Moją dzielnicę – Chodaków – każdego roku oglądam inaczej. Zmienia się świat, zmienia się człowiek. Staruszek Heraklit wypowiedział wielką prawdę. Najczęściej słyszymy ją skróconą, w wersji, która piękna słów filozofa nie oddaje. A brzmią one: „Na tych którzy wstępują do tej samej rzeki napływają coraz to nowe wody. Do tej samej rzeki nie można wejść dwa razy i nie można dwa razy dotknąć tej samej zniszczalnej substancji w tym samym stanie, gdyż wskutek gwałtowności i szybkości jej przemiany rozprasza się i znowuż się łączy, zbliża się i oddala. Do tej samej rzeki wstępujemy i nie wstępujemy, jesteśmy i nie jesteśmy”. I to nam jeszcze Heraklit zostawił, że tej rzeczywistości uchwycić niepodobna, że nic o niej pewnego powiedzieć nie możemy. Pamiętliwy Funes, bohater jednego z borgesowskich opowiadań, który nie tylko że pamiętał każdy szczegół swojego życia, ale pamiętał każdą chwilę i każdą rzecz w każdej możliwej konfiguracji. I tak wymykał się Heraklitowemu pojmowaniu świata. „Nie mógł pojąć, że pojęcie „pies” może obejmować tyle różnych jednostek różnej wielkości i różnego kształtu; niepokoiło go także i to, że pies widziany o godzinie trzeciej czternaście (z profilu) może posiadać tę samą nazwę co tenże pies widziany o trzeciej piętnaście (en face)” – tyle Borges. W moim Chodakowie czuję się po trosze jak Funes. Dlatego dobrze kiedy widzę, że stare drzewa, które znam od lat rozpadają się, próchnieją, przewracają. Widzę też te nowe, którym jakimś cudem udaje się wyrosnąć pośród świata wandali najróżniejszej proweniencji. Czasami czuję, że pamiętam ich każdy nowy odrost, że widzę każdą gałąź jaką stracą. W dniu Bożego Ciała miałem przyjemność uczestniczyć w procesji (relację z niej znajdzie czytelnik na str. 10). Ludzie szli Grunwaldzką, Parkową, potem lipową aleją pamiętającą wojska Napoleona. To jest co roku pięknie przeżycie, nie tylko ze względów religijnych, ale również dlatego, że odbywa się wśród wspaniałej zieleni. Dlatego dobrze się dzieje, że pracownicy miejscy zajmujący się środowiskiem zaczęli adekwatnie działać z zakresie pielęgnacji drzewostanu w Chodakowie. Z dużą ostrożnością przycinano drzewa w parku, oszczędzono głogi na Grunwaldzkiej. Usunięcie drzew z Topolowej było uzasadnione. Również większość wspólnot dość aktywnie dba o zieleń i widać wiele nowych nasadzeń. Oczywiście nie brakuje takich, których jakiś tajemniczy demon zmusza do nieustannej pracy tartacznej. Ale nie tylko siekiery i piły idą w ruch, bo uciekają się oni także do innych pomysłów, jak choćby podpalanie topól na Warzywnej. Tak na przykład w ostatnich dniach moje najszczersze zdziwienie wzbudziło usunięcie żywopłotu przed ogrodzeniem okalającym stadion od strony Chopina. Kto i po co to zrobił? Przyznam szczerze, że coraz mniejszą mam ochotę na zadawanie sobie takich pytań. Ot szkoda, niezmierna szkoda. Dlatego ktoś się tym wszystkim musi zająć. Ani mieszkańcy, ci dbający o zieleń, ani UM, samodzielnie temu nie podołają. Trzeba rozsądnie łączyć siły. Pewne widoczne kroki zostały już podjęte. Na pewno warto by było pomyśleć o lipowej alei, bo stare wierzby umierają. W ich miejsce powinny pojawić się nowe. Tak jak na Topolowej powinny wyrosnąć nowe topole. Trzeba bezwzględnie ukrócić proceder podpalania tych drzew. Maj wreszcie stał się tak gorący jak być powinien. W większości miejsc w Chodakowie, można się schronić przed słońcem w cieniu drzew. Tak powinno być w całym mieście.
Andrzej Gąsiorowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze