Tylu ilu jest mieszkańców, tyle jest pomysłów, jak powinny wyglądać sochaczewskie osiedla. Pomysły podzielić można jednak na dwie podstawowe grupy: ci z dziećmi i ci bez dzieci.
Do naszej redakcji wielokrotnie wpływały interwencje dotyczące miejskich blokowisk. Jedni chcieli, by stanęło na nich więcej ławek i koszy, inni żądali ich usunięcia. Pisali i dzwonili do nas zwolennicy stworzenia na osiedlach jak największej ilości terenów rekreacyjnych i ci, którym przeszkadzała każda piaskownica czy huśtawka.
- Zarządzanie spółdzielczymi terenami jest wyjątkowo trudne, głównie ze względu na brak jednomyślności wśród naszych mieszkańców - przyznaje Jolanta Dybiec ze Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej. - Często zdarzają się sytuacje wręcz kuriozalne. Najpierw wpływa do nas petycja o ustawienie ławki, kosza na śmieci czy piaskownicy. Kiedy tylko zamontujemy te urządzenia, otrzymujemy kolejne pismo, tym razem z kategorycznym żądaniem ich usunięcia.
Jolanta Dybiec przyznaje, że spółdzielnia zawsze stara się wypracować kompromis, czasem jednak jest to karkołomne zadanie. Było tak np., gdy szukano optymalnego ustawienia ławki w obrębie kilku bloków przy ul. Piłsudskiego. Sprawę innej ławki na ul. Senatorskiej opisywaliśmy szeroko na naszych łamach dwa lata temu. Wtedy w sprawie jej przywrócenia interweniował nawet burmistrz.
Najbardziej drażliwym wątkiem relacji sąsiedzkich są jednak bawiące się dzieci. Władze SM L-W wychodzą z założenia, że ich dobro powinno być priorytetem. Niestety maluchy przeszkadzają niektórym lokatorom, a dokładniej tym, którzy ich nie mają.
- Czasami wydaje mi się, że zwłaszcza starsi ludzie zapomnieli, że kiedyś też mieli dzieci. Młodsi nie uwzględniają, że kiedyś mogą zostać rodzicami i ich pociechy też będą musiały się gdzieś bawić - mówi Jolanta Dybiec. - Właśnie dlatego, nie tak dawno, musieliśmy pogodzić interesy trzech bloków przy ul. Targowej. Jeden bardzo zabiegał o plac zabaw. Dwa inne nie chciały o tym słyszeć. Ostatecznie zlokalizowaliśmy plac na terenie przynależnym do postulującego o jego budowę bloku. Oczywiście część osób jest nadal niezadowolona, jednak warto pamiętać, że każdy budynek dysponuje określonym gruntem i to on decyduje, jak ma być wykorzystana przestrzeń wokół niego.
Trochę trudniej jest dysponować terenami w Spółdzielni Mieszkaniowej Victoria. Podzielona jest ona bowiem tylko na trzy nieruchomości: przy ul. Żeromskiego, al. 600-lecia i ul. Konstytucji 3Maja. Prezes Stanisław Jaczyński mówi jednak, że niezależnie od przebiegu działek, spółdzielnia jest przychylna dzieciom.
- Oczywiście zależy, w jaki sposób się bawią. Jeżeli korzystają z któregoś z naszych placów zabaw, rozłożą sobie koc na trawniku, czy po prostu kopią lub rzucają piłkę. Zwłaszcza gdy pogoda dopisuje, dzieci nie powinny przesiadywać w domu przed telewizorem albo komputerem - mówi prezes. - Inną sprawą jest to, że czasami te zabawy wymykają się spod kontroli. Jeżeli jest za głośno, albo jeżeli piłka trafia w okno, oczywiście interweniujemy.
Podczas ostatniego walnego w Victorii pojawił się pomysł, by boisko do koszykówki przy al. 600-lecia przerobić na parking. Projekt przepadł właśnie ze względu na dobro dzieci i młodzieży.
- Niektórzy zarzucają, że z boiska korzystają też osoby z innych osiedli. Przecież nie postawimy tam strażnika, którzy będzie ich legitymował. Poza tym cieszy się ono popularnością wśród naszych mieszkańców. Dzieci nie tylko grają tam w piłkę, jeżdżą też na rolkach i rowerach - powiedział nam Stanisław Jaczyński. - W ostatnich miesiącach spotkaliśmy się z kolei z bardzo interesującym zaleceniem sanepidu. Według niego każda piaskownica, gdy nikt w niej się nie bawi, powinna być ze względów higienicznych zakryta.
Pracownicy Victorii mówią, że to niewykonalne. Ludzie przychodzą i odchodzą z placu zabaw o różnych porach. Nikt nie jest w stanie zagwarantować, że każdy zamknie za sobą piaskownice. Nieustanne kontrolowanie placów też nie wchodzi w rachubę. Ostatecznie spółdzielnia ogrodziła piaskownice, tak by nie miały do nich dostępu np. psy.
O zaleceniu sanepidu wie również SM L-W. Tam również uznano te decyzje za niewykonalne. Spółdzielnia chce za to rozstawić kilkanaście kolejnych koszy, co ma zwiększyć czystość na osiedlach.
- Niestety nawet coś tak prozaicznego jak postawienie kosza na śmieci potrafi podzielić naszych lokatorów - mówi Jolanta Dybiec. - Ciężko mi racjonalnie wyjaśnić ich niechęć, ale zdarzało się, że ludzie sami wycinali zamontowane przez nas kosze.
Innym pomysłem SM L-W jest budowa placu zabaw na niezagospodarowanym terenie przy al. 600-lecia 70. Spółdzielnia złożyła już do ratusza pismo z prośbą o dofinansowanie przedsięwzięcia.
Agnieszka Poryszewska
Zapraszamy też na ziemia-sochaczewska.pl
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze