Sprawa tajemniczych szkieletów w Żelazowej Woli rozpoczęła się pod koniec lipca tego roku, kiedy to robotnicy w pobliżu nowo budowanej sali koncertowej na terenie parku natrafili w ziemi na kości ludzkie. Powiadomiona została prokuratura oraz Urząd Konserwatora Zabytków w Płocku.
Wstępne oględziny szkieletów przez przysłanego na miejsce archeologa Ryszarda Cędrowskiego, wykluczyły ewentualność współczesnego czynu przestępczego, bowiem okazało się, że kości mają przynajmniej ok. 90-100 lat. Ale był tam też gwóźdź, który oceniony został a XVII-XVIII w. Nie wykluczono więc, że i kości mogły pochodzić z tego samego okresu.
Jak nam powiedział obecnie Ryszard Cędrowski, który przez miesiąc badał znalezisko, odkrył on w sumie pięć wkopów grobowych wypełnionych ludzkimi szczątkami oraz cztery puste, jakby wykopane na taką ewentualność i niewykorzystane. „Z tym, że nie wychodziliśmy już poza obręb ścian wykopu – dodaje. – Natomiast zauważyłem, że znalezione szczątki kości przykryte były grysem wapiennym, który stanowi podstawę wyrobu wapna. Często służył on przy zarazach lub innych sanitarnych potrzebach do izolacji i dezynfekcji zmarłych na przykład na choroby zakaźne. Ponadto w odkrytych grobach, co też jest znamienne, oprócz kości i jednego prawdopodobnie osiemnastowiecznego gwoździa, nic innego nie znaleźliśmy, ani drewna, ani innych gwoździ do zbijania trumien. Wygląda więc na to, że ci ludzie chowani byli jedynie w jakichś prześcieradłach, które rozłożyły się na skutek silnego środowiska zasadowego. Te fakty wskazywałyby, że pochówki owe pochodzą z okresu I wojny światowej, gdy w dworku w Żelazowej Woli funkcjonował niemiecki wojskowy lazaret. Podobne groby z okresu epidemii cholery można na terenie kongresówki spotkać w wielu miejscowościach. Jednak wówczas cholera leczona była głównie w szpitalach, więc nie wydaje mi się, aby groby w Żelazowej Woli mogły pochodzić z tego okresu. Bardziej prawdopodobne, że są w nich pacjenci lazaretu, zwłaszcza, że jak wiem, w tamtym okresie w lazaretach wojskowych znacznie więcej ludzi umierało z powodu różnych zakażeń i epidemii, niż z powodu odniesionych na wojnie ran. Prawdopodobnie już wówczas w armiach funkcjonowały przepisy, że trzeba było zasypywać zmarłych wapnem, gdy istniało zagrożenie jakiejś epidemii. Wtedy w wojsku bardzo się obawiano tyfusu, bo były duże problemy z utrzymaniem czystości”.
Wyjaśnienia archeologa są przekonujące, szkoda tylko, że zrezygnowano z badań antropologicznych, jakie były zapowiadane, bo one, jak twierdzą fachowcy, mogłyby pomóc w datowaniu znaleziska, określiłyby również płeć i wiek pochowanych tam osób, zwłaszcza, że Ryszard Cędrowski twierdzi, iż swoich wniosków pewny jest jedynie na jakieś 80 proc. Utrzymuje jednak, że takie badania znalezionych kości nie są w tym przypadku potrzebne, bowiem ów wapienny grys świadczy, iż są to groby powstałe w wyniku zarazy lub epidemii, a takie panowały na tym terenie pod koniec XIX w.
Poproszona przez nas o komentarz Anna Maria Wachowska, archeolog z sochaczewskiego muzeum, dziwi się trochę, że badań antropologicznych nie przeprowadzono. „Gdyby to na mnie trafiło, wydałabym nawet własne pieniądze, aby takie badania zlecić. Rozwiałyby one prawdopodobnie wszystkie wątpliwości, a tak to jednak trochę sobie gdybamy”.
Zwłaszcza że, jak się wydaje, brak jest przekonujących przekazów lub dokumentów potwierdzających faktyczne istnienie lazaretu w Żelazowej Woli. Hipoteza taka opiera się głównie na fakcie, że wówczas lazarety zakładano często w takich właśnie obiektach. Jednak, jak wiemy, już za kilka miesięcy rozpocznie się rok 2010, w którym obchodzić będziemy 200 rocznicę urodzin Fryderyka Chopina. Wielkie inwestycje, jakie realizowane są obecnie w Żelazowej Woli, muszą być więc do tego czasu skończone. Nie sądzę więc, aby odkrycia te były inwestorowi, czyli Narodowemu Instytutowi Fryderyka Chopina, specjalnie na rękę. Gdyby się okazały cenne, opóźniłoby to zapewne prace budowlane. Na tym jednak nie koniec, bowiem do zakończenia prac ustanowiony został nad nimi nadzór archeologiczny. Archeolog Ryszard Cędrowski ma czuwać nad ewentualnymi kolejnymi znaleziskami i być może te, o których piszemy, nie będą ostatnie.
Przy okazji odrobina historii tamtego okresu.
Sochaczew w okresie przed I wojną światową był dogodnym miejscem do inwestowania. Duża podaż siły roboczej (w 1908 miasto liczyło 9567 mieszkańców), a przede wszystkim linia kolejowa ściągnęła znaczącego inwestora. 19 grudnia 1911 roku w Brukseli 103 udziałowców zawiązało belgijską Spółkę Akcyjną z kapitałem zakładowym 5 mln franków belgijskich. Spółka ta otworzyła 2 grudnia 1913 fabrykę sztucznego jedwabiu w Boryszewie, zatrudniającą 600 osób. Po wojnie w fabryce produkowano proch bezdymny. W tym czasie istniały również inne zakłady przemysłowe w mieście: wytwórnia kafli Urbańskiego, olejarnia Eismana, zakład tkacki Goldranda oraz 2 zakłady szewskie: Blocha i Troickiego.
Zagładę miastu przyniosła I wojna światowa.(wojna secesyjna) 3 października 1914 rozegrała się bitwa o Sochaczew. 5 października Niemcy ponownie zajęli i spalili miasto, wysadzili w powietrze wieżę ciśnień, dworzec kolejowy oraz zniszczyli tory. Od grudnia 1914 do lipca 1915 prowadzono zacięte walki niemiecko-rosyjskie na linii Bzury i Rawki. W wyniku tego całkowicie zniszczono miasto (ucieczka ludności ) i pobudowaną przed rokiem fabrykę w Boryszewie. Od 1915 roku nadzór nad miastem sprawowało wojsko niemieckie. Mieszkańcy przybywali do swoich domów i życie powoli wracało do normy, np. władze niemieckie zezwoliły na działalność Straży Pożarnej, którą reaktywowano 11 listopada 1917. I wojna światowa w Sochaczewie zakończyła się rozbrojeniem pozostających w mieście żołnierzy niemieckich.
Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze