Przyznać muszę, że nic, co dzieje się po chorzowskiej tragedii zupełnie mnie nie dziwi. Polacy zerwali się do pomocy, biznesmeni usiłowali umyć ręce, grabarze rozchwytywali “skóry”, politycy ugrywali polityczny kapitał, media liczyły zyski… Nihil novi w Rzeczypospolitej.
Ta przeżywana za pośrednictwem mediów tragedia na odległość, w świadomości ludzkiej niemal zupełnie nie funkcjonuje jako realne zdarzenie. Jest raczej tak, jakbyśmy oglądali to w teatrze. Zresztą media nam tę teatralność w odpowiednio patetycznym sosie zapewniają. Potrzeba epickości i pragnienie katharsis oddziaływają w ten sposób, że każdy chce się włączyć do rozgrywających się na jego oczach wydarzeń. Stąd masowa pomoc różnego rodzaju. Na ile wynika ona z pobudek moralnych, na ile z czysto hedonistycznych, to już każdy sam musi sobie odpowiedzieć. Warto tylko dodać, że tragedie rozgrywają się nieustannie za naszymi drzwiami bez naszej jakiejkolwiek reakcji. Ze snu są w stanie wyrwać nas tylko wielkoformatowe wydarzenia odpowiednio przedstawione przez media. Przypomnę tylko, co działo się po ataku na WTC i co dzieje się, a w zasadzie nie dzieje, kiedy codziennie pod zbrodniczym jarzmem mieszkańcy Korei Północnej zdychają (bo przecież nie umierają) jak muchy w słoiku. Nie wspomnę już o tragediach i samotności żyjących obok nas bliźnich, które mijamy jak kałuże na chodniku. Bezlitosny patos mediów jest do wytrzymania przez pierwsze kilka godzin, kiedy podniosła atmosfera ma swoje realne odniesienie. W chwilę potem zaczyna się manipulacja mająca utrzymać widza przez telewizorem. Już dziś wiemy, że nie wszyscy zachowali nawet ten dość pozorny szacunek dla tragedii. W jednym z zakładów pogrzebowych ciała ofiar walały się po podłodze. Jeśli ktoś spodziewał się zatem, że Łódź nas czegoś nauczyła, to był w błędzie. Jednak najbardziej odrażająca jest postawa polityków. Miast zachować spokój i rozwagę, które mogłyby się wyrazić w wydaniu oświadczenia i zakulisowej, potrzebnej przecież, pracy, eksponują się niczym baleriny w teatrze. Piszę to dlatego, żeby nie dali się Państwo złapać na ten perfidny wyborczy haczyk. Piszę bez wiary… W takich sytuacjach niemal natychmiast pojawiają się pomysły nowych uregulowań prawnych, które mają nas zabezpieczyć przed podobnymi zdarzeniami w przyszłości. Nikt nie analizuje dlaczego setki aktów normatywnych na czele z prawem budowlanym to zwykła makulatura, której nie ma komu egzekwować. Automatycznie produkuje się nową, bez przekonania zresztą, że będzie działała. Jak cała reszta poczynań propozycje nowych aktów prawnych są jedynie wyborczą papką i biada temu, kto da się oszukać. Jednak koniec końców katastrofę spowodowała chciwość. Bardzo słusznie umieszczona w zaszczytnym gronie siedmiu grzechów głównych. Przesłonięta parawanem takich pojęć jak przedsiębiorczość, chęć bogacenia się; zabezpieczana przez perfidną socjotechnikę. Taka chciwość, która nie zadowala się deptaniem praw pracownika i konsumenta, ale która domaga się również rządu dusz, wciskając ludzi w makabryczne pogadanki motywujące, szkolenia w technikach manipulacji, sprowadzająca osobę ludzką do słupków sprzedaży prezentowanych jej co miesiąc ku przestrodze. Tragedia, wbrew temu co się mówi, nie pokazuje naszych dobrych cech. Jest dokładnie odwrotnie. Ze swoich zakamarków wypełzają najgorsze zmory. Ta hala waliła się bardzo długo i wali się, nad naszymi głowami cały czas.
Andrzej Gąsiorowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze