Obraz naszego kraju i Polaków był za granicą nie zawsze taki, jaki byśmy chcieli. Kiedyś, w czasach „żelaznej kurtyny”, na Zachodzie myślano, że u nas po ulicach spacerują białe niedźwiedzie, a ludzie porozumiewają się między sobą za pomocą pomruków i chrząków, które można usłyszeć w chlewiku. Mimo, że wiele się na świecie zmieniło, to jednak chyba nie do końca, bo bywały za granicą poseł Samoobrony Alfred Budner właśnie zapowiedział strajk głodowy … swoich świń! Pomylił je chyba z rolnikami, bo twierdzi, że trzoda nie będzie jeść ani pić w proteście przeciw, jego zdaniem, zbyt niskim cenom skupu żywca. Świniom to akurat na rękę, przepraszam, na racicę, bo przecież ów szlachetny protest, gdy schudną, przedłuży ich żywot. Przy okazji bardzo wyraźnie przekonujemy się, jak zdrowe są głodówki. Wizerunek Polski za granicą nie jest więc chyba taki, jakbyśmy chcieli. Potwierdzają to polskie strony wydanej niedawno w Stanach Zjednoczonych encyklopedii multimedialnej. Jak doniosła prasa, kraj nasz przedstawiany jest tam jako sielsko-przaśna kraina zamieszkała przez rzymskich katolików noszących na co dzień góralskie stroje. Najpopularniejszym środkiem lokomocji jest wóz drewniany latem, a zimą sanie. Dobrze jeszcze, że nie ciągane przez niedźwiedzie. Natomiast najciekawszym miejscem stolicy jest rotunda stojąca u zbiegu Alei Jerozolimskich i Marszałkowskiej. Dzięki temu wyjaśniło się wreszcie, dlaczego od naszych turystów pobierane są przy wjeździe do USA odciski palców. Oni po prostu sprawdzają, czy Polacy rzeczywiście mają brudne łapy. Z tego też powodu wielu naszych polityków rezygnuje teraz z podróży za ocean, bo poszła fama, że wpuszczają tam tylko ludzi o czystych rękach. I tak myślę, że w tej sytuacji, skoro pragniemy nie zawieść sojusznika i jeszcze zarobić na turystyce, powinniśmy po prostu przystosować się do tego wizerunku. A dlaczego nasze miasto mające wiele zabytków, które teraz można oglądać również w nocy, nie miałyby znaleźć się w awangardzie tych zmian? Przecież stroje w paski moglibyśmy bez trudu wycyganić od łowiczaków. I wcale nie mam na myśli tamtejszego zakładu karnego, chociaż może miło byłoby słyszeć słowa: „siedzi się w Sochaczewie”, bo oznaczałoby to, że tutaj się nie leży. Przywróciłoby się do łask dorożki, bo na taksówki i tak jest mało chętnych, a tak przynajmniej znalazłyby się miejsca pracy dla kilku starych koni. Jeszcze tylko orczyk w dłonie zamiast ciupagi i 40-procentowy chuch, bo przecież Polska to mocna wódka zakąszana ogórkiem małosolnym i kartoflami, naszym podstawowym wyżywieniem, i bylibyśmy przygotowani kompletnie na przyjęcie gości z Zachodu i Ameryki. Wszystko to przetrenować moglibyśmy już podczas zbliżających się świąt wielkanocnych, bo przecież tradycja to też nasze narodowe dobro. Przypomina się tu rysunek Andrzeja Mleczki, na którym widzimy dwóch pomalowanych w rytualne wzory szamanów z czarnego lądu i jeden z nich mówi: Ty wiesz, że za wielką wodą mieszka plemię, które maluje jajka?! Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze