzi były trzy i znowu Grefkowicze przejęli pytanie odpowiedzią pani Elżbiety, że „u mamy”. Jednak dalej było gorzej i przeciwnicy mogli zakończyć, trafiając celnie, iż „na świeżym powietrzu”. Była jeszcze jedna odpowiedź, której nikt nie wymyślił, mianowicie, że „w gościach”. I tak rodzinę z Sochaczewa pokonało świeże powietrze. Dziś pani Elżbieta dziwi się, jak mogli na to nie wpaść, przecież wszyscy teraz, latem, grillują przed domami, na działkach a nawet na balkonach! „No cóż, nie udało się, ale to przecież tylko zabawa, choć pieniądze spore. My na pocieszenie otrzymaliśmy kuferki pełne słodyczy dobrych firm oraz zestawy kosmetyków a także kosz kawy i wygrane 729 złotych – konkluduje Elżbieta Grefkowicz. – Na pięć osób to oczywiście suma symboliczna, bo przecież tyle liczyła drużyna, w skład której oprócz mnie wchodzili: moja siostra Jadwiga wraz z mężem Andrzejem, a także córka Kasia również z mężem Tadeuszem, i w takiej właśnie kolejności stoimy na pamiątkowym zdjęciu wraz z Karolem Strasburgerem. Czy bym wystąpiła jeszcze raz? Chyba nie, już wiem przecież, jak to wygląda”. Rozmawiał Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze