Reklama

Teletubiś, szczurek, i talibowie

Tygodnik Echo Powiatu
14/06/2006 08:24
W niniejszej odsłonie deszczowego psa chciałem odnieść się do zupełnie świeżej wizyty Benedykta XVI w naszym kraju, ale wypadki, które spotkały mnie 1 czerwca zburzyły (i tak wątpliwy) spokój moich myśli i postanowiłem odłożyć te rozważania na za tydzień. Przejdźmy jednak do rzeczy, bo Czytelnik na pewno jest ciekawy, co też przytrafiło mi się w Dzień Dziecka.
Około godziny 14-tej udałem się do sklepu celem zakupienia mojemu synkowi pierwszego w jego życiu prezentu na Dzień Dziecka. Jak większość rówieśników uwielbia "Teletubisie" dlatego też, kiedy zobaczyłem kilka z nich na półce, od razu pomyślałem sobie, że syn ucieszy się z (takiej!) zabawki. Oceniłem jej wartość na jakieś 50 zł, choć mój daimonion podpowiadał mi po cichu, iż zabawka może być droższa. Jak się okazało, miał rację. Pani sklepowa powiedziała mi, że za tubisia muszę zapłacić 120 PLN. Zamilkłem i, o ile dobrze pamiętam, bo krew uderzyła mi do głowy, wyszedłem bez słowa. Dopiero w jakiś czas potem zastanawiałem się, czy ktoś we wnętrzu Tinky’iego zaszył jakiś przynajmniej półszlachetny kamień. Pojawiły się również wątpliwości natury etycznej, to znaczy, czy niewielkim tubisiem za 120 PLN demoralizowałbym moje dziecko, siebie, a może także sklepową i wytwórcę zabawki. Choć moralność dla tego ostatniego jest zapewne ostatnim przedmiotem potencjalnych rozmyślań.
Przez cały dzień byłem niezwykle zabiegany i dopiero około 21-ej ponownie pojawiłem się w sklepie. Tym razem był to mój osiedlowy, przepraszam za wyrażenie, market. Tutaj przesympatyczne maskotki były już w przystępniejszych cenach. Wybrałem szczurka w sztruksowych, połatanych spodenkach na szelki (łaty były oczywiście udawane), który przypominał mi postacie z O czym szumią wierzby Kennetha Grahama.
Szczurek okazał się być strzałem w dziesiątkę. Przede wszystkim bardzo szybko nauczył się łaskotać mojego synka, mnie i moją żonę długimi wąsami, wprawiając nas wszystkich w paroksyzmy śmiechu. Jestem głęboko przekonany, że tubiś "nie miał takiej opcji". Zresztą, może to wynikać z prostego faktu, że teletubisie w ogóle wąsów nie posiadają.
Kiedy ze szczurkiem w koszyku wędrowałem do kasy, mój wzrok spoczął na lodówce wypełnionej po brzegi najróżniejszymi gatunkami piwa. Pomyślałem, że nie będzie od rzeczy, jeżeli po całym dniu ciężkiej pracy napijemy się z żoną owego szlachetnego trunku i włożyłem 2 (słownie "dwie") puszki do koszyka. Przy ladzie sklepowa oświadczyła mi, że szczurka owszem, może mi sprzedać, ale piwo muszę odłożyć, obowiązuje bowiem zakaz sprzedaży alkoholu. Zafrasowałem się niepomiernie. Od razu przyszło mi do głowy, że zapewne Benedykt XVI przedłużył swoją wizytę w Polsce. Szczęściem okazało się, iż jest to jedynie "prawo sklepowe" w odróżnieniu od "prawa lokalnego" nie wspominając już o "państwowym" i w drugim z moich ulubionych sklepów, zakaz już nie obowiązywał. Prawdopodobnie jego właściciel nie kocha dzieci – skonstatowałem, biorąc z lady jedną puszkę piwa "mocnego" dla siebie i "słabego" dla żony.
Dzień Dziecka mamy już za sobą. Mój syn, kiedy obudził się na drugi dzień, od razu – ku mojej radości – sięgnął po nowego kolegę, szczurka. Lokalni talibowie skończyli ramadan i także w ich sklepach można już było zakupić alkohol. Odetchnąłem z ulgą. O wizycie Benedykta XVI napiszę za tydzień.

Andrzej Gąsiorowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości