Reklama

To ona… - Strona Burzyńska

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
17/06/2004 10:25
Niektórzy od niej zaczynają czytanie tego tygodnika. Irytuje ich i ciekawi, drażni a jednocześnie zwraca uwagę trafnością spojrzenia. Co niektórych doprowadza do pasji i na sale sądowe, jak kobieta, a to… „Strona burzyńska”.
Od 6 lat uczy, bawi i promuje. Szczególnie tych, którzy mają okazję, czy to w karykaturze, czy na zdjęciu z komentarzem tam zagościć.
Denerwuje na ogół tych, którzy znajdują się na lokalnym świeczniku i nie mogą pojąć, że są osobami publicznymi, które niestety narażone bywają na różnego rodzaju przytyczki. Dzięki wolności prasy (chociaż różnie z tym bywa) dowiadujemy się o „poczynaniach” władz, ale możemy je tam również zobaczyć w całkiem innym świetle, bardziej normalnym, bliskim. Bez przekraczania jednak dobrego smaku i zapachu.
Okazuje się, że autorowi „Strony burzyńskiej” udaje się przez wszystkie te lata utrzymywać dobry kpiarski styl z celnym komentarzem, który ujawnia nam, niekiedy zakamuflowaną, istotę rzeczy. Za pomocą humoru bowiem na ogół widzi się lepiej i więcej.
Dlatego wybaczcie Sławkowi zbyt dosadne niekiedy zwroty i komentarze, bo nieraz nie ma innego sposobu, aby opisać oblepiającą nas ciasno rzeczywistość. Coś o tym wiem i ja. Na szczęście są też u nas osoby publiczne i politycy, którzy bardzo cenią możliwość zaistnienia, choćby poprzez żart, na najpoczytniejszej stronie w mieście, zwłaszcza, gdy zbliżają się kolejne wybory. Niektórzy, jak słyszałem, wręcz są zawiedzeni, gdy długo ich tam nie ma. Ożywia to nasze gremia polityczne, bo każdy radny czy członek komitetu centralnego, a nawet ważny urzędnik chciałby zostać przez „Stronę” dostrzeżony.
W ostatnim czasie hitem stały się „historyczne” relacje ze zjazdów i potyczek naszej szlacheckiej braci radnych, utrzymane w dawnym stylu Paska lub innego Galla Anonima. Toteż dokazują nieraz rzeczeni rycerze, aby dostać się na karty historii, czyli na ostatnią stronę. Bo przecież każdy ambitny polityk (czyt. wojownik) chciałby coś znaczącego po sobie zostawić, chociażby opisy swych dokonań na „Stronie”, a przez to w pamięci ludzkiej.
Dbajmy więc o „Stronę burzyńską” i jej autora, bo każde środowisko powinno mieć swego Stańczyka, inaczej pękniemy z nadęcia. On zaś sprowadzi nas - nadęte z pychy balony - na ziemię. Na „Ziemię Sochaczewską” oczywiście.
FAN
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama