Śmierć na wojnie to żołnierska rzecz. Śmierć na wojnie dziennikarza to obowiązek refleksji. To okazja dla wszystkich, aby zrozumieć istotę tej profesji, która w obliczu wojny urasta do miana powołania. W żadnym demokratycznym kraju nikt nie wysyła dziennikarzy rozkazem tam, gdzie grozi im niebezpieczeństwo utraty zdrowia czy życia. To jest ich własny wybór. Gdy wyjeżdżałem w 1997 roku do Opola, by relacjonować dla radia powódź stulecia, musiałem nawet podpisywać jakieś dokumenty. A ryzyko, jak się później okazało, było realne, choć nieporównywalne oczywiście z działaniami wojennymi. Sprawowanie funkcji dziennikarza – korespondenta wojskowego potrafi zmienić filozofię życia człowieka. Mój przyjaciel Tomek Sekielski był w „Radiu dla Ciebie” wyluzowanym chłopakiem. Jego pasją było opracowanie ramówek wakacyjnych. Szalał z mikrofonem po całym kraju, potrafił się przy tym dobrze bawić, nie myślał, co będzie jutro… Kiedy powstawała TVN odszedł z Polskiego Radia. Potem była wojna na Bałkanach. „Zgłosiłem się na wyjazd do Kosowa, bo chciałem przeżyć przygodę” – mówił mi jeszcze przed wyjazdem. Dwa lata temu, rozmawiając z Tomkiem na antenie „Famy”, zapytałem go o ten epizod. „To było ogromne przeżycie, w wojnie etnicznej śmierć nie wybiera. Miałem ogromne szczęście” – mówił. Już poza anteną powiedział, że strach objawia się nawet utratą panowania nad czynnościami fizjologicznymi… Wyprawa wojenna zmieniła go. „Wydoroślałem, ożeniłem się, mam dziecko. Potrafię odróżnić rzeczy ważne od mniej ważnych” – twierdził. Gdy spytałem go, czy dziś pojechałby do Iraku odparł: „Po śmierci Waldka zostało puste miejsce i jego miejsce musi zastąpić inny dziennikarz. Takie jest nasze powołanie…”. Śmierć polskich dziennikarzy budzi smutek w środowisku. Jeszcze przez parę dni będziemy o tym mówić i pisać. Pojedziemy na cmentarz … Ale już nazajutrz otrzemy łzy by dalej wykonywać swój zawód. Zbigniew Bonalski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze