Polacy od dawna z tego słyną, że, poza Rosjanami, mają w świecie najmocniejsze głowy do alkoholu. Niektórzy uważają nawet, że i od rosyjskich mocniejsze. Dlatego też w naszym kraju należy szukać rekordzistów w tej dziedzinie. To właśnie u nas w 1995 r. pod Wrocławiem wypadek spowodował pijany kierowca, który miał we krwi 14,8 promila alkoholu, kiedy wszystkie podręczniki medycyny podają jako dawkę śmiertelną 4 promile. Ten kierowca jednak zmarł, ale nie z powodu wypitego alkoholu a od ran odniesionych w wypadku. Również życiem przypłacił swój rekord 33-letni mieszkaniec Elbląga, u którego zmierzono aż 15,9 promila. Za światowy rekord uznaje się obecnie wyczyn 46-letniego Polaka, który przeżył, mimo iż miał w organizmie 12,3 promila alkoholu. Rekord wśród kobiet dzierży również 40-letnia Polka ze Szczecina, u której wykryto 8,2 promila. Na tej tragicznej liście rekordzistów pojawi się zapewne teraz dwóch obywateli Sochaczewa. Niestety, obaj przypłacili to życiem. Pierwszy z nich to mieszkaniec jednego z domów przy pl. Armii Ludowej w centrum miasta. 38-letni mężczyzna zmarł we własnym mieszkaniu z 7,55 promilami alkoholu we krwi. Natomiast szczególne zaskoczenie i wręcz niedowierzanie nastąpiło wśród funkcjonariuszy i pracowników prokuratury, którzy nie spotkali się jeszcze z podobną sytuacją, by ktoś na naszym terenie miał tak wysoką zawartość alkoholu w organizmie jak 21-latek z osiedla Korczaka. Badania wykazały – 12,1 promila alkoholu we krwi! Oraz 9,85 promila w moczu. Co świadczy, że organizm był jeszcze w fazie wchłaniania. Musiał więc on pić jeszcze niedługo przed zgonem. Ostatecznie przyczyny tych zejść będzie można określić, kiedy pojawią się wyniki sekcji zwłok. Trudno jednak w tej sytuacji sądzić inaczej, niż że były to zatrucia alkoholowe. bus
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Jakie to smutne - Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego co robią pijąc to świństwo .. :/