Niedawno zrezygnował z członkowska w Platformie Obywatelskiej i postanowił działać jako radny niezależny. O powodach swojej decyzji i planach na polityczną przyszłość z wiceprzewodniczącym Rady Miasta Marcinem Cichockim rozmawia Agnieszka Poryszewska.
Co zyskał pan na rezygnacji z członkowska w PO?
Będę w stanie zrealizować swoje obietnice względem mieszkańców. Nie jest tajemnicą, że początkowo Platforma popierała działania obecnych władz miasta. Przez te wszystkie miesiące podjąłem mnóstwo inicjatyw, będących odpowiedzią na potrzeby moich wyborców. W pewnym momencie okazało się że lokalne struktury PO postanowiły przejść do opozycji. Szczerze mówiąc nawet o tym oficjalnie nie informowano. Dowiedziałem się po fakcie, m.in. z publikacji w lokalnych mediach. Jeżeli nie odciąłbym się od tych politycznych roszad, nie byłbym w stanie dalej wywiązywać się z danych ludziom obietnic.
Można prosić trochę jaśniej?
Zanim zmienił się kierunek działań PO poczyniłem z burmistrzem wiele uzgodnień. Omówiliśmy moje pomysły i wypracowaliśmy sposoby jak je zrealizować. Przechodząc do opozycji przekreśliłbym to wszystko. Po co miałem to robić? Oczywiście potrzeba czasu na realizację tych wszystkich planów, ale wkrótce mieszkańcy będą mogli przekonać się, że moje odejście z PO to była dobra decyzja.
A lojalność partyjna?
Przede wszystkim liczy się dla mnie lojalność względem mieszkańców. Członkiem PO zacząłem być kilka miesięcy przed wyborami. Praktycznie od samego początku obecnej kadencji musiałem sobie radzić sam. Ze strony PO nie miałem żadnego wsparcia dla działań, które prowadzę. Dlatego początki tej kadencji były dla mnie bardzo trudne. Wtedy rozpocząłem rozmowy z burmistrzem, radnymi Forum Samorządowego oraz PiS. Okazało się, że, zarówno oni, jak i burmistrz są skłonni poprzeć moje pomysły. Owocna współpraca trwa do dzisiaj. Niezależnie od przynależności partyjnej będę wspierał wszystkie inicjatywy, które mają pozytywny wpływ na jakość życia mieszkańców Sochaczewa. W moim przekonaniu bycie w opozycji dla samej zasady jest bezsensowne. Można wypracować kompromisy, jednak do tego potrzebna jest dobra wola. Oczywiście nadal zgadzam się z wieloma poglądami PO. Nie podoba mi się natomiast to, co dzieje się wokół naszego lokalnego koła.
Żałuje pan że kandydował z listy Platformy?
Nie żałuję. Zrealizowałem swój cel, czyli dostałem się do Rady Miasta. Chciałem zacząć działać w samorządzie. Myślałem o tym już od prawie sześciu lat, więc nie była to spontaniczna decyzja. To, czy będę to robić pod szyldem PO czy sam, było zawsze sprawą drugorzędną. Najważniejszy jest fakt, że udało się nawiązać dialog z ludźmi, którzy dobro mieszkańców stawiają na pierwszym miejscu, mimo pewnych różnic w poglądach.
Dołączy Pan teraz do ugrupowania burmistrza?
Na razie jestem radnym niezależnym i skupiam się na realizacji pomysłów, które deklarowałem na początku kadencji. Nauczony doświadczeniem, nie wykluczam jednak żadnych scenariuszy na przyszłość.
Nie obawia się Pan, że jako radny niezwiązany z żadną opcją polityczną w dłuższej perspektywie nie będzie pan w stanie zrealizować swoich zamierzeń?
Teraz mi się to udaje, więc nie mam takich obaw. Wychodzę z założenia, że dobry pomysł zawsze się obroni. Dużo daje rozmowa z radnymi, rzeczowe przedstawienie im swoich racji. Moja rodzina już od dwóch pokoleń mieszka w Chodakowie. Chęć zmiany wizerunku tej dzielnicy była jednym z głównych powodów mojej decyzji o wstąpieniu do polityki. Przez ostatnie kilkanaście lat nie przeprowadzono tam żadnej poważniejszej inwestycji czy remontu. Te zaniedbania widać gołym okiem.
Co więc ma szansę zmienić się w Chodakowie?
Potrzeb jest wiele. W pierwszej kolejności chcę zająć się terenem wokół stawu przy ulicy Grunwaldzkiej. Kiedyś było to miejsce bardzo lubiane przez mieszkańców dzielnicy. Ludzie spędzali czas nad wodą, kąpali się. Teraz staw jest zarośnięty i brudny. Oczyszczenie tego terenu, ustawienie ławek, lamp i utwardzenie ścieżek sprawi, że ludzie znowu zaczną tam przychodzić. Według mnie dużo dadzą nawet drobne zmiany. Mamy stadion, nowe boisko, które w połączeniu z zagospodarowanym terenem wokół, stworzyłyby wspaniałe miejsce rodzinnego wypoczynku. Dodatkowo, dla bezpieczeństwa dzieci, można by ogrodzić pobliski plac zabaw i zadbać o zieleń na tym terenie. Nie możemy również pominąć kwestii poprawy jakości dróg w Chodakowie. Mam tu na myśli np. ulice: Głogową, Działkową, Jagiellońską i wiele innych. Oczywiście priorytetem jest uregulowanie sprawy śmieciowej w byłym Chemitexie. Jak Pani widzi do zrobienia jest bardzo dużo.
Widzę, że zwłaszcza w sprawie stawu przy ul. Grunwaldzkiej, są to bardzo konkretne plany. Kiedy zostaną wcielone w życie?
Myślę, że pierwsze działania mogą zostać podjęte już w przyszłym roku. Dałoby to dzielnicy trochę pozytywnej energii.
Pełen tekst rozmowy z Marcinem Cichockim w najnowszym numerze "ZS".
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Panie Marcinie dobrze ,że jest się Pan w stanie porozumieć z władzami miasta ale dla najbardziej zaniedbanej dzielnicy Sochaczewa wyczyszczenie stawu to troche mało. Myślę , że powinnien się Pan skoncentrować na problemie "Chemitexu", braku planów zagospodarowania dla Chodakowa czy utwardzaniu dróg, z którymi jest coraz lepiej ale jeszcze sporo zostaje do zrobienia.
Panie Marcinie dobrze ,że jest się Pan w stanie porozumieć z władzami miasta ale dla najbardziej zaniedbanej dzielnicy Sochaczewa wyczyszczenie stawu to troche mało. Myślę , że powinnien się Pan skoncentrować na problemie "Chemitexu", braku planów zagospodarowania dla Chodakowa czy utwardzaniu dróg, z którymi jest coraz lepiej ale jeszcze sporo zostaje do zrobienia.